moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Siedmiotonowy polski w boju

W 1934 r. na bazie brytyjskiego czołgu Vickers E powstał polski czołg 7TP. Miłośnicy broni pancernej dyskutują nad zaletami i wadami tej maszyny. We wrześniu ’39 był w swojej klasie równorzędnym przeciwnikiem dla czołgów niemieckich i sowieckich. Niestety, 7TP było za mało. „Polska Zbrojna. Historia” przyjrzała się dokładnie tej konstrukcji.

Pierwszym czołgiem Wojska Polskiego był francuski Renault FT Modèle 1917, bardziej znany jako Renault FT 17. Wóz ten uznawano za najbardziej udaną konstrukcję czołgu, jaka powstała podczas Wielkiej Wojny. Wyjątkowo trafionym rozwiązaniem, powtórzonym w większości późniejszych konstrukcji czołgowych, było ulokowanie uzbrojenia w obrotowej wieży. Renault FT 17 przybył do Polski z Francji wraz Błękitną Armią gen. Józefa Hallera. W jej składzie był utworzony w 1919 r. 1 Pułk Czołgów, który zgodnie z etatem miał 120 czołgów uzbrojonych w krótkolufową armatę Puteaux SA-18 kal. 37 mm lub karabin maszynowy Hotchkiss kal. 8 mm. Jednostka ta wzięła udział w wojnie z bolszewikami.

Poszukiwanie następcy „siedemnastki”

REKLAMA

Straty poniesione w walkach nie były duże. Bezpowrotnie utracono osiem maszyn. Poczynając od 1924 r., dokupiono co najmniej kilkanaście czołgów Renault TFS (wozy dowodzenia z radiostacjami), Renault M26/27 i Renault NC27, które wywodziły się od „siedemnastek”. Dane o ich liczbie są jednak sprzeczne. W 1926 r. zaś zbudowano w Polsce pierwsze czołgi, wykorzystując części francuskie i polskie płyty stalowe. Powstało 27 wozów FT-17 CWS przeznaczonych do szkolenia, które nazywano też żelaźniakami.

Potrzeba było więcej czołgów, by – zgodnie z planami mobilizacyjnymi Sztabu Głównego Wojska Polskiego – w każdym z 10 okręgów wojskowych, na które podzielona była Polska, mógł być batalion czołgów. Problemem w realizacji pomysłu były zarówno ograniczone środki finansowe, jak i niedostępność konstrukcji, która spełniałaby opracowane w 1925 r. wstępne wymagania taktyczno-techniczne. Francuskie lekkie czołgi wywodzące się z „siedemnastki” nie wzbudzały entuzjazmu wojskowych. Fiaskiem zakończyła się pierwsza próba opracowania własnego czołgu.

Szansą na wyjście z patowej sytuacji stała się propozycja przedłożona we wrześniu 1926 r. Departamentowi Inżynierii Ministerstwa Spraw Wojskowych przez Ronalda Botterilla, przedstawiciela brytyjskiej firmy Vickers Ltd w Polsce. Brytyjczycy przekazali dane o nowym czołgu sześciotonowym (Six-Ton Tank), którego nie zaakceptowała ich armia, a tym samym otworzyła się możliwość sprzedaży klientom zagranicznym. Polacy jednak przez kilka lat przyglądali się tej konstrukcji.

Dopiero w 1930 r., po targach London ’30, płk Józef Siłakowski, zastępca kierownika Instytutu Badań Inżynierii, który był na targach, zasugerował zakup wzorcowego egzemplarza. Jeśli maszyna przeszłaby pomyślnie testy, to po zakupie licencji możliwe stałoby się opracowanie własnej konstrukcji.

Brytyjczycy zgodzili się przysłać w 1930 r. egzemplarz czołgu do badań. Próby terenowe obnażyły pewne jego słabości konstrukcyjne. Niemniej jednak sześciotonowy Vickers w ogólnej ocenie wypadł pozytywnie w porównaniu z innymi ówczesnymi czołgami. Początkowo chciano kupić tylko gotowe wozy dla dwóch kompanii i dużo części zapasowych, które pozwoliłyby na montaż kolejnych maszyn w kraju, a następnie skopiowanie czołgu. Brytyjczycy, mając jednak w pamięci transakcję z Polską dotyczącą tankietek Carden-Loyda, odmówili sprzedaży dużej ilości części zapasowych. Polska ostatecznie zdecydowała się na zakup 38 gotowych czołgów Vickers Mark E type A, czyli wersji dwuwieżowej, uzbrojonej w karabiny maszynowe Hotchkiss wz. 25 kal. 7,92 mm. Umowę, która obejmowała też opłaty licencyjną i patentową podpisano we wrześniu 1931 r. Co ciekawe, już w następnym roku czołgi Vickers uznano za sprzęt doświadczalny i szkolny.

Początki „siódemki”

Nabycie licencji zaowocowało rozpoczęciem w 1932 r. prac nad zupełnie nowym czołgiem, oznaczonym początkowo jako VAU-33, w którym postanowiono wykorzystać niektóre rozwiązania z wozu brytyjskiego. Interesujące przy tym było to, że Brytyjczycy zastrzegli w umowie, iż w Polsce nie będzie mogło być produkowane opancerzenie i silnik, ale naszej stronie zupełnie na tym nie zależało, bo już wcześniej uznała, że to najsłabsze elementy konstrukcji Vickersa E.

Benzynowy czterocylindrowy silnik Armstrong-Siddeley „Puma” o mocy 92 KM zastąpiono silnikiem wysokoprężnym Saurer BLD o mocy 110–115 KM. Wybór tej jednostki napędowej wynikał z tego, że produkowano ją w Polsce. Konsekwencją takiej decyzji była konieczność przekonstruowania przedziału silnikowego. Zmodyfikowano też inne elementy układu napędowego. Wzmocniono również opancerzenie, którego maksymalna grubość zwiększyła się z 13 do 17 mm. Kadłub i wieże powstawały z krajowych płyt pancernych cementowanych (nawęglanych), które łączono nitami i śrubami. Jesienią 1934 r. nowy czołg formalnie przyjęto na uzbrojenie i otrzymał on oznaczenie 7TP (skrót ten najczęściej jest rozwijany jako „siedmiotonowy polski”). Niemniej jednak próby trwały i konstrukcję ciągle poprawiano.

Francuskie lekkie czołgi Renault FT17 podczas pokonywania przeszkód. Na zdjęciu widoczne są wozy z dwiema różnymi wieżami, z różnym uzbrojeniem.

Dowództwo Broni Pancernych 18 marca 1935 r. zamówiło pierwszą partię 22 seryjnych wozów. Producentem 7TP były Polskie Zakłady Inżynieryjne w Czechowicach (po II wojnie światowej Czechowice wraz z kilkoma pobliskimi miejscowościami stały się miastem, którego nazwę zmieniono potem na Ursus, a następnie przyłączono do Warszawy), ale w projekt zaangażowane było wiele innych firm. Początkowo czołgi te były dwuwieżowe. Na pojazdach z pierwszej partii zamontowano wieże zdjęte z 22 wozów Vickers, z karabinami maszynowymi wz. 30. W zamian zamontowano na nich wieże za armatą Vickers-Armstrong QF Mk E kal. 47 mm i karabinem maszynowym wz. 30 kal. 7,92 mm. Tym samym czołgi te upodobniły się do wersji Vickers E type B. W lutym 1936 r. złożono drugie zamówienie na 16 dwuwieżowych 7TP, ale to nie była wersja docelowa.

Z armatą Boforsa

Wojsko Polskie oczekiwało czołgu jednowieżowego uzbrojonego w armatę i karabin maszynowy. Po przeanalizowaniu różnych propozycji postanowiono znowu skorzystać ze wsparcia zagranicznego. Wpływ na uzbrojenie 7TP miał wybór działa firmy Bofors kal. 37 mm na armatę przeciwpancerną. Opracowanie jej wariantu czołgowego i wieży zlecono Szwedom. Ci mieli już pewne doświadczenia, gdyż stworzyli podobną wieżę dla własnej armii. Wieżę modelową wraz z dokumentacją techniczną dostarczono do Polski w listopadzie 1936 r. Szwedzki prototyp nie miał tylnej niszy na radiostację, ale na polskich rysunkach ona już była.

Dużą wagę przyłożono, aby zapewnić załodze jak najlepsze możliwości obserwacji i celowania. Jednym z urządzeń był odwracalny peryskop obserwacyjny skonstruowany w 1934 r. przez mjr. inż. Rudolfa Gundlacha. Jego podstawą były dwa przesuwne pryzmaty. Peryskop ten zapewniał obserwację dookrężną 360 stopni, z polem widzenia w poziomie 54 stopnie oraz 20 stopni w pionie. Załoga dysponowała celownikiem teleskopowym wz. 37 i celownikiem peryskopowym wz. 37. Ten ostatni wywodził się z TWZ-1 firmy Zeiss. Przyrządy obserwacyjne i celownicze produkowały Polskie Zakłady Optyczne w Warszawie.

Choć wszystkie czołgi miały nisze dla radiostacji, to sprzęt łączności przewidziano tylko dla wozów dowódców batalionów, kompanii i plutonów. Dla pojazdów pancernych powstała radiostacja N2/C będąca odmianą radiostacji N2, której WP zakupiło ponad tysiąc egzemplarzy. Prawdopodobnie do wybuchu wojny w radiostacje wyposażono ponad 30 czołgów 7TP. Dwuosobowe wieże z armatą 37-milimetrową zamontowano na wozach z drugiego zamówienia. Kolejne zlecenia składane od 1937 r. dotyczyły tylko wersji jednowieżowej. Co więcej, postanowiono zmodernizować do niej wcześniej niektóre z wytworzonych dwuwieżowych 7TP.

Według przyjętych założeń miało być wyprodukowanych 206 czołgów 7TP. Niemniej roczne zamówienia wynosiły zaledwie 16 sztuk. Duży wpływ na to miały ograniczone środki finansowe. Przy takim tempie dostaw ostatnie z 206 wozów trafiłyby do wojska w… 1944 r. Na produkcję 7TP negatywnie wpłynęły też wątpliwości co do wartości lekkich czołgów na przyszłym polu walki. Doświadczenia z wojny domowej w Hiszpanii pokazały bowiem, że są one bardzo wrażliwe na ogień armat przeciwpancernych. Stąd w 1938 r. produkcja była nawet zastopowana. Ostatecznie do wybuchu wojny wyprodukowano – nie licząc prototypów – 132 7TP, 110 jednowieżowych i 22 dwuwieżowe. Wystarczyły one na pełne wyposażenie dwóch batalionów, które według etatów miały mieć 49 7TP w linii i kilka zapasowych. Tymczasem zgodnie z planem z 1937 r. rozbudowy i unowocześnienia sił zbrojnych przewidywano, że do 1940 r. powstanie jako odwód Naczelnego Dowództwa m.in. 8 batalionów wyposażonych w 412 wozów 7TP, w tym 20 rezerwowych.

Dwa bataliony

Dwa prototypy polskiego lekkiego czołgu trafiły do Biura Badań Technicznych Broni Pancernej w Czechowicach i Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Modlinie. Czołgi seryjne jako pierwsza jednostka liniowa otrzymał zaś w 1935 r. 3 Batalion Pancerny w Warszawie, który miał już wozy Vickers. Potem działała zasada kaskady. Wraz z dostawami kolejnych czołgów 7TP brytyjskie pojazdy przekazano 2 Batalionowi Pancernemu w Żurawicy k. Przemyśla. Następnie podobnie postąpiono z dwuwieżowymi 7TP, zachowując ich tylko część na potrzeby szkoleniowe. Te zaś – poza Żurawicą – trafiły też do Modlina. Pierwszą partię jednowieżowych 7TP 2 Batalion Pancerny otrzymał w końcu 1938 r.

Pierwszą operacją wojskową, w której użyto 7TP, było zajecie Zaolzia jesienią 1938 r. W składzie Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Śląsk” znalazł się batalion czołgów lekkich wystawiony przez 3 Batalion Pancerny liczący dwie kompanie wyposażone w 32 maszyny 7TP.

Utworzone w 1935 r. w Wojsku Polskim samodzielne bataliony pancerne w liczbie 11 wykonywały w czasie pokoju zadania organizacyjno-szkoleniowe. Dopiero podczas mobilizacji miano na ich bazie stworzyć jednostki bojowe, w tym bataliony czołgów lekkich 7TP. Te według etatu miały składać się z trzech kompanii czołgów po 16 wozów. Przewidziano też jeden dla dowódcy batalionu, czyli łącznie chciano wystawić 49 pojazdów 7TP. Do tego dochodziło 69 samochodów i ciągników oraz 26 motocykli. Personel batalionu to 22 oficerów, 155 podoficerów i 274 szeregowych.

1 Batalion Czołgów Lekkich utworzono 24–25 sierpnia 1939 r., wykorzystując personel i sprzęt 3 Batalionu Pancernego. Z kolei 2 Batalion Czołgów Lekkich powstał w Żurawicy 27–29 sierpnia 1939 r. Obie jednostki przewidziane były dla Armii „Prusy” (w części publikacji funkcjonuje także nazwa Armia Odwodowa).

Fikcyjna podległość

Wybuch wojny zastał 1 Batalion Czołgów Lekkich w Inowrocławiu na Pomorzu, gdyż przydzielono go do Korpusu Interwencyjnego. Zgrupowanie to utworzono, gdyż władze Polski obawiały się hitlerowskiego puczu w Wolnym Mieście Gdańsku. Jednostkę 1 września 1939 r. przerzucono transportem kolejowym w rejon Koluszek. Batalion ten przejechał do lasów w rejonie Tomaszowa Mazowieckiego.

Natomiast 2 Batalion Czołgów Lekkich opuścił Żurawicę w nocy z 29 na 30 sierpnia 1939 r. W pierwszym dniu wojny jednostka wyładowała się w Bednarach pod Sochaczewem (kompania techniczna) i w Łowiczu (kompanie czołgów). Pododdziały 7TP przejechały w okolice Nieborowa. Ponieważ był to rejon działania Armii „Łódź”, jej dowódca, gen. Juliusz Rómmel, przejął nad batalionem kontrolę, czego nie akceptował dowodzący czołgistami mjr Edmund Karpów. 2 Batalion podporządkowano bezpośrednio dowódcy Grupy Operacyjnej „Piotrków”, co oznaczało ponowne przewiezienie czołgów koleją. Pomimo problemów z brakiem odpowiedniego taboru udało się je przetransportować do Pabianic po południu 2 września.

Polskie wojska pancerne podczas defilady po zajęciu Zaolzia. Widoczny czołg dwuwieżowy 7TP. Czeski Cieszyn, październik 1938 r.

Sytuacja na odcinku bronionym przez Armię „Łódź” nieustannie się zmieniała, korektom ulegały więc również rozkazy o kierunkach przemieszczania się 2 Batalionu, który ostatecznie znalazł się w pobliżu Bełchatowa. Po południu 4 września 1939 r. 2 Batalion starł się z jednostkami niemieckiej 1 Dywizji Pancernej na południowy zachód od Piotrkowa Trybunalskiego. Następnego dnia 1 i 3 kompania w rejonie Woli Rokszyckiej przeprowadziły kontratak, który się nie powiódł z powodu ostrzału wrogich armat przeciwpancernych. Próbująca utrudnić Niemcom przeprawę przez rzekę Prudka 2 kompania odniosła początkowo sukces. Wraz z piechotą zdobyła Wolę Krzysztoporską i dotarła w rejon Jeżowa, gdzie napotkała czołgi z niemieckiej 4 Dywizji Pancernej, które wsparła artyleria. Polacy wycofali się, a batalion rozpadł się na dwie części. Zgrupowanie 1 i 3 kompanii po dwudniowych walkach miało 20–22 czołgi. Natomiast w 2 kompanii wraz pojazdami, które dołączyły, było ich 17.

Dopiero 5 września 1939 r. do walki wszedł 1 Batalion Czołgów Lekkich, który pierwsze dni wojny spędził na kolejnych przemarszach, tracąc cenne paliwo dla 7TP, bo dowództwo Armii „Prusy” nie miało pomysłu na użycie oddziału. Wozy z 2 kompanii starły się z czołgami niemieckiej 1 DPanc. pod Luciążą. Dwa dni później 3 kompania pod Inowłodziem walczyła z siłami tejże dywizji posuwającej się z rejonu Spały w kierunku Nowego Miasta nad Pilicą. Wieczorem 7 września batalion osłaniał odwrót polskiej 13 Dywizji Piechoty.

W odwrocie

W następnym dniu 1 Batalion podzielono na małe pododdziały, którym nakazano obronę na rzeczce Drzewiczka. Doszło do walk z czołgami niemieckiej 1 Dywizji Lekkiej. Ten dzień był znamienny, połowę z utraconych czołgów stanowiły bowiem straty niebojowe. Pojazdy musiano zniszczyć, bo nie było możliwości usunięcia defektów technicznych. W kolejnych dniach zaczęło brakować paliwa. Po 10 września z 1 Batalionu pozostało tylko zgrupowanie złożone z 3 kompanii oraz pojedynczych plutonów z 1 i 2 kompanii. Pancerniakom udało się przeprawić pod Maciejowicami przez Wisłę i znaleźć paliwo na stacji kolejowej Sobolew. W rejonie Kraśnika połączyli się z Warszawską Brygadą Pancerno-Motorową. Ostatnią akcją bojową resztek 1 Batalionu była bitwa o Tomaszów Lubelski 18–20 września 1939 r. Kiedy dowódca Armii „Lublin” gen. dyw. Tadeusz Piskor zdecydował się skapitulować, zniszczono ostatnie 7TP.

Losy bliźniaczej jednostki były podobne. Zgrupowanie 2 Batalionu złożone z ponad 20 czołgów – części 1 i 3 kompanii – dołączyło chwilowo 6 września do Wołyńskiej Brygady Kawalerii. W składzie w Chojnach k. Łodzi udało się uzupełnić paliwo. 7TP poruszały się 7 września drogą z Łodzi do Łowicza. Po przenocowaniu w rejonie miasta kolumna ruszyła dalej ku Żyrardowowi i Grodziskowi Mazowieckiemu.

Z 15 czołgów, które grupa miała jeszcze w Łowiczu, do Grodziska dotarło 9. Czołgi, w których zaczęło brakować paliwa, stanęły we wsi Polesie k. Milanówka. Tam po południu 8 września 7TP zostały dostrzeżone i zaatakowane przez niemiecką kompanię saperów z 4 Dywizji Pancernej. Relacje stron o tym starciu są sprzeczne. Niemniej jednak na pewno w ręce wroga nie wpadły wszystkie polskie czołgi. Trzy próbowały następnego dnia przebić się do Warszawy.

Drugiemu zgrupowaniu 7TP złożonemu z 2 kompanii oraz części 1 i 3 kompanii dowództwo Armii „Łódź” rozkazało 6 września skierować się do Rawy Mazowieckiej. Ponieważ tamtejszy most był uszkodzony, polskie czołgi ruszyły ku Skierniewicom. W nieustalonym miejscu przeprawiły się przez Wisłę. Możliwe, że ta część 2 Batalionu przejechała przez Warszawę. Wiadomo, że w nocy z 7 na 8 września zatrzymała się na postój w Starej Miłosnej.

Zgrupowaniu, które wówczas miało 17 czołgów i 50 innych pojazdów, 10 września wydano rozkaz odjazdu do Lublina. Jednak podczas nalotu na Garwolin uległo ono rozpadowi. Pojazdy techniczne pojechały ku wyznaczonemu celowi, a czołgi przez Łuków i Białą Podlaską dojechały do Brześcia nad Bugiem. Z 14 wozów, które dotarły, stworzono kompanię mającą osłaniać znajdującą się tutaj Kwaterę Główną Naczelnego Wodza marsz. Edwarda Śmigłego-Rydza. Aby zdobyć części do napraw, rozebrano jeden z czołgów.

Kompania 7TP otrzymała 13 września rozkaz skierowania się do Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie przeniosło się Naczelne Dowództwo. W starciach z Niemcami straciła w następnych dniach trzy wozy. Na nowy punkt docelowy wyznaczono Kowel, gdzie jednostkę przeorganizowano w dwa pięcioczołgowe plutony. Kiedy 17 września Związek Sowiecki napadł na Polskę, stan techniczny czołgów uniemożliwił przemieszczenie się ku granicy z Rumunią, więc je spalono, a sami czołgiści przekroczyli 20 września 1939 r. granicę z Węgrami.

Warszawska improwizacja

1 i 2 Bataliony Czołgów Lekkich nie były jedynymi jednostkami 7TP uczestniczącymi w walkach z Niemcami. W pierwszych dniach września z pozostałych w Warszawie dwuwieżowych wozów 3 Batalionu Pancernego oraz 7TP i maszyn Vickers przybyłych z Modlina sformowano Grupę Pancerno-Motorową Dowództwa Obrony Warszawy. Początkowo miała ona jedną, 2 kompanię dwuwieżowych „siódemek”. Później dołączyła utworzona 5–7 września 5 kompania licząca 11 fabrycznie nowych jednowieżowych 7TP, które wojna zastała podczas prób odbiorczych.

Przełamanie polskiej obrony na styku Armii „Prusy” i „Łódź” spowodowało, że Warszawa stała się miastem frontowym. Stąd część grupy przeprowadziła rozpoznanie w kierunku Grójca i Nowego Miasta nad Pilicą, nie napotykając Niemców. Natomiast inny pododdział, w tym pluton dwuwieżowych 7TP, 7 września wykonał podobne zadania na północny wschód od stolicy, na kierunku Pułtuska i Wyszkowa, gdzie chwiała się polska obrona Bugu i Narwi.

Zmodernizowany lekki czołg Vickers Mark E type A z 13,2 mm karabinem maszynowym Hotchkiss wz. 30 w lewej wieży podczas ćwiczeń na poligonie.

Czołgi 7TP przeprowadziły 10 września 1939 r. wypad na Wawrzyszew (wówczas była to podwarszawska wieś). Bardzo kosztowny okazał się wykonany dwa dni później wypad na Okęcie. Wprawdzie zniszczono kilka niemieckich samochodów i samolot rozpoznawczy, ale stracono pięć lub nawet siedem z biorących udział w akcji czołgów. Ocalałe wozy włączono do jednej kompanii. Poniosła ona duże straty 16 września podczas wypadu w kierunku Nowego Chrzanowa. W momencie kapitulacji Warszawy w kompanii było kilka 7TP.

Wraz z Ośrodkiem Zapasowym Broni Pancernej nr 3 ewakuowano z Żurawicy k. Przemyśla na wschód szkolne dwuwieżowe czołgi 7TP 2 Batalionu Pancernego. Nie ma informacji o walkach z Niemcami. Natomiast podczas przeprawy przez Dniestr w Niżniowie w województwie stanisławowskim utracono dwie „siódemki” w starciu z Sowietami.

Dobry, ale…

7TP był z pewnością najlepszym pojazdem pancernym krajowej konstrukcji, seryjnie produkowanym przed wrześniem 1939 r. Inne konstrukcje polskich czołgów, jak 10TP, nie wyszyły poza etap prototypu. Atutem 7TP była bardzo dobra armata kal. 37 mm. Tym samym był on lepiej uzbrojony niż stanowiące we wrześniu 1939 r. trzon sił pancernych Wehrmachtu wozy Panzerkampfwagen I i PzKpfw II. Aczkolwiek 20-milimetrowa armata tego ostatniego była groźna dla polskiego czołgu na krótszych dystansach, bo jedna z jego słabości to tylko kilkunastomilimetrowy pancerz, cieńszy niż w niemieckich PzKpfw III, PzKpfw 35(t) bądź PzKpfw 38(t).

Polscy wojskowi, którzy śledzili wojnę w Hiszpanii, wiedzieli, że potrzebne będzie wzmocnienie 7TP. Podjęto więc prace nad mocniej opancerzonym czołgiem, który otrzymał później oznaczenie 9TP. Wóz ten miał mieć pancerz do 40 mm i masę ok. 11 t. Do wybuchu wojny powstały tylko dwa prototypy. Możliwe, że lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie w 7TP pancerza spawanego niż nitowanego oraz przedniej ściany kadłuba pod kątem niż pionowej. Przedni pancerz osłabiał dodatkowo, wykonany z cieńszej płyty, właz kierowcy.

W porównaniu z konstrukcjami nowych francuskich czołgów lekkich Hotchkiss H-35 i Renault R-35, lepszym rozwiązaniem była w „siódemce” dwuosobowa wieża oraz wyposażenie wozów dowódców w radiostacje. Aczkolwiek w wojennych relacjach oficerów jednostek pancernych pojawia się kwestia nieznajomości tego sprzętu przez żołnierzy. Problem ten dotyczył zwłaszcza rezerwistów, którzy trafili do batalionów 7TP w trakcie mobilizacji. W jednostkach brakowało też techników do utrzymania i napraw radiostacji.

Piętą achillesową 7TP okazał się silnik wysokoprężny na olej napędowy. O jego wyborze nie zdecydował wcale tak często podkreślany w niektórych publikacjach w przeszłości czynnik, że paliwo to jest trudniej palne od benzyny, tylko fakt, że był produkowany w kraju. Zresztą silniki wysokoprężne do napędu czołgów stosowali podczas II wojny światowej najczęściej Sowieci. W międzywojennej Polsce diesle nie były popularne, więc podczas kampanii wrześniowej ciężko było o paliwo do nich spoza źródeł wojskowych. Jego niedostatek powodował zaś porzucanie czołgów. Innym powodem był brak możliwości napraw uszkodzonych czołgów. W warunkach wojennych nie było szans ich ewakuacji do warsztatów w głębi kraju. Co gorsza, z powodu bałaganu, a może sabotażu, w skrzyniach opisanych jako części zapasowe do 7TP były te dla Vickersa E. Musiano więc kanibalizować najbardziej uszkodzone czołgi, by móc naprawić pozostałe.

Bibliografia:

Jędryka J., Magnuski J. , Sembrat, P., 7TP, Warszawa 2008.
Ledwoch J., Magnuski J., Szubański R., 7TP, Tank Power Vol. CXLII, Warszawa 2014.
Polska broń pancerna 1918–1939, „Wozy Bojowe Świata” nr 8/2017 listopad–grudzień 2017.
Relacje o działaniach czołgów 7TP, Rocznik Archiwalno-Historyczny CAW nr 2/31 2009.

Artykuł został opublikowany na łamach 6. numeru kwartalnika „Polska Zbrojna. Historia”. Pismo do nabycia w sieci Empik, placówkach Poczty Polskiej oraz salonikach Kolportera.

Tadeusz Wróbel

autor zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe

dodaj komentarz

komentarze


Powietrzne szkolenie zwiadowców
Powitanie kuwejckiego kontyngentu
Cywile z szansą na kaprala
Strzały z Procy
W Brukseli o Afganistanie i pieniądzach
Żołnierze na podium mistrzostw Europy
Wielka Defilada Niepodległości
Lisowczycy – jeźdźcy apokalipsy ze wschodu
Terytorialsi w urzędach
Nowe stare śmigłowce dla US Army
Obchody 1 września na Westerplatte jednak z udziałem wojska
Wirtualny lot M-346
Robert Korzeniowski: kocham sport, jest on treścią mojego życia
Wojsko pamięta o lotnikach
Menak spiskuje, czyli manewry na Morzu Czarnym
Cisi bohaterowie
Gwardziści z USA w Krzesinach
16–31 sierpnia 1918 – Pierwsze sukcesy ofensywy stu dni
Fantastyczny finisz kaprala Lewandowskiego
Razem w życiu, razem na ringu
Praktyczny wymiar Legii Akademickiej
Armia Krajowa na pomoc płonącej Warszawie
Szkoła Orląt będzie Akademią
Kotwica Polski Walczącej dla WOT
MON na lato dla dzieci żołnierzy
Amerykanie będą mieli wojska kosmiczne
Pierwszy lot pamiętam stale…
Świętowanie i szkolenie
Pokazy Air Show coraz bliżej
Himarsy na polskim poligonie
Święto Wojska Polskiego – relacja na żywo
Trump: „Polska nie jest zakładnikiem”
Życzenia Polaków dla Ojczyzny
Zakochany w mundurze
Military Doctor 2018
Szef MON odwiedził polskie kontyngenty
PKW „Sophia” zaczyna II zmianę
Saperskie Dni Dobrosąsiedztwa
Treningowy zamach
Spadochroniarze ćwiczą skoki na wodę
Armia dostała kolejną partię nowych mundurów
Na Bałtyku tonął jacht. Z pomocą ruszyli żołnierze
Konkurs dla pasjonatów wojska
Kargil – pierwsza wojna nuklearnych mocarstw
Serbskie Homary i Kryle
Homar od nowa
Francuski żołnierz przyszłości 2.0
Armia Ochotnicza ostatniej szansy
Mustang po raz trzeci
Święto Wojska Polskiego z warszawiakami
Burza wokół rocznicowych uroczystości na Westerplatte
Jastrzębie w walce radioelektronicznej
Pogrom w błocie
Misja na południowej flance NATO
Polscy weterani już częścią rodziny Invictus Games
Więcej pieniędzy dla cywilów w wojsku

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO