moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Z VIP-ami na pokładzie

W Iraku wykonał blisko 160 lotów bojowych, większość w nocy z użyciem gogli noktowizyjnych. – Na wojnie mogłem sprawdzić się jako pilot bojowy i jako żołnierz. Dzisiaj część z tego doświadczenia wykorzystuję pilotując śmigłowiec, którym podróżują najważniejsze osoby w państwie – mówi kpt. Marcin Kulma, pilot śmigłowca W-3WA Sokół.

Kiedyś pilot F-16 powiedział mi, że o lataniu myśliwcami marzą wszyscy. Ale przyznają się do tego, tylko ci, którzy spełnią swoje marzenia. A jak to było w Pana przypadku?

Kpt. pil. Marcin Kulma: No chyba pani nie zaskoczę, też chciałem być pilotem myśliwca (śmiech). Lotnictwem interesowałem się od dziecka. Mój tata nie był co prawda pilotem, ale pracował w ówczesnym 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego i często zabierał mnie ze sobą do jednostki. Dorastałem na lotnisku i chyba wtedy zakochałem się w samolotach. Rodzice trochę protestowali, ale i tak po maturze złożyłem dokumenty do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (dziś Lotnicza Akademia Wojskowa – przyp. red.). Zdałem egzaminy i z najwyższą kategorią zdrowia Z1A rozpocząłem studia wojskowe. Marzyłem o pilotowaniu odrzutowców, ale po roku nauki okazało się, że pierwsze dwa loty na PZL-130 Orlik były dla mojego samopoczucia dużym wyzwaniem. M.in. to wpłynęło na to, że znalazłem się poza grupą podchorążych szkolących się na pilota odrzutowca i rozpocząłem szkolenie jako pilot śmigłowca.

Było rozczarowanie?

Jak cholera. Tym bardziej, że wcześniej w ogóle nie interesowałem się śmigłowcami, myślałem tylko o samolotach. I tu taka nagła zmiana. Byłem rozżalony i chciałem rzucić studia, ale potem pomyślałem, że może warto spróbować. W końcu dostać się do WSOSP nie było łatwo.

Ale w końcu złapał pan bakcyla?

Podczas praktyk w 2 Ośrodku Szkolenia Lotniczego w Białej Podlaskiej wszystko się zmieniło. Spodobało mi się! I choć czasami żałowałem tych myśliwców, to jednak teraz muszę przyznać, że to do latania śmigłowcem zostałem stworzony. Po prostu dorosłem do tego, że nie mogło być inaczej (śmiech).

Studia ukończyłem jako pilot III klasy na śmigłowcu Mi-2, a pierwsze stanowisko służbowe objąłem w 7 Dywizjonie Lotniczym w Nowym Glinniku, czyli jednostce podległej 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej. Tam przeszkoliłem się na W-3 Sokół. I Sokołem latam do dziś.

Jako pilot Sokoła w 2007 roku poleciał Pan na misję do Iraku. Jak Pan ją wspomina?

To była solidna szkoła. Misja ukształtowała mnie jako żołnierza i pilota. Wykonywaliśmy mnóstwo zadań, a większość z nich w nocy z użyciem gogli noktowizyjnych. Główne zadania polegały na przerzucie grup specjalnych albo wsparciu z powietrza walczących pododdziałów, transporcie, prowadziliśmy również rozpoznanie z powietrza i akcje agitacyjne tj. zrzut ulotek. W Iraku wykonałem 157 lotów bojowych, z tego większość nocą.

To było ponad dekadę temu, ale może pamięta Pan jakieś szczególne operacje?

Naprawdę dużo się działo. I było kilka takich misji powietrznych, w czasie których można się było spocić. Raz nasze śmigłowce zostały poderwane, gdy terroryści uwięzili zakładników w jednej ze szkół w Diwaniyah. Mieliśmy osłaniać z powietrza nasze wojska, ale rebelianci otworzyli ogień do naszych śmigieł. Dowódca jednej z załóg został ranny, uszkodzony został także śmigłowiec, więc koledzy musieli awaryjnie lądować. Innym razem, w dzień, polecieliśmy, by osłaniać patrol. Na dachach kilku budynków wypatrzyliśmy Irakijczyków, którzy machając szmatami przekazywali sygnały. Informowali, w którym kierunku przemieszczają się nasi żołnierze. Podlecieliśmy bliżej. Śmigła zrobiły spore zamieszanie i zmusiły ich do ucieczki. Chwilę później coś uderzyło z wielkim hukiem w kadłub. Myślałem, że dostaliśmy z RPG, ale nie było dymu ani ognia, a przyrządy pokładowe nie informowały nas o żadnej awarii, dlatego polecieliśmy dalej. Potem okazało się, że w spód kadłuba uderzyły ptaki.

Bał się Pan?

Paradoksalnie mniej się bałem będąc w powietrzu niż w bazie. Jako pilot czułem, że mam większą kontrolę nad tym co się dzieje, a będąc w bazie, która praktycznie codziennie była ostrzeliwana, czułem się trochę jak zwierzę w klatce. W Iraku każdy się bał, zagrożenie było realne. Dlatego m.in. podczas lotów wykładaliśmy boki śmigłowca kamizelkami kuloodpornymi. Płyty kevlarowe wkładaliśmy też pod fotele, by w razie ostrzału ochronić męskie części ciała (śmiech).

Po półrocznej misji wrócił Pan do kraju i porzucił lotnictwo bojowe. Dlaczego?

Na misji dużo się nauczyłem, zdobyłem doświadczenie. Czułem się spełniony. Chciałem zmian. Wiedziałem, że w 36 specpułku szukają pilotów śmigłowcowych, więc złożyłem dokumenty. Potem z 36 specpułku i 1 Bazy Lotniczej stworzono nową jednostkę, czyli 1 Bazę Lotnictwa Transportowego.

Czy musiał Pan przejść jakieś testy, sprawdziany?

Każdy, kto ubiegał się wówczas o służbę w jednostce, która zajmuje się transportem najważniejszych osób w państwie, musiał legitymować się przynajmniej pięcioletnią praktyką zawodową. To musiał być pilot, który w powietrzu spędził przynajmniej tysiąc godzin, z czego 500 na jednym typie maszyny. Do tego dochodziły wytyczne dotyczące wieku – poniżej 45 lat, znajomość języka angielskiego i bardzo dobra opinia służbowa. Spełniałem te wymagania.

Ale chyba inaczej lata się na bojowo w kawalerii, a inaczej z VIP-ami?

Oczywiście. Specyfika latania w Warszawie jest zupełnie inna. Lotnictwo transportowe i bojowe to są dwa różne światy, a każdy rządzi się swoimi prawami. Np. w 1 Bazie Lotnictwa Transportowego musiałem doszkolić się w lotach według przyrządów, czyli IFR (Instrument Flight Rules – przyp. red.). W kawalerii lataliśmy głównie na VFR (Visual Flight Rules – przyp. red.), czyli z widzialnością ziemi. To logiczne: trudno byłoby niszczyć cele naziemne, wspierać żołnierzy czy desantować komandosów na linach, gdyby nic nie było widać. Natomiast w 1 Bazie, wykonując loty według przyrządów, działamy czasami przy tzw. minimalnych warunkach atmosferycznych. Od moich warszawskich kolegów pilotów-instruktorów dostałem porządną szkołę latania. Nauczyli mnie tego, że lot to nie tylko „trzymanie za stery”, ale przede wszystkim „menedżerka”. Chodzi tu o szeroko pojętą współpracę w załodze, działanie zgodzie ze ściśle określonymi procedurami. A poza tym, że lot ma być bezpieczny musi być także płynny i jak najbardziej komfortowy dla pasażerów, a nie dynamiczny tak jak w kawalerii, gdzie często improwizowaliśmy działając na granicy ograniczeń sprzętu i przepisów.

Nie brakuje Panu adrenaliny i lotów bojowych?

Czasami brakuje, ale teraz mam inne wyzwania. Od 2013 roku na pokładzie Sokoła transportuję najważniejsze osoby w kraju. Razem ze mną podróżowali prezydenci, premierzy, ministrowie, najważniejsi dowódcy. Latamy po całym kraju. Lądujemy nie tylko na komercyjnych lotniskach, ale czasami na trawiastych placach czy boiskach.

Czy dla pilota ma znaczenie, kto jest jego pasażerem?

Na początku, gdy np. wiozłem prezydenta, czyli zwierzchnika sił zbrojnych odczuwałem niewielki stres. Dziś nie ma już to dla mnie tak dużego znaczenia. Ale jeśli pyta pani o to, czy inaczej przygotowuje się do tzw. lotu vipowskiego niż zwykłego – to odpowiedź brzmi „nie”. Moim zadaniem jest bezpiecznie przewieźć pasażerów, niezależnie kim oni są. I do każdego zadania muszę być tak samo bardzo dobrze przygotowany.


Kpt. pil. Marcin Kulma ma 39 lat. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie (dziś LAW). Służbę zaczął w 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej, dziś jest pilotem śmigłowca W-3 WA Sokół w 1 Bazie Lotnictwa Transportowego w Warszawie. Jest pilotem klasy mistrzowskiej, pilotem doświadczalnym i instruktorem w powietrzu spędził ok. 2700 godzin. Służył na misji w Iraku.

Rozmawiała: Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: arch. prywatne

dodaj komentarz

komentarze


Agresja na Polskę nie była „spacerem”
Bezpieczeństwo wspólnym mianownikiem
MSPO 2026 – serwis specjalny „Polski Zbrojnej”
Gry w wojnę w AWL-u
Polska w koalicji antybalistycznej
Serwis silników do śmigłowców Apache w Dęblinie
MON proponuje zmiany przepisów ubiorczych
Offset za Apache'e
Jak przetrwać kryzys?
Zawsze gotowi, zawsze blisko
Delegacja MON-u z wizytą w Waszyngtonie
Wojsko wraca do Łowicza po 14 latach
Koniec przerw w lataniu. Szkoła Orląt zmieni system szkolenia
Tarantula z plecaka
Prawie 200 mld zł na zbrojenia w projekcie budżetu
Latające oko dla polskich żołnierzy
Latający miecz przy granicy
Białorusini ćwiczą przy granicy z Polską
Saperzy przesiadają się na nowe mosty PFM
„Rybitwa” wyszła na morze
Odpowiedź na rosyjską eskalację
Gorący lipiec PKW Łotwa
Program SAFE w pytaniach i odpowiedziach
Medale w skokach na celność lądowania
Moriana – nawodny dron
Biatloniści „armii mistrzów” w medalowej formie
Batalion Model 44 pokazał moc
Pentagon o stałej bazie US Army w Polsce
Jak Polska wykorzystuje unijne pożyczki
W wojsku nie wszystkie butelki z kaucją?
Cios w plecy
Geran-5. Rakieta w cenie drona?
Patrioty sojuszników będą nadal chronić Jasionkę
„Horyzont” przedłużony
Finowie o bezpieczeństwie w Europie do 2040 roku
CMI – szybka odpowiedź na atak dronów
Żołnierze Czarnej Dywizji orientowali się najlepiej
Pięściarka Wojska Polskiego z brązem
Koniec okularów w służbie?
Odeprzeć siły przeciwnika od rzeki
FA-50 na straży polskiego nieba
Berlin: Rosja próbowała doprowadzić do zamachu na lotnisku
Alert RCB? Nie panikuj, działaj
Abordaż z polskim wsparciem
Piechur, artylerzysta, lotnik i… hydraulik
„Czterej pancerni i pies” w Żaganiu
350 mln zł dla 86 firm, by były w gotowości
„Agat. Siła i ogień”. Album już w sprzedaży
Co zrobić, gdy wybuchnie konflikt?
Urzędnicy na poligonie
Pojazdy jak żywe
Medale strzelców z „armii mistrzów”
Bartoszyccy zmechanizowani górą w Korei!
Kolejna rosyjska prowokacja w powietrzu
Silny gryf na Litwie
Okoń z bezzałogowcami
Ogień z Czarnych Panter w Orzyszu
Flanka pod strażą
Długa droga do domu
Amerykanie drugi raz wychodzą z Iraku
Oni podjęli wyzwanie
Kajakarka, pięcioboiści nowocześni i taekwondzistka na podium
Samorządy filarem odporności państwa
Ocean dronów
Z prądem i pod prąd
Poczuć się jak działonowy
Polska a broń jądrowa – mity i fakty

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO