moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Sybir dla wrogów

140 tysięcy byłych obywateli II RP wysiedlili Sowieci na wschód w lutym 1940 roku. Była to pierwsza z czterech masowych deportacji z zagarniętych przez Armię Czerwoną Kresów. Polacy, ale też Żydzi, Ukraińcy czy Białorusini wykonywali katorżniczą pracę w kopalniach, gospodarstwach rolnych i przy wyrębie tajgi. Wielu z nich nie przeżyło.


Deportowani 10 lutego 1940 r. z Kolonii Sobótka w pow. podhajeckim woj. tarnopolskie przy pracy w tajdze. Dworyszcze, rejon kazaczyński, Krasnojarsk. Fot. IPN

O świcie pod dom Marii Janusz podjechała para sań, a w nich dwóch Ukraińców i dwóch enkawudzistów. Jej mama akurat piekła chleb. Otrzepała więc ręce z mąki i wyszła zza stołu na środek izby. Po chwili dołączyły do niej wyrwane ze snu dzieciaki. „Najpierw przeczytano nam jakiś wyrok (Ukrainiec przetłumaczył), że byliśmy jakimiś wrogami, i dano nam dwie godziny na zebranie się” – wspominała po latach Maria (wówczas już po mężu nosiła nazwisko Tarnawska). W domu popłoch. Środek zimy, za oknami tęgi mróz i zaspy śniegu. W co się ubrać? Młodsze dzieci nawet butów porządnych nie miały. Januszowie złapali to, co mieli pod ręką. Enkawudziści pozwolili im wrzucić do sań kołdry i pierzyny. Wybili im kury, a worek napchali słoniną, dołożyli dwa worki żyta i dwa pszenicy – i też wrzucili do sań. „Przyda się” – rzekli i popędzili konie.

Niebawem Januszowie znaleźli się na stacji w Trembowli. Strażnicy upchnęli ich w bydlęcych wagonach. „Były tam prycze, a na każdej pryczy jedna rodzina. Była także dziura w podłodze i służyła jako ustęp. Były też dwa piece żelazne” – opowiadała Maria. Czekali kilka godzin, wreszcie ktoś krzyknął: „odjazd”, wagonem szarpnęło i pociąg z wolna ruszył w nieznane. Maria zapamiętała dokładnie: wszystko to wydarzyło się 10 lutego 1940 roku.

Droga do Komi

Schemat był podobny, szczegóły odmienne. Czasem enkawudziści wrzeszczeli, popychali, grozili, innym razem na spakowanie się pozostawiali zaledwie kilka minut. Wywózkom zwykle towarzyszyły rewizje, nierzadko kradzież wartościowych przedmiotów. Zdarzało się, że Sowieci ograniczali ilość pożywienia i odzieży, którą wysiedlani mogli ze sobą zabrać. Częściej jednak nakazywali im wziąć ze sobą tyle, ile zdołają unieść. 10 lutego los rodziny Januszów podzieliło 140 tysięcy osób. Była to pierwsza z czterech wielkich deportacji dawnych obywateli II RP, którzy zamieszkiwali bądź znaleźli się na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. – W początkach 1940 roku w głąb ZSRR zostali wywiezieni przede wszystkim osadnicy wojskowi i cywilni, a także pracownicy służby leśnej – wyjaśnia dr Marcin Zwolski z Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku. – Deportacja miała podłoże polityczne, ale też ekonomiczne. Wysiedlani zamieszkiwali tereny przygraniczne, tymczasem Sowieci uznali ich za element niepewny. Zakładali, że osadnicy mogą prowadzić działalność dywersyjną i szpiegowską, zaś leśnicy jako osoby doskonale znające teren, stanowią potencjalny zaczyn partyzantki. Z drugiej strony w różnych miejscach imperium potrzebna była tania siła robocza. Komuniści chcieli wypełnić lukę właśnie „wrogami ludu” – dodaje historyk.

Podobne rzeczy Sowieci praktykowali w latach dwudziestych. – Na wschód i daleką północ byli wywożeni choćby mieszkańcy Kaukazu czy rosyjscy Niemcy. Łącznie przez dwie dekady deportacje dotknęły przedstawicieli niemal sześćdziesięciu narodowości – podkreśla dr Zwolski. Wśród nich byli też Polacy. – Już pod koniec 1939 roku, po zagarnięciu polskich Kresów, Sowieci przesiedlili ludność pasa przygranicznego nowej granicy niemiecko-sowieckiej. Było to ponad 100 tysięcy osób – przypomina historyk. Wówczas jednak Polacy nie zostali wywiezieni daleko. Ale już w lutym 1940 roku trafiali do Kraju Krasnojarskiego, Republiki Komi, obwodów: irkuckiego, swierdłowskiego czy archangielskiego.

Kolejne deportacje nastąpiły niebawem. Drugą Sowieci zorganizowali w kwietniu, trzecią w czerwcu 1940 roku, zaś czwartą w maju i czerwcu kolejnego roku – pociągi ruszyły na wschód praktycznie jeszcze w przededniu niemieckiej inwazji na ZSRR. Lista wysiedlonych została rozszerzona między innymi o nauczycieli, urzędników, rodziny oficerów zamordowanych w Katyniu. Oprócz Polaków zsyłani byli Żydzi, Białorusini czy Ukraińcy, którzy przed wojną legitymowali się obywatelstwem II RP, zaś wśród miejsc, gdzie były kierowane transporty, pojawiły się Jakucja i Kazachstan. Deportowani pracowali w gospodarstwach rolnych, kopalniach węgla czy uranu, zakładach przemysłowych, przy wyrębie tajgi. Na ogół żyli przy tym w warunkach urągających ludzkiej godności.

„Ludzie bardzo umierali...”

Gehenną była już sama podróż. Ludzie jechali przez długie tygodnie, w trzaskającym mrozie bądź trudnym do wytrzymania upale, stłoczeni w wagonach, gdzie brakowało właściwie wszystkiego – wody do picia, pożywienia, środków czystości. Jedna z wysiedlonych, Jadwiga Ferschke wspominała: „Chorowały malutkie dzieci, ludzie starsi, były przypadki zgonów (…). Zmarłych zakopywano w śniegu przy torach, bo pociąg szybko ruszał”. Niewiele lepiej było na miejscu. Rodzina Marii Tarnawskiej trafiła do obwodu archangielskiego. „Tam mama pracowała w tartaku i inni też. Tam też byliśmy pod kontrolą, ludzie wciąż bardzo umierali, głodni byliśmy wciąż, bo co mama zarobiła, to nawet na chleb nie starczyło, ale mama też coraz bardziej podupadała na zdrowiu, wreszcie piąty raz trafiła do szpitala i tam po kilku dniach zmarła na tyfus brzuszny mając 35 lat. Ja, 15-letnia dziewczyna zostałam sama, bo rodzeństwo było w domach dziecka” – opowiadała Maria.


Transport więźniów odkrytymi ciężarówkami po drodze z drewnianych okrąglaków w okolicy Kotłasu w lutym 1940 r. Rys. nieznanego łagiernika

Zesłańcy mieszkali w osiedlach złożonych z kilku, czasem kilkunastu baraków. Pracowali zwykle przez sześć dni w tygodniu, po dziesięć godzin dziennie. Często doświadczali represji ze strony strażników. W chwilach kryzysu, aby się ratować jedli wszystko, co się do jedzenia nadawało: psy, koty, ptaki, leśne zwierzęta, chwasty. Śmiertelność wśród deportowanych według różnych szacunków wahała się od kilku do kilkunastu procent. – Część z nich została zesłana na czas bliżej nie określony. Inni mieli w dokumentach adnotacje, że prawo powrotu przysługuje im po dziesięciu czy dwudziestu latach. Ale przy tak trudnych warunkach życia, termin ten wydawał się abstrakcyjny – zaznacza dr Zwolski.

Szansa na wydostanie się z piekła pojawiła się w sierpniu 1941 roku, kiedy to po napaści Niemiec na ZSRR Stalin chcąc pozyskać nowego sojusznika, ogłosił amnestię dla obywateli polskich. Część z nich zdołała opuścić imperium wraz z Armią Andersa, inni w szeregach zależnej od Moskwy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Wielu pozostało jednak w granicach ZSRR. Mało tego, kiedy w 1944 roku Armia Czerwona ponownie wkroczyła na ziemie przedwojennej Polski, walczyła nie tylko z Niemcami. Represje dotknęły też członków polskiego podziemia. Część z nich również została wywieziona na wschód.

– Łącznie w czasie czterech wielkich deportacji na zesłanie trafiło 330–340 tysięcy ludzi. Taki wniosek można wysnuć na podstawie analizy sowieckich dokumentów. Ale jeśli dodamy do tego ofiary przesiedleń z początku i końca wojny, a także innych represji, jak zbrodni katyńskiej czy osadzania w więzieniach i łagrach, to liczba ta wzrośnie do ponad miliona – podsumowuje dr Zwolski.

Podczas pisania korzystałem ze wspomnień zesłańców zebranych przez Muzeum Historii Polski w ramach projektu „Rodziny rozdzielone przez historię” (cytaty za stroną muzhp.pl) oraz publikacji Pawła Stolyarova-Korola, „Przez Sybir do Polski”, Abakan 2007.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: IPN

dodaj komentarz

komentarze


Rekordowy XII Ćwierćmaraton Komandosa
„Burza” na horyzoncie
Strzelcy wyborowi muszą się lubić
Wypadek w PKW UNIFIL
Polsko-estońska współpraca
Rosyjski dron uderzył w Rumunii
Polska i Kanada zacieśniają współpracę zbrojeniową
Strzały na granicy. Żołnierz uniewinniony
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Drony z SAFE
Specjalsi: mała, wielka siła
Ślady, których nie widać
Czy amunicja do Patriotów powstanie w Polsce?
Roboty saperskie bez tajemnic
Biało-czerwona na Monte Cassino
Symbol skupiający wiele znaczeń
Oddawanie krwi to cichy akt odwagi
Tatuaże pod mundurem
SAFE dla marynarki
Sprawdzian na Bornholmie
SAFE – czas kontraktów
Czerwieńsze będą…
Żołnierze na podium imprez w strzelectwie i kajakarstwie
Bez zmian w emeryturach
Syndrom Karbali
Początek wielkiej historii
Zmiana resortowych planów: jeszcze więcej OPW
Groźny incydent w Libanie
Traktat o partnerstwie z Wielką Brytanią
Szef MON-u o obecności wojsk USA: reorganizacja, nie redukcja
Australijską armią będzie dowodzić kobieta
Rumuni rozdzielają środki z SAFE
Adaptacja i realizm
Odbić farmę z rąk przeciwnika
Przed misją w Rumunii
WOT pomaga gasić ogromny pożar na Mazowszu
Marsz prawdę ci powie
Florecista i kajakarka na pucharowym podium
NATO i USA o Iranie
SAFE dla Tarczy Wschód
Kraków zaprosił weteranów
Pierwsze pieniądze z SAFE już w Polsce
Śledztwo w sprawie „snajperskiego safari”
Ogniowy debiut polskich AH-64D
Tu nie ma miejsca na błędy
Pilecki – mniej znane oblicze bohatera
Polskie F-16 wróciły z Grecji
Śladami „Rudego 102”, czyli jak Żagań stał się planem filmowym?
Bez patosu o misjach
Pracownik zbrojeniówki podejrzany o szpiegostwo
Blizny, których nie widzimy
Polsko-kanadyjska współpraca
Wyższe diety i rozłąkowe dla żołnierzy
Rosyjskie myśliwce przechwycone nad Bałtykiem
Nie tylko USA, również Kanada. Współpraca transatlantycka Polski
Wsparcie ma znaczenie
Leopardy 2PL na podium
Równanie z „Iksem”
Ochrona lasu dla obronności
Od cyberkursu po mundurówkę
Celne oko strzelców z „armii mistrzów”
Wyposażenie osobiste i pojazdy dla logistyki z SAFE
Pierwsze umowy z SAFE
Generał z cienia
„Wulkan” w programie „Ratownik”
Masz problem prawny? Pomogą studenci ASzWoj-u

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO