moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
NATO pyta o Tallboya

Do usunięcia Tallboya przygotowywaliśmy się przez ponad rok. Z zagranicy sprowadziliśmy nawet archiwalne filmy, na których zostały zarejestrowane eksplozje bomb tego typu – mówi chor. mar. Michał Jodłoski, dowódca 41 zespołu rozminowania Grupy Nurków Minerów z 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Wczoraj zakończyła się skomplikowana operacja neutralizacji potężnej bomby lotniczej.

Chor. mar. Michał Jodłoski, dowódca 41 zespołu rozminowania Grupy Nurków Minerów z 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. 

Pamięta pan dzień, w którym dowiedzieliście się o Tallboyu?

Tak, bardzo dobrze. Stało się to 16 września ubiegłego roku. Zadziałała standardowa procedura. Firma, która na zlecenie urzędu morskiego sprawdzała tor wodny pomiędzy Świnoujściem a Szczecinem, natrafiła na obiekt ferromagnetyczny. Został zlokalizowany za pomocą magnetometru. Pod wodę zszedł nurek i potwierdził, że mamy do czynienia ze sporych rozmiarów niewybuchem. Firma powiadomiła służbę operacyjną naszej flotylli, która przekazała informację nam.

A wy złapaliście się za głowy?

Aż tak to nie. Wiedzieliśmy, że pod koniec II wojny światowej na kanale cumował pancernik „Lützow”, który Brytyjczycy próbowali zatopić. Byliśmy świadomi, jakiej amunicji użyli. Zresztą w okolicach Świnoujścia regularnie odkrywane są stare miny i niewybuchy. Na pewno jednak wiadomość, którą otrzymaliśmy wywołała spore poruszenie.

Kiedy przeprowadziliście pierwszy rekonesans?

Następnego dnia, a potem jeszcze jeden – 18 września. Wtedy już zyskaliśmy pewność, że mamy do czynienia z Tallboyem, czyli bombą lotniczą ważącą ponad pięć i pół tony i zawierającą materiał wybuchowy o sile równej niemal trzem tonom trotylu. Zastanawialiśmy się tylko, jakim cudem nie wybuchł on w 1945 roku. Bomba została wyposażona w trzy zapalniki. Aby doprowadzić do eksplozji, wystarczyło, aby zadziałał jeden. Z niewiadomych przyczyn tak się jednak nie stało. Bomba po prostu wpadła do wody, gdzie przeleżała 75 lat...

Do jej likwidacji przygotowywaliście się przez ponad rok. Dlaczego tak długo?

To był niezwykle skomplikowany proces, który wymagał zaangażowania szeregu instytucji – od urzędu morskiego, firmy, która Tallboya zlokalizowała, poprzez władze Świnoujścia i województwa zachodniopomorskiego, służby mundurowe, aż po marynarzy z 8 Flotylli – nie tylko nurków minerów, ale też na przykład saperów z batalionu w Dziwnowie. Przede wszystkim trzeba było odpowiednio zabezpieczyć infrastrukturę i oczyścić dno w promieniu 200 m od Tallboya. Zalegało tam niemal 400 różnego rodzaju przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych: bomby lotnicze, miny morskie typu Mark, bomby głębinowe WBD, pociski artyleryjskie. Cały ten arsenał należało zniszczyć. Prócz tego nawiązaliśmy współpracę z naukowcami Politechniki Poznańskiej, którzy pomogli nam określić ryzyko przeniesienia skutków ewentualnej detonacji na infrastrukturę krytyczną. Szacowaliśmy wielkość fali sejsmicznej, termicznej, akustycznej, fali ciśnienia. Jednocześnie studiowaliśmy materiały źródłowe, uczyliśmy się, w jaki sposób Tallboy jest zbudowany, jak zachowuje się w momencie eksplozji. Z zagranicznych archiwów pozyskaliśmy nawet dwa stare filmy, na których widać wybuchy tego typu bomb po zrzuceniu ich przez brytyjskie bombowce Lancaster.

Ostatecznie zdecydowaliście, że Tallboy zostanie zniszczony metodą deflagracji i to na miejscu.

Uznaliśmy, że podniesienie bomby i holowanie jej na pełne morze oznacza zbyt duże ryzyko, i to zarówno dla nurków, jak i załogi okrętu, który dostałby takie zadanie. Mało tego, kierując się ku Bałtykowi, musielibyśmy przejść właściwie przez centrum miasta. Deflagrację stosowaliśmy już wcześniej, także w miejscu spoczynku min czy niewybuchów, ale nigdy nie mieliśmy do czynienia z obiektem tak dużym jak Tallboy. Niemniej założyliśmy, że to najlepsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie.

Przypomnijmy zatem, czym jest deflagracja.

Upraszczając, metoda ta polega na wypaleniu materiału wybuchowego, który znajduje się w korpusie niewybuchu bądź miny. Ten proces jest inicjowany zdalnie, poprzez uruchomienie systemu zawierającego ładunek kumulacyjny. Deflagracja zwykle przynosi dobre efekty: pozwala na usunięcie sporej części materiału. Resztę można wybrać albo zdetonować obiekt na miejscu w tradycyjny sposób. Zdarza się jednak, że sam proces samoistnie przechodzi w detonację.

Operacja została zaplanowana na pięć dni. Tymczasem udało się ją zakończyć już po dwóch...

Na samo przygotowanie bomby i deflagrację przeznaczyliśmy trzy dni. Dwa zarezerwowaliśmy sobie jako terminy zapasowe, choćby na wypadek pogorszenia pogody. Ta jednak szybko zaczęła nas rozpieszczać. Widoczność pod wodą w pewnym momencie zaczęła sięgać czterech metrów, co na Kanale Piastowskim zdarza się niezwykle rzadko. Również prąd nie był na tyle silny, abyśmy musieli stosować kurtyny osłonowe dla nurków. Pierwszego dnia zdołaliśmy odgrzebać bombę z mułu. Chcieliśmy przede wszystkim odsłonić zapalniki, które znajdowały się w tylnej części. Założyliśmy, że podczas deflagracji wytworzone we wnętrzu Tallboya ciśnienie sprawi, że odpadną od korpusu.

W jaki sposób wybieraliście muł?

Korzystaliśmy z eżektorów, czyli specjalnych urządzeń zasilanych sprężonym powietrzem. Poniekąd działają one na zasadzie odkurzaczy. Zasysały muł i wyrzucały go kilka metrów dalej, gdzie był rozmywany przez prąd. Łącznie usunęliśmy w ten sposób trzymetrową warstwę piachu. Potem na wyznaczonym wcześniej miejscu z pomocą dźwigu został ułożony pierścień PCV. Dzięki temu muł nie osypywał się w miejsca, z których został wybrany. W sumie w pracach wzięło udział 20 nurków minerów z 12 Dywizjonu Trałowców oraz pięciu nurków z firmy, która współpracuje z urzędem morskim. Wykonaliśmy je szybciej niż zakładaliśmy. We wtorek przed południem mogliśmy przystąpić do deflagracji.

Już wczoraj było wiadomo, że płynnie przeszła ona w detonację, ale ostatecznie operacja zakończyła się sukcesem. Nie było poszkodowanych, nie było zniszczeń, a bomba przestała istnieć. Czy dziś wiecie już więcej? Na przykład, jak wiele materiału udało się wypalić?

Jesteśmy po wstępnej analizie zapisów z 12 czujników sejsmicznych, które zostały rozstawione w różnych miejscach Świnoujścia. Na razie zbyt wcześnie, by odpowiedzieć na to pytanie. Czekamy na szczegółowe dane od naukowców z politechniki. Wiele przesłanek pozwala jednak sądzić, że wypaleniu uległa znaczna ilość materiału.

Skąd ten wniosek?

Wskazuje na to stosunkowo długi czas, jaki upłynął od zainicjowania procesu deflagracji do samej detonacji. Eksplozja wyrzuciła w górę słup wody wysokości 90 m. Z naszych obliczeń wynika, że gdyby Tallboy eksplodował od razu, słup byłby wysoki na 165 m. Do tego, jak pan wspomniał, w okolicy nie doszło do żadnych uszkodzeń. W pobliżu miejsca, gdzie spoczywał niewybuch znajduje się przeszklony grzybek, zawierający radary, kamery, słowem – urządzenia potrzebne do monitorowania żeglugi po kanale. Nie wypadła z niego żadna szyba.

Po eksplozji zlustrowaliście dno.

Tak, sprawdziliśmy głębokość krateru, wydobyliśmy też odłamek. Niewykluczone, że na dnie spoczywają kolejne, ale to spokojnie możemy sprawdzić później. Pewne jest jedno: Tallboy przeszedł do historii, a żegluga w tym miejscu jest w pełni bezpieczna.

Przez ten rok zdobyliście ogromną wiedzę i doświadczenie. W jaki sposób je wykorzystacie?

Przebieg przygotowań i samej operacji już teraz jest poddawany w naszej armii dokładnej analizie. Tallboyem bardzo interesują się też nasi sojusznicy z NATO. W Polsce nurkowie minerzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z tak wielkim niewybuchem. Myślę, że był to nawet ewenement na skalę światową. Na pewno chętnie będziemy dzielić się naszą wiedzą.  

Rozmawiał: Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: 8 FOW

dodaj komentarz

komentarze


Cztery medale żołnierzy w strzelectwie, pływaniu i podnoszeniu ciężarów
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Posłowie o Karcie Rodziny Mundurowej
Hub serwisowy pocisków PAC-3 w Polsce
Ratunek pod ogniem
MON zmienia system gotowości obronnej
Co z wysługą po powrocie do wojska?
MON i Narodowy Instytut Onkologii podejmują współpracę
Medale żołnierzy w strzelectwie, judo i taekwondo
Byliśmy i jesteśmy żołnierzami
Najważniejszy temat dla Polski: bezpieczeństwo
Artylerzyści z Wielbarku
Uniewinniony za strzał na granicy
Dwukrotnie większa Daglezja u saperów z Dęblina
Odporni na kryzys
Wojna na satelitarnym łączu
Kormoran in the West
Wsparcie z powietrza
Ratunek dla rannego nadleciał z powietrza
Zacięta rywalizacja o prymat w crossie
Bursztynowa Dywizja obroniła prymat w boksie
Saperzy wywieźli niewybuchy z centrum Wrocławia
Pomnik Jordan-Rozwadowskiego odsłonięty
„Gdynia” koło Jastarni
Aplikacja wspomoże zdrowie psychiczne żołnierzy
Wojna o dane
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej
Terytorialsi sprawdzili się w akcji na „Baltic Pipe ‘26”
Generał z cienia
Szkoleniowe wsparcie dla Ukrainy
Powrót do wojska, pytania o emeryturę
Polska i Wielka Brytania umacniają strategiczne partnerstwo
Virtuti Militari czasu pokoju
Nocny ogień na Łotwie
Bombowiec na dnie Bałtyku
Kolejne sukcesy „armii mistrzów”
Bóg wojny odpowiada na nowe wyzwania
Constans historii
Stulecie lotu Warszawa – Tokio
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Serce Rosomaka
Nowa dostawa Homarów do Czarnej Dywizji
Żołnierz przed strażakiem i policjantem w Biegu o Nóż Komandosa
Bataliony Chłopskie – bojowe szeregi polskiej wsi
Flanka pod strażą
„Albatros” ćwiczy z NATO. Byliśmy na pokładzie
W powietrzu, na wodzie i lądzie: studenckie drony walczą o nagrodę szefa MON-u
„Horyzont” przedłużony
Dziesiąty Husarz już w domu
Komisja Obrony pozytywnie o budżecie na 2027
Polska w łańcuchu dostaw dla F-35
Ukraina kontra odrzutowe drony
Przyszli komandosi na start
Co z A400M dla Polski?
Debiut Szkoły Orląt w „Orle”
Nowość dla żołnierzy. Sprawdź, co znajdziesz w aplikacji
„Zielona lista” wyposażenia – zasady krok po kroku
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
Legion Medyczny rozwija się
Miliardy z SAFE dla polskich firm zbrojeniowych
Skąd nadleciał ukraiński dron?
Abordaż z polskim wsparciem
Więcej szwedzkich granatników w wojsku
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Gorący lipiec PKW Łotwa

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO