Polskie skrzydła

środa, 28 sierpnia 2013

Mamy nowoczesne wielozadaniowe F-16 i pamiętające ZSRR Su-22. Potężne transportowe Herculesy i niewielkie Bryzy. Na co dzień służą nie tylko w Siłach Powietrznych, ale też w Wojskach Lądowych i Marynarce Wojennej. Nasi piloci latali nimi podczas misji w Iraku, Afganistanie i operacji antyterrorystycznych na Morzu Śródziemnym czy Morzu Czarnym. Z okazji Święta Lotnictwa Polskiego przedstawiamy samoloty i śmigłowce, które służą polskiej armii.

MiG-29 Fulcrum

Fot. Bartosz Bera

– Dziś wszyscy zachwycają się „efami”, dla mnie jednak to właśnie MiG-29 jest najpiękniejszym samolotem – przyznaje pilot myśliwca. Dwa mocne silniki, zgrabna sylwetka z dwoma statecznikami pionowymi – tak w kilku zdaniach można opisać myśliwce radzieckiej produkcji. To naddźwiękowy samolot przeznaczony do walki powietrznej na bliskich i średnich odległościach.

Projekt samolotu powstał w 1972 roku w ZSRR. Nowy odrzutowiec miał zastąpić starsze konstrukcje MiG-21 i MiG-23. Prototyp wniósł się w powietrze w 1977 roku, a do służby wszedł siedem lat później. Samolot był udany, powstało wiele wersji rozwojowych i modyfikacji z różnym wyposażeniem i uzbrojeniem. MiG-i eksportowane były do wielu krajów świata, m.in. do Polski, Czechosłowacji, Rumunii, Iraku, Peru i Węgier.

Pierwsze MiG-i w Polsce wystartowały w 1989 roku. 12 fabrycznie nowych samolotów otrzymał 1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego w Mińsku Mazowieckim. Kolejne egzemplarze Polska dostała od Czech, wymieniając je za 11 śmigłowców W-3 Sokół. W 2004 roku za symboliczną kwotę – jedno euro za sztukę – Polska kupiła od Luftwaffe kolejne 23 samoloty, z których ostatecznie do służby w Siłach Powietrznych weszło 14 najlepiej utrzymanych. Poniemieckie MiG-i trafiły do bazy lotniczej w Malborku. Ze względu na duże kopcenie z silników, samoloty te nazywane bywają „smokerami”.

Myśliwce przez lata były modernizowane i unowocześniane. Kilka tygodni temu lifting zakończył pierwszy z 16 myśliwców z Mińska Mazowieckiego. – To maszyna nowej generacji. Została wyposażona w przyrządy gwarantujące dokładniejszą nawigację. Bardzo to poprawi komfort pracy pilotów – mówił ppłk pil. Artur Kałko, dowódca grupy działań lotniczych z 23 Bazy Lotnictwa Taktycznego. Zmodernizowany samolot wyposażony jest m.in. w ciekłokrystaliczny ekran, nowoczesny system nawigacyjny współpracujący z wojskowym i cywilnym GPS-em oraz laserową platformę, dzięki której piloci określą swoje położenie w przestworzach.

Obecnie polskie wojsko ma 31 tego typu maszyn. Stacjonują w 23 Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim oraz w 41 Eskadrze Lotnictwa Taktycznego w Malborku.

Maksymalny pułap: 18 000 m. Maksymalna prędkość: 2,30 Ma. Maksymalny zasięg z dodatkowym zbiornikiem paliwa: 2100 km.

Su-22 Fitter

Fot. Przemysław Maliszewski

Przez lotników samolot ten zwyczajowo nazywany jest „Suczką”. Przydomek ten wywodzi od skrótu Su, ten zaś pochodzi od nazwiska Pawła Suchoja, szefa biura konstrukcyjnego, w którym powstał ten samolot. W latach osiemdziesiątych, kiedy pierwsze egzemplarze pojawiły się w Polsce, samolot spowijała aura tajemnicy. To obecnie najstarszy bojowy samolot w lotnictwie polskim. Mimo to maszyna jest intensywnie wykorzystywana, lubiana i niezawodna. Dla większości pilotów i techników pozostaje legendą lotnictwa. Su-22 jest eksportową wersją radzieckiego samolotu szturmowo-bombowego Su-17. Maszyna używana była przez armie państw byłego Układu Warszawskiego, trafiła również do krajów na Bliskim Wschodzie, do Libii, Wietnamu, Peru i Angoli.

W latach 80. do Polski dotarło ponad 100 egzemplarzy samolotu w różnych wersjach: M4 i szkolnej UM3K. Druga to tzw. szparka. Wyposażona jest m.in. w peryskop, dzięki któremu instruktor widzi przestrzeń przed samolotem.

Su-22 to jednosilnikowa maszyna o konstrukcji półskorupowej. Skrzydła o zmiennej geometrii, dzięki czemu można regulować kąt natarcia od +28 do +68 stopni. Wlot powietrza znajduje się w nosie, a w stożku zamontowano urządzenia radiolokacyjne.

Niegdyś Su-22 służyły na wojskowych lotniskach w Powidzu, Mirosławcu, Świdwinie i w Pile. Obecnie polskie Siły Powietrzne mają 32 egzemplarze tego samolotu. Wszystkie służą w 21 Bazie Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie.

Warto wspomnieć o dwu szczególnych egzemplarzach samolotu Su-22. Maszyna z numerem 3005 jest pierwszym egzemplarzem, który otrzymaliśmy od ZSRR (obecnie jest w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie). Drugi Su-22 z numerem 707 wyróżnia się niezwykłym, tygrysim malowaniem. Został tak ozdobiony przed udziałem w NATO Tiger Meet.

Maksymalny pułap: 15 200 m. Maksymalna prędkość: 1850 km/h. Maksymalny zasięg: 2550 km.

C-130 E Hercules

Fot. Damian Figaj

Amerykański, czterosilnikowy samolot transportowy po raz pierwszy wylądował w Powidzu w marcu 2009 roku. Kolejne dwa egzemplarze dotarły do Polski rok później. Obecnie w wyposażeniu Sił Powietrznych jest pięć takich transportowców. Do dyspozycji lotników jest jeszcze jeden, nielatający Hercules. Żołnierze wykorzystują go do szkolenia naziemnego. Wszystkie egzemplarze stacjonują w Powidzu w 33 Bazie Lotnictwa Transportowego.

Hercules to samolot o napędzie turbośmigłowym, produkowany przez amerykańską wytwórnię Lockheed. Maszyna rozpoczęła służbę za oceanem pod koniec 1956 roku. Wyprodukowano przeszło 2200 egzemplarzy tych maszyn w kilkudziesięciu wersjach. Samolot lata w armiach aż 50 państw.

C-130 to największy samolot transportowy w polskim wojsku. Jego głównym zadaniem jest transport towarów i ludzi (także rannych) na średnich odległościach. Herculesy latają w rejon stacjonowania polskich żołnierzy, np. do Afganistanu, przewożą wojskowych i sprzęt na międzynarodowe ćwiczenia. Zabezpieczały np. wylot polskich F-16 na ćwiczenia na Alaskę. Herculesy służą także do desantowania skoczków spadochronowych i ładunków. Mogą uczestniczyć w akcjach ratowniczych i humanitarnych. Zaletą samolotu jest zdolność do lądowania na nieutwardzonych pasach startowych.

Samoloty C-130E, wyprodukowane w 1970 roku i wyremontowane w USA, Polska otrzymała od Amerykanów jako bezzwrotne wsparcie wojskowe w ramach programu FMF – Foreign Military Financing.

Jednorazowo na pokład samolotu może wsiąść 92 pasażerów lub 64 spadochroniarzy. Maszyna może przewieźć aż 20 ton ładunku na odległość do 4 tys. km.

CASA C-295 M

Fot. EADS

„Kaśka” albo „Łaciata” – tak o lżejszych transportowcach produkowanych w Hiszpanii mówią lotnicy. Samoloty CASA C-295 M stacjonują w 8 Bazie Lotnictwa Transportowego w Balicach. Służą do przewożenia towarów, ludzi, desantowania skoczków i ładunków. Wykonują także loty o statusie HEAD z najważniejszymi osobami w państwie. Transportowce zabezpieczają ćwiczenia innych rodzajów sił zbrojnych, przygotowane są do transportu rannych, wykonują loty deportacyjne. CASY wspierają także polską transplantologię. W ramach „Akcji serce” przewożą organy do przeszczepów.

Przez dwa lata samoloty te stacjonowały także w Afganistanie. Na ich pokładzie przewożono ludzi, wyposażenie i uzbrojenie dla Polaków i sojuszników.

Są wszędzie tam, gdzie służą polscy żołnierze. W przeszłości latały do PKW w Libanie, na Bałkany, do Konga, Iraku, Czadu.

W Siłach Powietrznych jest 14 maszyn tego typu. 8 Baza Lotnictwa Transportowego do końca roku otrzyma jeszcze dwa nowe egzemplarze.

Pierwszym hiszpańskim transportowcem był wyprodukowany w 1971 roku niewielki C-212. Prototypem „Kaśki” jest nieco późniejsza wersja C-235. W porównaniu z nią współczesna maszyna ma dłuższy kadłub, wzmocnioną konstrukcję skrzydła, wzmocnione podwozie i silniki o większej mocy. Pierwszy prototyp C-295M wystartował w 1997 roku.

CASA to samolot z tylną rampą ładunkową. Wyposażony jest w najnowocześniejsze systemy nawigacji GPS, radiolokacyjne stacje ostrzegawcze. Kokpit samolotu posiada najwyższej jakości cyfrowe wyświetlacze, informujące załogę o parametrach lotu, sytuacji nawigacyjnej i pokładowej.

Maksymalny pułap: ok. 9000 m. Maksymalna prędkość: 480 km/h. Maksymalny zasięg przy ładunku 4000 kg: 4970 km. Do samolotu można załadować ponad 9 tys. kg ładunku lub 49 żołnierzy z pełnym wyposażeniem.

PZL-130 Orlik

Fot. Artur Weber

Od połowy lat dziewięćdziesiątych na Orlikach wyszkoliły się pokolenia młodych pilotów wojskowych. Samolot służy do szkolenia podstawowego podchorążych Wyższej Szkoły Oficerskiej w Dęblinie. Orliki sławę zyskały także dzięki zespołowi akrobacyjnemu z Radomia. Tworzą go piloci – instruktorzy, którzy na co dzień uczą podchorążych Szkoły Orląt w lataniu na samolotach PZL-130. Zespół Akrobacyjny „Orlik” występował m. in. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Francji, Belgii, Holandii, Czechach, Słowacji, Litwie.

Wstępny projekt Orlika powstał pod kierownictwem Andrzeja Frydrechewicza w 1981 roku w PZL Warszawa-Okęcie. Przez lata samolot modyfikowano techniczne, by ostatecznie rozpocząć produkcję seryjną w 1991 roku. Pierwsze egzemplarze PZL-130TB przekazano Wyższej Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie na początku 1994 roku.

Obecnie w polskich Siłach Powietrznych samolotem podstawowego szkolenia lotniczego jest wersja PZL-130TC-1 Orlik. Ten jednosilnikowy, dwumiejscowy samolot (uczeń i instruktor) wyposażony jest w silnik turbośmigłowy z automatycznie przestawianym śmigłem. Konstrukcja jest całkowicie metalowa z chowanym podwoziem. Wyposażenie zbliżone jest do tego, jaki zastosowano w samolocie TS-11 Iskra. W maszynie zamontowano także fotel katapultowy, rejestrator parametrów lotu, nawigacyjny odbiornik satelitarny.

Maksymalny pułap: 10 000 m. Maksymalna prędkość: 480 km/h. Maksymalny zasięg: 1100 km.

Samolot TS-11 Iskra

Fot. Konrad Kifert

Pierwszy odrzutowiec polskiej produkcji. Służy przede wszystkim do szkolenia pilotów. Jego historia sięga lat 50. ubiegłego wieku. Wówczas to Inspektorat Lotnictwa zdecydował o budowie nowoczesnego samolotu szkolnego. Zadanie powierzono zespołowi Tadeusza Sołtyka z Instytutu Lotnictwa. Pierwszy oblot prototypu Iskry odbył się w lutym 1960 roku. Niedługo potem ruszyła produkcja. Do końca lat 80. Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu wyprodukowały 424 maszyny tego typu. Głównie z myślą o polskiej armii, ale nie tylko. Iskry trafiały też do Indii, gdzie – podobnie jak w Polsce – służyły do szkolenia wojskowych pilotów. Ci zgodnie twierdzą, że to samolot wdzięczny w pilotażu i bezpieczny.

– W przypadku awarii silnika, Iskrę można wprawić w lot szybowy i spokojnie sprowadzić na lotnisko. Oczywiście musi się znajdować w odpowiedniej strefie – mówi płk Waldemar Gołębiowski, dowódca 41 Bazy Lotnictwa Szkolnego. Polskie Siły Powietrzne mają obecnie kilkadziesiąt TS-11. Z samolotów tych korzysta też występujący na całym świecie zespół akrobacyjny „Biało-Czerwone Iskry”. W najbliższych latach maszyny te zostaną jednak wycofane z użytku. Armia wszczęła już procedurę zakupu nowego odrzutowego samolotu szkolnego.

Samoloty osiągają prędkość 720 km/h, ich zasięg to 1250 km, maksymalny pułap zaś to 11,5 tys. metrów.

Samolot F-16

Fot. Bartosz Bera

Jeden z najnowocześniejszych samolotów wielozadaniowych na świecie, zwany w Polsce „Jastrzębiem”. Produkują go amerykańskie zakłady Lockheed Martin, jest używany w 25 krajach. Polskie Siły Powietrzne mają ich 48–32 stacjonują w Poznaniu-Krzesinach, zaś 16 w Łasku. Produkcja F-16 ruszyła połowie lat 70. W 1981 r. samoloty po raz pierwszy sprawdzono w walce. Lotnictwo Izraela użyło ich podczas ataku na reaktor atomowy Osirak w Iraku. Blisko 250 F-16 brało też udział w operacji „Pustynna burza” (1991 rok). Amerykańscy piloci prowadzili tam m.in. bombardowania. Łącznie wykonali 13,5 tysiąca lotów i zestrzelili dwa irackie MiG-i.

F-16 ma do dyspozycji działko pokładowe, może korzystać z pocisków rakietowych i rzucać bomby. Maksymalna prędkość samolotu to 2300 km/h, minimalna – 230 km/h. Maszyna osiąga pułap 15 240 metrów i ma zasięg 3200 km. Pierwsza para F-16 do służby w naszej armii weszła w listopadzie 2006 roku. Polska ma dziś przeszło 60 wyszkolonych pilotów, niemal dziesięciu z nich posiada status instruktora. Za sterami „Jastrzębi” spędzili ok. 30 tysięcy godzin. Brali udział w prestiżowych ćwiczeniach „Red Flag” na Alasce, a także „Desert Hawk” w Izraelu, gdzie zebrali najwyższe noty. Od niedawna Polska sama szkoli pilotów F-16. Tak zwany Basic Course jest prowadzony na Krzesinach.

An-28/M-28 Bryza

Fot. Marian Kluczyński

Jeden z najbardziej uniwersalnych samolotów w polskiej armii. Kilka typów tej maszyny służy zarówno w Siłach Powietrznych, jak i Marynarce Wojennej. An-28 został skonstruowany w radzieckim biurze Olega Antonowa. Zgodnie z założeniem mógł być produkowany w wielu wersjach, m.in. transportowej, sanitarnej, patrolowej czy desantowej. Oblot prototypu nastąpił w 1969 roku. Dziewięć lat później AN-28 wszedł do seryjnej produkcji w Polsce. W Mielcu tworzone były kadłuby, w Rzeszowie silniki. Do końca lat 80. część samolotów wędrowała do ZSRR. Po ustrojowym przełomie, w mieleckim biurze konstrukcyjnym zostały zaprojektowane nowocześniejsze wersje maszyny.

M-28 (w wersji „Skytruck”) był drugim produkowanym w Polsce samolotem, który przeleciał ocean. Działo się to w 1994 roku. Wkrótce maszyny tego typu kupiły armie Stanów Zjednoczonych, Wenezueli, Kolumbii, Wietnamu, Indonezji i Nepalu. Polskie wojsko używa łącznie kilkadziesiąt An-28 i M-28. W najbardziej wszechstronny sposób maszyny te wykorzystywane są w lotnictwie morskim. Służą tam jako samoloty patrolowo-rozpoznawcze, transportowe oraz monitoringu ekologicznego. Bryzy w zależności od typu mają różne parametry. Z reguły osiągają jednak pułap ok. 6 tys. metrów i rozwijają prędkość 355 km/h.

Mi-24

Fot. Bartosz Bera

Hokeje, krokodyle, latające czołgi, latające wozy piechoty – tak o śmigłowcach szturmowych Mi-24 mówią piloci i miłośnicy lotnictwa. W polskiej armii służą przeszło 30 lat.

Głównym zadaniem tych maszyn jest wsparcie Wojsk Lądowych poprzez niszczenie stanowisk ogniowych przeciwnika, transport żołnierzy i ładunków, ewakuacja żołnierzy oraz rannych. Śmigłowce (28 egzemplarzy) służą w 1 Brygadzie Lotnictwa Wojsk Lądowych – w jednostkach w Inowrocławiu i Pruszczu Gdańskim. W Polsce wykorzystuje się dwa typy tych maszyn: Mi-24D i zmodernizowaną Mi-24W. Śmigłowiec przygotowany jest do niszczenia celów naziemnych, wyposażony w systemy kierowania ogniem do wystrzeliwania przeciwpancernych pocisków.

„Hokeje” (nazwa nawiązuje do kształtu belki ogonowej) standardowo mają ruchome, czterolufowe karabiny maszynowe kalibru 12,7 mm. Dodatkowo są wyposażone m.in. w wyrzutnie pocisków rakietowych S-5 kalibru 57 mm.

Przed kierowanymi pociskami rakietowymi wystrzeliwanymi z ziemi chroni je stacja aktywnych zakłóceń w podczerwieni oraz wyrzutnie flar. Przed ostrzałem małokalibrową bronią zabezpiecza śmigłowce solidne opancerzenie – w sumie 450 kg, ochronę stanowi także strzelec pokładowy.

Przez cztery lata, od 2004 roku śmigłowce Mi-24 służyły w PKW w Iraku, a od 2008 do dziś używane są w Afganistanie.

Załogę Mi-24 tworzy pilot (tylna kabina), operator uzbrojenia (przednia kabina) oraz technik pokładowy. Kabiny rozlokowano w taki sposób, by obaj członkowie załogi mieli jak najlepszą widoczność. Poza załogą na pokład „Hokeja” wejść może ośmiu żołnierzy z uzbrojeniem i wyposażeniem.

Śmigłowce Mi-24 kupiły armie ok. 30 państw. Brały one udział w walkach m.in. w Somalii, Kambodży, Afganistanie, Angoli, Libanie, Czadzie i Kuwejcie.

Prędkość: do 335 km/h, zasięg 500 km, zasięg z dodatkowymi zbiornikami ok. 1100 km. Masa własna: 8 520kg, masa startowa 11 500 kg.

Śmigłowiec SH-2G

Fot. Czesław Cichy

Śmigłowiec pokładowy, przystosowany do współpracy z fregatami rakietowymi typu Oliver Hazard Perry. Jego główne zadanie polega na wykrywaniu, a także identyfikacji okrętów – zarówno tych operujących na wodzie, jak i pod jej powierzchnią. Do namierzania okrętów podwodnych załodze SH-2G służą pławy hydroakustyczne oraz detektor anomalii magnetycznych. Większość śmigłowców pokładowych Marynarki Wojennej może też przenosić torpedy MU-90.

Pierwsze SH-2G zostały wyprodukowane w Stanach Zjednoczonych, w latach 60. Na początku XXI wieku cztery maszyny tego typu trafiły do Marynarki Wojennej. Na co dzień współpracują z fregatami ORP „Gen. T. Kościuszko” i ORP „Gen. K. Pułaski”. W ciągu dziesięciu lat ich piloci spędzili w powietrzu 3600 godzin, 3700 razy lądowali i startowali z okrętowych pokładów. Wykonywali zadania na Bałtyku, Morzu Śródziemnym, Północnym, Czarnym, na Oceanie Atlantyckim. SH-2G dwukrotnie wchodziły w skład Stałego Zespołu Sił Odpowiedzi NATO i brały udział w operacji antyterrorystycznej „Active Endeavour”.

Śmigłowiec Mi-14 PŁ

Fot. Bartosz Bera

W podstawowej wersji to śmigłowiec do zwalczania okrętów podwodnych. Może je namierzać na kilka sposobów: za pomocą stacji hydroakustycznej, zrzucanych do wody pławów radiohydroakustycznych (rejestrują dźwięki emitowane przez okręt), wreszcie detektora anomalii magnetycznych (rejestruje powodowane przez okręt chwilowe zmiany natężenia magnetycznego Ziemi). Z nieprzyjacielską jednostką śmigłowce potrafią walczyć samodzielnie – wykorzystując torpedy MU-90 albo bomby głębinowe. O odkryciu okrętu podwodnego lotnicy mogą też powiadomić fregatę rakietową, która weźmie ciężar zmagań na siebie. Załoga Mi-14 PŁ składa się z dwóch pilotów, technika pokładowego oraz nawigatora, który odpowiada też za obsługę systemów pokładowych. Śmigłowiec potrafi rozwinąć prędkość 230 km/h, a jego pułap praktyczny wynosi 3,5 tys. metrów.

Marynarka Wojenna korzysta też z dwóch śmigłowców Mi-14 PŁ w wersji ratowniczej. Z myślą o tego typu zadaniach zostały one zmodyfikowane trzy lata temu. Przebudowa wiązała się m.in. z przystosowaniem kabiny do transportu rozbitków i poszerzeniem bocznych drzwi. Załoga Mi-14 PŁ/R składa się z pięciu osób: dowódcy, drugiego pilota, technika pokładowego, lekarza oraz ratownika medycznego.

Śmigłowce W-3 Sokół/ W-3 PL Głuszec/ W-3 RM Anakonda

Anakonda. Fot. Adam Roik/Combat Camera DO SZ

W-3 to wielozadaniowy śmigłowiec produkowany przez PZL Świdnik. Od 1985 roku powstało blisko 150 tego typu maszyn. Można je spotkać w kilkunastu krajach świata, m.in. Rosji, Niemczech, Czechach, Wietnamie, Filipinach czy Korei Płd. W Polsce z różnych wersji śmigłowca W-3 korzystają Siły Powietrzne, Wojska Lądowe i Marynarka Wojenna. Maszyny te służą do transportu, ratownictwa, sprawdzają się też na polu walki. W latach 2003–2006 cztery śmigłowce W-3 służyły w Iraku, gdzie wchodziły w skład Samodzielnej Grupy Powietrzno-Szturmowej. Do zadań ich załóg należało monitorowanie i ochrona dróg oraz strategicznych elementów infrastruktury, np. rurociągów, ratownictwo bojowe, transport rannych i sprzętu. W-3 osłaniały też konwoje i ubezpieczały akcje sił szybkiego reagowania. W 2004 roku w pobliżu Karbali jeden ze śmigłowców rozbił się. Zginęły wówczas trzy osoby, kolejne trzy zostały ranne.

Z kolei Marynarka Wojenna korzysta m.in. z siedmiu śmigłowców W-3 RM Anakonda. Służą one do prowadzenia akcji ratowniczych przede wszystkim na morzu, ale też na lądzie w odległości do 100 km od linii brzegowej. Brygada Lotnictwa MW jako jedyna formacja w kraju utrzymuje ciągłą gotowość do prowadzenia tego typu działań – lotnicy pełnią całodobowe dyżury. W ciągu dwudziestu lat przeprowadzili przeszło pół tysiąca akcji, podczas których udzielili pomocy blisko 300 osobom.

Śmigłowiec Mi-2

Fot. Bartosz Bera

Średni wielozadaniowy śmigłowiec wykorzystywany zarówno przez instytucje cywilne, policję, jak i armie kilkunastu państw świata. W Polsce używają go zarówno Siły Powietrzne, Wojska Lądowe, jak i Marynarka Wojenna. Mi-2 mogą pełnić m.in. funkcje transportowo-łącznikowe, jak i bojowe.

Śmigłowiec został zaprojektowany przez biuro radzieckiego konstruktora Michaiła Mila. Możliwości maszyny po raz pierwszy zaprezentowano w jednym z kołchozów pod Moskwą. Mi-2 przeprowadził tam oprysk pól. Sowieci pochwalili się nim także rok później, kiedy to śmigłowiec pobił międzynarodowy rekord przelotu na trasie 100 kilometrów. Mimo to Mi-2 nigdy nie był w ZSRR seryjnie produkowany. Licencję kupili Polacy i zajęły się tym zakłady w Świdniku. Ostatecznie wyprodukowały one 5,5 tys. śmigłowców, z czego część sprzedana została właśnie do ZSRR.

Mi-2 był wykorzystywany podczas wojny radziecko-afgańskiej, a także w czasie akcji ratowniczej po katastrofie w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Co ciekawe, Mi-2 wystąpił w jednym z filmów o przygodach Agenta 007. Na jego pokładzie radziecki generał przylatuje na spotkanie z Jamesem Bondem. Na śmigłowcu widoczne jest logo świdnickich zakładów.

Mi-2 osiąga prędkość 200 km/h, pułap 4 tys. metrów, a jego zasięg to blisko 800 kilometrów.

Śmigłowce Mi-8/Mi-17

Mi-17. Fot. Damian Figaj

„Betoniarki”, czyli śmigłowce Mi-8 i Mi-17 (powstałe w biurze konstrukcyjnym Michaiła Mila), uznaje się za jedne z najlepszych i najtańszych (ze względu na koszt produkcji) maszyn tego typu na świecie. W 40 krajach lata ok. 12 tysięcy sztuk Mi-8. W Polsce korzysta z nich przede wszystkim wojsko i policja. Wojskowe Mi-8 zgromadzone są przede wszystkim w Wojskach Lądowych w 1 Dywizjonie Lotniczym w Leźnicy Wielkiej, latają także w Siłach Powietrznych – w grupach poszukiwawczo-ratowniczych. W sumie jest ich siedemnaście egzemplarzy. Oblot prototypu śmigłowca Mi-8 wykonano w 1961 roku. Seryjna produkcja rozpoczęła się w 1965 roku.

W polskim wojsku Mi-8 służą od 1968 roku. Obecnie wykorzystywane w armii produkowane są od początku lat siedemdziesiątych. Początkowo wykorzystywano je wyłącznie do transportu powietrznego, później także do prac montażowych – jako latające dźwigi. Służą do zadań szturmowych i ratowniczych. Śmigłowce Mi-8 i Mi-17 mają możliwość zamontowania na podwieszeniach zasobniki z niekierowanymi pociskami rakietowymi S-5. Posiadają też mocowania w drzwiach i oknach dla karabinów maszynowych oraz broni indywidualnej piechoty. Maksymalny pułap: 4500 m. Maksymalna prędkość: 250 km/h. Maksymalny zasięg: 500 km.

SW-4 Puszczyk

Fot. Damian Figaj

Śmigłowiec (oprócz W-3 i wcześniej Mi-2) jest głównym wiropłatem, na którym w Szkole Orląt szkolą się przyszli piloci. Wojskowi studenci w Dęblinie latają na Puszczykach od 2006 roku. Wszystkie dwadzieścia cztery egzemplarze śmigłowca (jeden w czerwcu miał wypadek, ale jeszcze jest w wojskowej ewidencji), którymi dysponuje armia, znajdują się w 4 Skrzydle Lotnictwa Szkolnego.

Śmigłowiec produkowany jest przez PZL Świdnik. Mimo niewielkich gabarytów bardzo dobrze radzi sobie w powietrzu. Napędzany jest jednym silnikiem turbinowym Rolls-Royce`a. Budowa maszyny to tzw. układ wirnika nożnego. Ma trzyłopatowy wirnik nośny z łopatami i dwupłatowe śmigło ogonowe. Może przewozić w sumie 5 osób (pilot i 4 pasażerów). Po obu stronach ma otwierane drzwi przednie i przesuwane tylne, co ułatwia załadunek. W wersji pasażerskiej śmigłowiec może przewieźć do 150 kg ładunku. Wojskowa wersja wiropłata przystosowana jest do wykonywania lotów w nocy. Może także zostać dozbrojona w małokalibrowe działko.

Od stycznia tego roku studenci z Dęblina szkolą się także w pilotażu trenując na symulatorze Puszczyków. Uczą się na nim podstawowych umiejętności – startu, lądowania, manewrów w locie i radionawigacji.

Maksymalny pułap: 5200 m. Maksymalna prędkość: 260 km/h. Maksymalny zasięg: 790 km. Czas lotu bez tankowania ok. 5 godzin.

Magdalena Kowalska-Sendek, Łukasz Zalesiński