moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Somosierra – słynne osiem minut polskiej kawalerii

Gdy pod Somosierrą 30 listopada 1808 opadły dymy ze zdobytych przez Polaków baterii, jeden ze zdumionych francuskich oficerów wykrzyknął: „Trzeba być pijanym, by taki rozkaz wydać i trzeba być pijanym, by taki rozkaz wykonać!”. Mylił się – Napoleon z pełną świadomością wykorzystał ambicje świeżego w gwardii polskiego pułku, a on zaskoczył nawet jego…

Po podpisaniu w lipcu 1807 roku pokoju w Tylży Napoleon Bonaparte czekał tylko na pretekst, aby zająć Hiszpanię i Portugalię, dwie byłe potęgi kolonialne. Podsunął mu go skłócony dwór hiszpański. Nominalnie rządził tam wtedy Karol IV Burbon, a faktycznie jego żona Maria Luiza wespół ze swym kochankiem Manuelem Godoyem. Przeciw nim wystąpiła część dworu żądając abdykacji Karola IV i oddania korony następcy tronu Ferdynandowi. Obie strony zwróciły się o mediację do cesarza Napoleona. Ten tylko na to czekał. Zmusił Karola, by pozwolił na przemarsz wojsk francuskich do Portugalii, które obaliły tamtejszą dynastię Bragança. Jednocześnie Francuzi zajęli twierdze i miasta północnej Hiszpanii. Społeczeństwo hiszpańskie widząc nagle liczne oddziały francuskie, chwyciło za broń i wymusiło abdykację Karola IV. Królem obwołano Ferdynanda VII, ale tej nominacji nie uznał z kolei Napoleon, który tron hiszpański przeznaczył już dla swego starszego brata – Józefa.

W kwietniu 1808 roku cesarz podstępnie zwabił do Bajonny obu monarchów hiszpańskich – Karola i Ferdynanda, wymusił na nich zrzeczenie się praw do tronu i uwięził. Jeszcze wcześniej, bo 23 marca do Madrytu wkroczył marszałek Joachim Murat na czele części cesarskiej gwardii. Wydawało się, że wszystkie przewidywania Napoleona o łatwej kampanii się ziściły i wtedy nastąpił  2 maja 1808 roku.

REKLAMA

Krwawa wojna

W tym dniu mieszkańcy Madrytu stanęli w obronie wywożonych do Francji członków rodziny królewskiej i niespodziewanie zaatakowali cesarskich żołnierzy. Murat nie wahał się ani chwili i rzucił do szarży na wrogi tłum swą kawalerię – ulice hiszpańskiej stolicy spłynęły krwią. Przez następny dzień i noc rozbrzmiewały w całym mieście salwy plutonów egzekucyjnych. W dwa dni Francuzi wymordowali ponad 300 mieszkańców Madrytu, ale pacyfikacja przyniosła odwrotny skutek od zamierzonego, gdyż powstanie momentalnie ogarnęło cały kraj. W Aragonii i Katalonii, w Galicji i Andaluzji pojawiły się oddziały guerrilleros, a armia królewska przeszła na stronę powstańców. Hiszpańscy powstańcy zyskali również potężnego sojusznika w Kościele katolickim, który ustami swych księży i zakonników wzywał do bezpardonowej walki z „francuskimi bezbożnikami i heretykami”. Także Brytyjczycy okrętowali już korpus ekspedycyjny, by wesprzeć swych kontynentalnych sojuszników – Hiszpanię i Portugalię. Tak rozpoczęła się najokrutniejsza wojna doby napoleońskiej i jedna z najokrutniejszych w historii.

Mimo zaognienia sytuacji, Józef Bonaparte wkroczył w lipcu 1808 roku do Madrytu, ale zaledwie po dziesięciu dniach panowania musiał uciekać na północ. Hiszpanie odcięli bowiem w górach Sierra Morena dwudziestotysięczny korpus generała Duponta, który z rozkazu Napoleona miał zdławić bunt w Andaluzji. Francuscy żołnierze obładowani łupami ze zdobytej wcześniej Kordoby w czasie odwrotu woleli porzucić swoje armaty, niż wyrzec się zdobyczy. Zmęczeni morderczym marszem przez spalone słońcem pustkowia Sierra Morena 22 lipca złożyli broń pod Bailén przed tropiącymi ich powstańcami w zamian za obietnicę odesłania do kraju. Hiszpanie nie dotrzymali jednak umowy i jeńcy zostali odesłani do Kadyksu, gdzie większość wyginęła przetrzymywana w straszliwych warunkach na zacumowanych przy brzegu starych okrętach-pontonach.

Kapitulacja korpusu Duponta była pierwszą tak wielką klęską armii francuskiej, tym boleśniejszą, że niezwyciężeni żołnierze cesarscy złożyli broń przed guerrilleros – w większości chłopską partyzantką. Napoleon docenił powagę sytuacji i zdecydował się osobiście poprowadzić działania wojenne. Na początku listopada 1808 roku nad Ebro stanęła nowa, dwustutysięczna armia francuska. Cesarz podzielił ją na samodzielne korpusy i rozesłał w różne strony zbuntowanego kraju, a sam, wykorzystując luki w systemie obronnym Hiszpanów, pomaszerował z gwardią i korpusem Victora wprost na Madryt.

Wąwóz

30 listopada 1808 roku Napoleon ze swym wojskiem dotarł do przełęczy Somosierra leżącej 90 km od Madrytu. Była to ostatnia naturalna zapora w górach Guadarrama na drodze do stolicy Hiszpanii i w tym właśnie miejscu generał don Benito San Juan postanowił bronić dostępu do niej Napoleonowi. Wąwóz Somosierra to w istocie dość szeroka, ale bardzo kamienista dolina otoczona wysokimi wzgórzami, przez którą w 1808 roku wiódł jedyny utwardzony trakt do stolicy Hiszpanii. Droga, wijąc się wśród wzgórz, tworzyła cztery wyraźne załamania i to na nich Hiszpanie ustawili swe baterie po cztery działa każda, a po ich bokach ubezpieczała je piechota. W sumie  dwui półkilometrowego odcinka drogi broniło około trzech tysięcy ludzi. Dodatkowo jej zdobycie utrudniało to, że po obu stronach obłożona była murkami z kamienia i obsadzona topolami, dzięki temu hiszpańscy piechurzy mogli prowadzić morderczy ogień zza drzew i kamieni. Ponadto sądzili, że nic im nie grozi ze strony kawalerii, gdyż obmurowane pobocza pozwalały się zmieścić jedynie czterem jeźdźcom, jadącym blisko siebie – strzemię w strzemię. A jednak ten mglisty listopadowy dzień miał pokazać, że walcząc przeciwko „bogu wojny”, niczego nie można być pewnym. Tym bardziej że miał on w swojej gwardii oddział „ludu z Północy”, który skłonny był iść za nim do samego piekła. Dzień 30 listopada 1808 roku należał właśnie do polskiego pułku szwoleżerów gwardii.

„Barwa krwi braci naszej”

Początki pułku szwoleżerów gwardii, czyli chevaux-légers – lekkiej jazdy na lekkich, ale silnych koniach, sięgają listopada 1806 roku. Wtedy to w Warszawie (podobnie jak wcześniej w Poznaniu) powstała szlachecka gwardia honorowa, eskortująca cesarza. Dekretem podpisanym 6 kwietnia 1807 roku w Kamieńcu Suskim Napoleon utworzył z niej pułk polskich szwoleżerów. Składał się on z czterech szwadronów – po dwie kompanie w każdym. Kompania liczyła pięciu oficerów i 120 szeregowych, a cały pułk miał ponad tysiąc kawalerzystów. Nowy regiment zorganizowano na wzór pułku strzelców konnych gwardii i wraz z nim tworzył on brygadę jazdy. Szwoleżerowie byli uzbrojeni podobnie jak szaserzy w broń białą i palną, a więc szable, pistolety i karabinki z bagnetami. Jeździli na polskich koniach – gniadych, kasztanach, karych i myszowatych, średniej miary (od 1,35 do 1,45 m), zwrotnych i wytrzymałych, doskonale sprawdzających się zarówno w boju, jak i w długotrwałych pochodach. Mundury szwoleżerów, wzorowane na kawalerii narodowej z ostatnich lat istnienia Rzeczypospolitej,  oceniane były jako jedne z najpiękniejszych w całej armii cesarskiej. Ich barwa – granat z amarantem – miała swoje tradycje w armii polskiej, a wśród szlachty zwano ją „barwą krwi braci naszej”.

Dowódcą pułku został pułkownik Wincenty Krasiński, który wcześniej zorganizował warszawską gwardię honorową cesarza i nią dowodził. Przydzielono mu do pomocy dwóch doświadczonych francuskich oficerów – grosmajorów Charlesa Delaitre’a i Pierre’a Dautancourta. Latem i jesienią 1807 roku pułk, który formował się w Koszarach Mirowskich w Warszawie, był stopniowo przerzucany do Francji, gdzie wyznaczono mu miejsce postoju w Chantilly pod Paryżem. Już na wiosnę następnego roku część szwoleżerów znalazła się za Pirenejami i między innymi tłumiła powstanie madryckie 2 maja. Jeden ze szwadronów walczył też pod Mediną de Ríoseco, ale było to wszystko dopiero wstępem do prawdziwej wojennej sławy.

Chłopcy, cesarz patrzy!

Kiedy piechota francuska podeszła do zamglonego wlotu wąwozu na przełęczy Somosierra, jej czołowy szereg został dosłownie skoszony ogniem kartaczy pierwszej hiszpańskiej baterii i salwą ubezpieczających ją strzelców. Reszta francuskich fizylierów i woltyżerów zaległa. I w tym momencie cesarz, ku zdumieniu otaczających go oficerów sztabowych, spojrzał w kierunku polskich kawalerzystów.

W dniu bitwy służbę przy Napoleonie pełnił trzeci szwadron szwoleżerów dowodzony przez pułkownika Jana Leona Hipolita Kozietulskiego w zastępstwie nieobecnego pułkownika Ignacego Stokowskiego. Cesarz skinął na niego i ręką wskazał kierunek ataku – mgła spowijająca wąwóz właśnie opadała, ukazując w oddali ziejącą ogniem pierwszą hiszpańską baterię. W istocie Napoleonowi chodziło o to, by Polacy zaatakowali jedynie tę baterię, umożliwiając piechocie francuskiej zbliżenie się do nieprzyjacielskich pozycji. Stało się inaczej. Kozietulski krzyknął do swych 125 podkomendnych: „Chłopcy, cesarz patrzy!” i machnął szablą ku wlotowi wąwozu. Poszli w cwał. Kiedy Hiszpanie dostrzegli cwałujący szwadron, dali ognia, ale już nie zdążyli drugi raz załadować swych dział, szwoleżerowie przedarli się przez baterię, tnąc szablami kanonierów i rozpędzeni, wbrew rozkazowi cesarza, pomknęli dalej. Od tej pierwszej salwy padło sześciu atakujących, wśród nich kontuzjowany Kozietulski, który zostawił martwego konia i na piechotę ruszył za swymi szarżującymi „chłopcami”. Dowództwo przejął kapitan Jan Nepomucen Dziewanowski. Szwoleżerowie dostali się w gęsty ostrzał piechoty ustawionej po bokach drogi, ale niepowstrzymani przeskoczyli i drugą baterię. Na tym odcinku zginęło dziesięciu szwoleżerów. Przy trzeciej baterii padł ranny Dziewanowski. Już tylko garstka Polaków z porucznikiem Andrzejem Niegolewskim dotarła do czwartej baterii, ale i te działa zamilkły. Sam Niegolewski prócz dwóch ran postrzałowych, pokłuty został niemiłosiernie przez wycofujących się Hiszpanów – na jego ciele naliczono dziewięć ran od bagnetów. Ten cudem ocalony oficer tak zapamiętał ostatnie chwile szarży: „Piechota hiszpańska z boku ciągle nas raziła, przy owej zaś baterii czwartej poza nami stało jeszcze kilkunastu hiszpańskich kanonierów […]. Wtem koń, krwią plujący, padł pode mną od strzału działowego. W okamgnieniu kilku Hiszpanów uciekających nawróciło, a dwóch z karabinów mi do głowy przyłożonych dało ognia. Kule atoli opieką nade mną wszechmocnej opatrzności ograniczyły się na zadaniu mi tylko ran ciężkich. Rzadko komu tak z bliska śmierć zagląda w oczy”. Lecz to nie był jeszcze koniec gehenny porucznika Niegolewskiego: „W tej chwili dziewięć razy pchnięto mnie bagnetem, obrano z pieniędzy, a konia zostawiono na mnie. Razy bagnetów ocknęły mnie w bólu i sprawiły, żem się poczuł przy życiu i wrócił do zupełnej przytomności umysłu. Otoczony Hiszpanami, w obawie, by mnie u nich los zwyczajny jeńców, to jest śmierć w mękach, nie spotkała, nawet odetchnąć nie śmiałem. Wkrótce słyszeć się dały coraz głośniej bębny i okrzyki: En avant! Vive l’empereur! i zaraz ujrzałem naszych i szaserów francuskich”.

Szarża szwoleżerów Gwardii Cesarskiej trwała osiem minut. Poległo osiemnastu kawalerzystów, a trzydziestu trzech zostało ciężko rannych. Napoleon zorientowawszy się, że Polacy poszli dalej, niż im rozkazał, pchnął natychmiast ich śladem francuski pluton konnej gwardii z własnej osłony oraz kolejny szwadron szwoleżerów. Zwycięstwo było miażdżące i jakże niewielkimi stratami okupione! Po bitwie Napoleon odznaczył rannego Niegolewskiego Legią Honorową (to druga Legia w pułku po odznaczeniu Wincentego Krasińskiego w 1807 roku), a reszcie szwoleżerów wyraził uznanie słowami: „Cześć najwaleczniejszym z walecznych!”. Trzeba przyznać, że jeden krzyż i pochwała, to niewielka nagroda, jaką cesarz ofiarował Polakom za pomoc w odzyskaniu tronu hiszpańskiego dla jego brata Józefa. Niestety, szybko się też okazało, że ponowne zdobycie Madrytu nie zakończyło okrutnej wojny. Szwoleżerowie i żołnierze innych polskich formacji przysłanych do Hiszpanii zostali uwikłani w kolejną pacyfikację narodu walczącego o swą niepodległość.

Bibliografia

R. Bielecki, A. Tyszka: Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815. T. I, Kraków 1984.

A. Niegolewski: Somosierra. Poznań 1854. [Stąd pochodzą cytaty w tekście, s. 22].

M. Brandys: Kozietulski i inni. Warszawa 1982.

J. Załuski: Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I, przez cały czas od zawiązania pułku w r. 1807, aż do końca w roku 1814 przez Józefa Załuskiego, byłego jenerała brygady w głównym sztabie wojska polskiego; niegdyś oficera i szefa szwadronu rzeczonej gwardyi cesarza Francuzów. Biblioteka Polska 1865.

Piotr Korczyński

autor zdjęć: mal. Wojciech Kossak

dodaj komentarz

komentarze

~ajs
1512724380
Jest jeszcze jedna bitwa naszych żołnierzy w Hiszpanii - mało znana i jakoś tak pomijana w historii naszej wojskowości... Poniżej link: http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/kpt-mokosiewicz-gen-blayney-fuengirola-i-masakra-wizerunkowa-brytanii
4E-1A-9F-1B
~wz.34
1512032100
I jak to już i drzewiej bywało - Dla Polskiej kawalerii nie ma przeszkody . Chwało bohaterom
5C-8A-2D-BF

Wyższe dodatki dla żołnierzy
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Raport MON o książce Tomasza Piątka
Somosierra – słynne osiem minut polskiej kawalerii
Świąteczne paczki dla żołnierzy na misjach
Kawaleryjski trening na koniach
Wojsko zaangażowane w „Szlachetną Paczkę”
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
Będzie więcej dróg o znaczeniu obronnym
Język współpracy
Zginął pracownik SUFO
Minister Macierewicz wygrał w sądzie z gen. Dukaczewskim
Z okazji urodzin wielkiego Polaka
Rząd Mateusza Morawieckiego zaprzysiężony
Rano żołnierz, po południu student
„Bechowiec” – karabin prosto z kuźni
Czołgi T-72 będą modernizowane
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
Nowa współpraca wojskowa UE
Świętowali na sportowo
W sporcie nie ma mocnych na 11 LDKPanc
Koncert w Centrum Zdrowia Dziecka
Zielone światło dla stoczni
Resort obrony opracował zmiany w ustawie o weteranach
Specżandarmi szkolą się z antyterrorystami
Wojskową ciężarówką na górskich stokach
Zatrzymanie generała Pytla
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Skrycie i pod osłoną nocy, czyli zwiadowcy na poligonie
Pamiątki z misji
Kombatanci na spotkaniu opłatkowym
MON i MSZ o katastrofie smoleńskiej
Łączka oddała komandorów
Jeszcze mobilniejsze NATO
Wsparcie dla misji Air Policing
Zielone światło dla Pilicy
Spartakiada: Zmechanizowani ze Szczecina kontra Czarna Dywizja
Więcej pieniędzy na obronność
PKW Łotwa – druga zmiana wyrusza na misję
Twórcy SPO odznaczeni
Zmiany kadrowe w MON
Bałtyckie ciemności
Siła ognia
Wilki morskie na suchym lądzie
Trzy medale przełajowców na wojskowych mistrzostwach świata
Wyjątkowa kolekcja
Komandosi wybrali najlepszych
Dołącz do najprzystojniejszego batalionu
MON zapowiada: strzelnica w każdym powiecie
Piłkarska jesień wojskowych drużyn – czas na podsumowania
Drugie życie Challengerów
Zwiad w oparach iperytu
Pierwsze paszporty przyznane!
Wierzba do dowodzenia

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO