moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Żołnierze akcji „Antyk” kontra komuniści

Drukowali gazety, rozrzucali ulotki, a na murach malowali antykomunistyczne hasła – wszystko po to, by prostować kłamstwa czerwonej propagandy. 74 lata temu w strukturach Armii Krajowej powstał Społeczny Komitet Antykomunistyczny Akcja „Antyk”. Organizacja była tak zakonspirowana, że nawet w samym podziemiu niewiele osób wiedziało o jej istnieniu.


U progu 1943 roku Polska Partia Robotnicza przypuściła propagandową ofensywę, wspieraną przez nadającą z Moskwy „Radiostację Kościuszko”. Miała ona przygotować mieszkańców okupowanego kraju do nadejścia nowej władzy. Władzy przyniesionej na sowieckich bagnetach. Komuniści szczuli: „Przedwojenna Polska była folwarkiem obszarników i bankierów. Armia Krajowa strzeże interesów klasy wyzyskiwaczy. Poza tym nie walczy z Niemcami, bezczynnie stojąc z bronią u nogi”.

Państwo podziemne nie chciało przejść nad tym do porządku dziennego. Podjęło rękawicę. 26 października został powołany Społeczny Komitet Antykomunistyczny Akcja „Antyk”. W jego skład weszli przedstawiciele ponad 20 ugrupowań – od PPS po Stronnictwo Narodowe. Jednocześnie w Biurze Informacji i Propagandy Armii Krajowej powstał podwydział „Antyk” kierowany przez Tadeusza Żenczykowskiego. Nowe organizacje miały jasny cel: nie dopuścić do tego, by komuniści zdobyli w społeczeństwie rząd dusz. Odpowiedzią na czerwoną propagandę miała się stać kontrpropaganda ukazująca prawdziwe oblicze sowieckiego ustroju i demaskująca zamiary Kremla wobec Polski.

REKLAMA

Cała prawda o Sowietach

– Akcja „Antyk” wiązała się z wydawaniem ulotek, broszur i gazet – mówi Małgorzata Koszarek, historyk z Muzeum Armii Krajowej im. Generała Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie. Pod koniec 1943 roku zaczął się ukazywać tygodnik „Głos Ludu”, adresowany przede wszystkim do mieszkańców wsi. Nakład sięgał pięciu tysięcy egzemplarzy. – Jego autorzy krytykowali proponowane przez komunistów przyszłe reformy społeczne. Ale jednocześnie nie negowali, że zmiany w tym obszarze są konieczne. Zapowiadali na przykład przeprowadzenie po wojnie reformy rolnej – dodaje Koszarek. Z kolei do rąk pracowników przemysłu trafił dwutygodnik „Wolność Robotnicza”, którego nakład oscylował w granicach siedmiu tysięcy. Zamieszczone w nim teksty ukazywały nędzę życia robotników w ZSRR, zaś ich autorzy przekonywali, że nacjonalizacja wszystkich bez wyjątku gałęzi gospodarki to droga donikąd. Ukazujące się okazjonalnie broszury na podstawie dokumentów i oficjalnych wypowiedzi polityków przypominały również krótką, lecz krwawą historię polsko-sowieckich relacji. Chodziło o przekonanie czytelników, że członkowie PPR faktycznie stanowią  agenturę opłacaną przez potężnego sąsiada, a że ich postawę można określić mianem Targowicy.

„Antyk” starał się też walczyć prostszymi metodami – poprzez propagandę uliczną, polegającą na malowaniu na ulicach antykomunistycznych haseł. – To wówczas na murach zaczęły się pojawiać napisy: „PPR-zdrajcy”, „PPR-wróg”, „PPR-Płatne Pachołki Rosji” i inne podobne – tłumaczy Małgorzata Koszarek. Ale tak naprawdę państwo podziemie było w trudnej sytuacji. Po napaści Niemiec na ZSRR, zmieniły się światowe sojusze. Stalin stał się sojusznikiem aliantów, a ci już na konferencji w Teheranie pod koniec 1943 roku uznali, że Polska znajdzie się w strefie rosyjskich wpływów. Wszelkie próby występowania przeciw Sowietom były na Zachodzie źle przyjmowane. Dlatego między innymi podwydział „Antyk” musiał pozostawać w głębokim ukryciu. Wiedza o jego istnieniu nie była powszechna nawet w samym podziemiu. Antykomunistyczne pisma, czy ulotki nie miały nawet oznaczeń Biura Informacji i Propagandy. Ale było jeszcze coś. Piętnowanie Sowietów, którzy w tym czasie walczyli przecież z Hitlerem, komuniści w łatwy sposób mogli wykorzystać jako dowód na pronazistowską postawę AK. Dlatego podziemie starało się, by w skierowanych do ludności materiałach „Antyku” znajdowały się również treści wymierzone w Niemców. Przy każdej okazji zrównywali komunistyczny totalitaryzm z nazizmem.

Działalność „Antyku” nie została jednak zbytnio rozwinięta. – Spośród 150 etatowych pracowników Wydziału Propagandy AK, w działalność antykomunistyczną zaangażowanych było zaledwie 20. Pieniądze, którymi dysponowali stanowiły zaledwie cztery procent budżetu BIiP – informuje Małgorzata Koszarek. Dla podziemia przez cały czas wrogiem numer jeden pozostawali Niemcy.

„Gdyby nie my...”

Podwydział „Antyk” przetrwał dziewięć miesięcy, społeczny komitet – do końca 1944 roku. – Dokumenty z nimi związane zostały zebrane i ukryte. W 1957 roku odnaleźli je robotnicy odbudowujący Warszawę. Do historii przeszły jako Archiwum „Antyku” – mówi historyk. Czy organizacje osiągnęły swój cel? W pewnym sensie tak, choć niezależnie od ich działalności niechęć do komunistów i tak była w Polsce duża. – Zdawał sobie z tego sprawę sam Stalin, który w pewnym momencie rzucił do polskich komunistów pamiętne zdanie: „gdyby nie my, to was w dwa tygodnie by nie było”. Po wojnie działacze PPR, by przejąć pełnię władzy musieli sfałszować wybory – zauważa Małgorzata Koszarek. Mieli za sobą potężną siłę: Armię Czerwoną i rezultaty międzynarodowych ustaleń. Los Polski był przesądzony.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: arch. IPN

dodaj komentarz

komentarze


Więcej pieniędzy na obronność
Centrum dowodzenia NATO w Polsce?
Autosan sprzedaje autobusy do Niemiec
Limity służby czynnej w 2018 roku
Patrioty o krok bliżej
Trzy medale przełajowców na wojskowych mistrzostwach świata
Twórcy SPO odznaczeni
Polacy pojechali do Kanady po zwycięstwo
Radary na aerostacie
Czy w szkołach będzie wychowanie proobronne?
Żołnierze kruczego pióra
Kobiety na misjach obserwacyjnych
Wsparcie dla misji Air Policing
Pamiątki po polskich żołnierzach trafią do ich rodzin
Nurkowie ćwiczą na Zalewie Sulejowskim
Studenci Akademii Wojsk Lądowych pomagają weteranom
Posłowie o budżecie obronnym na 2018 rok
Armia Czerwona zamyka kleszcze
Twierdze nie do zdobycia
Nowa instrukcja lotów HEAD do końca roku
Język współpracy
Jastrzębie wracają z Litwy do domu
Zbierają doświadczenia w pustynnych warunkach
„Narew” za dwa lata
Zabytkowy silnik do Renault FT
Grot i Ragun zakwalifikowane do służby
MON odzyska narzędzia analizy planów operacyjnych
Służba w WOT nie tylko dla dwudziestolatków
Wojsko kupiło drony uderzeniowe
Szkoła Orląt otwiera się na zwiedzających
Raport MON o książce Tomasza Piątka
Piłkarska jesień wojskowych drużyn – czas na podsumowania
Wyższe dodatki dla żołnierzy
Spartakiada: Zmechanizowani ze Szczecina kontra Czarna Dywizja
Posłowie o przemyśle stoczniowym
Przyjedź na święto podkarpackich terytorialsów!
Cztery kilometry walki
Nowa współpraca wojskowa UE
Posłowie rozmawiali o sytuacji materialnej wojskowych
Podziękuj bohaterom!
Świętowali na sportowo
Wypadek na poligonie
Rozbrajanie kontrolowane, Warszawa, listopad 1918
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Na kongresie o klasach wojskowych
W sporcie nie ma mocnych na 11 LDKPanc
Co dalej z polsko-ukraińskim dialogiem historycznym?
Jeszcze mobilniejsze NATO
Tragedia SS „Wigry”
Bandera nad „Kormoranem”
Polacy jadą na misję szkoleniową do Iraku
„Dunaj ’17” – test przed misją
Drugie życie Challengerów
Ćwiczenia Maple Arch '17 w Nowej Dębie
Żołnierz WOT-u mistrzem wojska w szachach

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO