moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Głód – globalny straszak Kremla

Używanie głodu jako narzędzia w polityczno-militarnych rozgrywkach nie jest zjawiskiem nowym. Nigdy wcześniej jednak państwom, które prowadziły taką politykę, nie przyświecały cele tak skomplikowane i daleko idące, jak obecnie Rosji.

Liczby robią porażające wrażenie. Jak podaje Ministerstwo Rolnictwa w Kijowie, od początku wojny w Ukrainie utknęło 20 mln ton przeznaczonego na eksport zboża. Ziarno zalega w silosach, bo nie sposób go wywieźć przez zaminowane porty i szlaki kontrolowane przez rosyjską Flotę Czarnomorską. Kolejne 600 tys. ton Rosjanie zrabowali i przerzucili m.in. na okupowany Krym. Część zboża miała stamtąd trafić do Syrii. Według resortu z powodu walk płody rolne nie zostaną zebrane z pól o łącznej powierzchni 2,4 mln ha. Kule, bomby i pożary zabiły też dotychczas 92 tys. krów, 258 tys. świń oraz 5,7 mln ptaków hodowlanych. Ze wstępnych szacunków wynika, że wartość strat poniesionych przez ukraińskie rolnictwo sięga już 4,3 mld dolarów. Dla kraju to prawdziwa klęska. Co więcej, skutki katastrofy zaczynają być odczuwalne daleko poza granicami Ukrainy.

Taktyka spalonej ziemi

Wystarczy rzut oka na statystyki. Przed wojną Ukraina była piątym na świecie eksporterem pszenicy. Za granicę wysyłała jedną trzecią swojej rocznej produkcji. W 2018 roku było to blisko 17 mln ton. Jak wylicza FAO, czyli Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, ukraińska pszenica stanowiła połowę zasobów sprowadzanych przez Liban, Tunezję, Somalię i Libię. Dostawy tego zboża zaspokajały 47% potrzeb Erytrei. A na tym przecież nie koniec, bo Ukraina zaliczała się też do ścisłej światowej czołówki, jeśli chodzi o produkcję i eksport oleju słonecznikowego. Próba odcięcia jej od światowych rynków w wydatny sposób przyczyniła się do nagłego wzrostu cen żywności. FAO ocenia, że począwszy od stycznia wzrosły one o średnio 17%. Skutek: liczba mieszkańców Ziemi zagrożonych głodem zwiększyła się o kolejne 47 mln.

REKLAMA

Zachód nie ma wątpliwości. – Rosja prowadzi żywnościowy szantaż. Eksportuje głód daleko poza terytorium Ukrainy – podkreśla amerykański sekretarz stanu Antony Blinken. Podobnego zdania jest sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, który w przeddzień ostatniego spotkania ministrów obrony państw Sojuszu mówił o celowo wywołanym kryzysie żywnościowym. Rosja rzecz jasna odrzuca oskarżenia, wskazując na zgubny wpływ zachodnich sankcji. Zgrabnie pomija przy tym fakt, że to właśnie ona rozpoczęła inwazję i konsekwentnie stosuje w Ukrainie taktykę spalonej ziemi. A zawirowania na rynku żywności największe korzyści mogą przynieść właśnie Kremlowi.

Od Hołodomoru po Erytreę

Używanie głodu jako narzędzia w polityczno-militarnych rozgrywkach nie jest zjawiskiem nowym. Rosjanie już wcześniej sięgali po tę broń, sami również padali jej ofiarą. W latach 30. ubiegłego wieku władze ZSRS postanowiły głodem złamać opór ukraińskiej wsi przed przymusową kolektywizacją. Hołodomor pochłonął kilka milionów ofiar. Kilka lat później Niemcy rozpoczęli blokadę Leningradu. W odciętym od świata mieście mieszkańcy zjedli niemal wszystkie zwierzęta domowe, szczury, ptaki, chleb zaś wytwarzany był z mieszaniny śladowych ilości mąki i celulozy. Zdarzały się przypadki kanibalizmu. W ciągu 2,5 roku w Leningradzie zmarło półtora miliona osób. Na Niemcach dramat sowieckiej metropolii nie robił większego wrażenia, bo już w 1941 roku opracowali tzw. plan głodowy. Zakładał on wywożenie z ZSRS arbitralnie określanych nadwyżek żywności. Nazistowscy planiści wyliczyli, że taka polityka może doprowadzić do śmierci nawet 30 mln osób. Na szczęście dla Sowietów tego projektu nigdy nie udało się w pełni zrealizować – szwankowała logistyka, Niemcy nie mieli też sił i środków, by skutecznie konfiskować ukrywane przez chłopów zapasy. A jednak ofiary nazistowskiej polityki na terenach ZSRS szły w miliony. W czasie II wojny światowej klęskę głodu w podległym sobie Bengalu wywołali też Brytyjczycy, choć akurat im trudno przypisać celową eksterminację miejscowej ludności. Był to raczej efekt wojennego chaosu i krótkowzrocznych decyzji politycznych. Churchill założył, że Bengal tak czy inaczej wpadnie w ręce Japończyków, nakazał więc wywozić stamtąd zboże, które miało zabezpieczyć Wielką Brytanię. W ostatnich latach głód był sztucznie wywoływany podczas wojen domowych w Erytrei, Somalii oraz Syrii. Nigdy wcześniej jednak państwom, które prowadziły taką politykę, nie przyświecały cele tak skomplikowane i daleko idące, jak obecnie Rosji.

Gra migracją

Gra Kremla to element szantażowania Zachodu. Ukraińskie zboże zacznie trafiać na rynek, jeśli zniesiecie sankcje – zdaje się sugerować Władimir Putin. A co jeśli nie? Ponurą wizję kreśli brytyjski historyk Timothy Snyder. Według niego rosyjski prezydent, potęgując głód w niektórych rejonach Afryki i Azji, chce wywołać falę nielegalnej migracji, która zaleje zachodnią Europę. I to również nic nowego, bo Rosja w ostatnich latach co najmniej dwukrotnie grała migrantami. Wystarczy wspomnieć wojnę w Syrii, kiedy to wraz z wojskami Asada przypuściła szturm na tzw. strefę deeskalacji w rejonie Idlibu. Rejon zamieszkiwały cztery miliony osób, których połowę stanowili uchodźcy wewnętrzni z innych rejonów kraju. Na Europę padł blady strach, bo syryjska wojna domowa już wcześniej spowodowała największy kryzys uchodźczy w dziejach kontynentu. Dla Kremla zaangażowanie w Syrii było sposobem na szantażowanie Zachodu, a jednocześnie na wyjście z międzynarodowej izolacji, w której Rosja przez chwilę znalazła się po aneksji Krymu. Drugi przykład jest całkiem świeży, a dotyczy tajnej operacji, którą w ubiegłym roku – zapewne z inspiracji, a przynajmniej za wiedzą i aprobatą Kremla – podjęła Białoruś. Tamtejsze służby przez długie miesiące ściągały z Bliskiego Wschodu nielegalnych migrantów, po czym usiłowały ich przepchnąć przez granice z Łotwą, Litwą oraz Polską. Wydarzenia te spotęgowały napięcie na wschodniej flance NATO. Obecnie presja zdecydowanie zelżała, z pewnością jednak nie ustała całkowicie.

Tymczasem w innych rejonach fala nielegalnych migrantów zdecydowanie wezbrała. Jak podaje Frontex, czyli Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej, od początku roku do końca maja granice UE próbowało z pominięciem prawa przekroczyć już 86 tys. osób. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego liczba ta zwiększyła się o 82%. Obecnie trudno jeszcze zakładać, że ten skok jest następstwem wojny w Ukrainie, niemniej znaleźliśmy się w bardzo niebezpiecznym momencie. Fala migracji może w krótkim czasie pogłębić kryzys gospodarczy, w którym pogrąża się Europa. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że radykalna polityka antymigracyjna wywoła niepokoje społeczne. A Rosja będzie żywotnie zainteresowana ich podsycaniem.

Można sobie jednak wyobrazić jeszcze inny scenariusz. Rosja, nie zważając na wewnętrzne problemy gospodarcze, skieruje do Afryki statki ze zbożem własnym albo zrabowanym Ukrainie, tym samym jeszcze umocni mozolnie budowane tam wpływy. Na efekty pracy kremlowskiej propagandy w tym rejonie świata zwrócił ostatnio uwagę choćby „Business Insider”. Podczas głosowania w ONZ-ecie ledwie osiem na 31 państw afrykańskich poparło wniosek o zawieszenie członkostwa Rosji w Radzie Praw Człowieka.

Rosja patrzy na Afrykę

Przed Zachodem stoi więc niezwykle trudne zadanie. Na pewno musi działać szybko. Od pewnego czasu wiele mówi się o odblokowaniu ukraińskich portów. Pomoc w mediacji między Moskwą a Kijowem zaoferowała Turcja. Mając jednak w pamięci sposób, w jaki Rosja traktowała rozmowy pokojowe z Ukrainą, trudno się spodziewać, że „zbożowe” negocjacje przyniosą efekty. Tym bardziej że Zachód pewnie nie będzie chciał się zgodzić na zbyt daleko idące ustępstwa. Realną perspektywą wydaje się zwiększenie tranzytu szlakami lądowymi przez Polskę czy Rumunię. Niedawno prezydent USA Joe Biden zapowiedział budowę przy polsko-ukraińskiej granicy systemu silosów, które umożliwią przechowywanie ziarna. To oczywiście nie rozwiąże problemu całkowicie. Po pierwsze transporty będą narażone na rosyjskie ataki rakietowe, po drugie cały czas jeszcze istnieje ryzyko, że do zachodniej Ukrainy wkroczą wojska Białorusi i odetną drogi, którymi przewożone jest zboże, po trzecie wreszcie poturbowana ukraińska gospodarka nie będzie już w stanie w pełni uzupełnić niedoborów. A luki są ogromne, bo obejmują nie tylko mniejsze dostawy z Ukrainy, lecz także z częściowo wyłączanej ze światowego obiegu gospodarczego Rosji.

Aby je zapełnić, potrzeba zwiększonej produkcji krajów takich jak USA, Australia czy Indie. Fachowcy mówią, że to możliwe. Na takie rozwiązanie wskazują choćby przywoływani przez „Deutsche Welle” eksperci z Instytutu Leibnitza. Żeby jednak to wszystko zrobić, potrzeba czasu. Problem w tym, że owego czasu dramatycznie ubywa.

Niewykluczone, że właśnie w tym obszarze demokratyczny świat mierzy się z największym wyzwaniem tej wojny.

Łukasz Zalesiński , dziennikarz portalu polska-zbrojna.pl

autor zdjęć: MON Ukrainy

dodaj komentarz

komentarze


Nowoczesny internat dla żołnierzy
 
Pułk Reprezentacyjny czeka na żołnierzy
For Our Freedom and Yours
Weterani doszli do złota
Podhalańczyk wygrał czwartą walkę MMA
PKW Orlik wrócił do domu
Daglezje dla polskiego wojska
Te same zasady opiniowania dla większości żołnierzy
Zielone światło dla miliardów
Minister o zmianach w wojsku
Piąta kadencja generała Konopki
Ministrowie obrony NATO o broni dla Kijowa
Święto Dowództwa Generalnego
Taktyka walk partyzanckich
Szef MON-u ma zostać wicepremierem
Podchorążowie najlepsi na tatami
Pioruny – broń, która się sprawdza!
Ukraina ze statusem kandydata do UE
Wojsko otwarte dla ochotników z niepełnosprawnościami
Spektakl Kremla
Kształcenie przyszłych żołnierzy po nowemu
Virtuti Militari ma 230 lat
Ile zarobi starszy szeregowy specjalista?
Dwanaście razy złoto
Trzecia zmiana jedzie do Turcji
Ochotnicy rozpoczynają dobrowolną służbę
Bałtyk coraz ważniejszy
NATO pokazało siłę na Bałtyku
Ukraina kupuje polskie Kraby
Bramy dla generała
Zacięte walki o Siewierodonieck
Szkarłatne berety świętują
Amerykańskie Chinooki nad Krakowem
23 medale żołnierzy na lekkoatletycznym czempionacie
Historyczne szkolenie ochotników
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Biden: gra na przeczekanie
Tysiące Piorunów dla Wojska Polskiego
Prezydent i „niezwyciężeni”
W służbie Jego Królewskiej Mości
Setka Akademii Marynarki Wojennej
Tak się szkoli saperska elita
Cougary w armii
Szef MON-u objął tekę wicepremiera
Szturmani szykują się do dyżuru w UE
Historyczna wizyta w Kijowie
Wizyta w PKW Łotwa
Bezpieczne niebo
Wyższy bieg Grota
Wojsko szykuje się na mecz z Gortatem
Wschodnia flanka pod osłoną rakiet
PGZ na targach Eurosatory
Śladem profesjonalistów
Wielki test Żelaznej Dywizji w Hohenfels
Coraz więcej powietrznych alarmów bojowych
Pola walczy z SMA
Amerykańskie F-15 w Polsce
Pierwszy taki rejs. Kadeci na ORP „Iskra”
Dla kogo tanie wczasy?
Piąte zwycięstwo żołnierzy z gwiazdami Gortata
Ukraina w UE? Ostateczna decyzja w przyszłym tygodniu
Zacieśnianie współpracy z Koreą

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO