moja polska zbrojna
Strona którą odwiedzasz korzysta z plików cookies. Ustawienia dotyczące tych plików można zmienić w opcjach przeglądarki używanej do przeglądania Internetu.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o plikach cookies przeczytaj Politykę cookies.
Jeśli ustawienia cookies nie zostaną zmienione, podczas przeglądania strony informacje automatycznie zapisywane będą w pamięci Twojego urządzenia.
Nie pokazuj mi więcej tego komunikatu: kliknij tutaj

Poszukujemy informacji o ppłk. Bolesławie Zawalicz-Mowińskim

Gdy zajmowałem się dziejami Zjednoczenia Polskich Uchodźców w RFN (ZPU), w mojej głowie pojawiła się kiedyś taka myśl: skąd wywodzili się działacze tej organizacji, jakie były ich przedwojenne, wojenne i powojenne losy? Na te pytania nadal poszukuję odpowiedzi, a jednym z takich przykładów jest historia założyciela, pierwszego działacza i prezesa ZPU – ppłk. dr. inż. Bolesława Janusza Zawalicz-Mowińskiego ps. „Zawalicz” i „Gończ”, który wyemigrował z RFN do Kanady w 1954 roku. Co się z nim stało później, nie wie nikt….! Przyjrzyjmy się więc tej historii.

Po II wojnie światowej wielu Polaków – byłych więźniów obozów koncentracyjnych, robotników przymusowych, żołnierzy (Displaced Persons – potocznie „dipis”) – pozostało na terenie okupowanych Niemiec. Ta spora grupa wysiedleńców miała jeden cel – chciała stworzyć organizację, która będzie reprezentować ich interesy przed władzami okupacyjnymi. Po zakończeniu II wojny światowej z różnych przyczyn pozostali oni w trzech zachodnich strefach okupacyjnych Niemiec – amerykańskiej, brytyjskiej i francuskiej – i nie zdecydowali się na repatriację. Dlatego też rozpoczęli tworzyć zręby działalności politycznej, edukacyjnej, zawodowej i wojskowej.

Pierwszą organizacją polskich dipisów o zasięgu międzynarodowym było Zjednoczenie Polskiego Uchodźstwa Wojennego (ZPUW), utworzone w Brukseli (później przeniesione do Paryża), a na terenie stref okupacyjnych Niemiec rozpoczęło pracę Zjednoczenie Polskie (ZP). Obydwie organizacje zrzeszały mniejsze struktury i były czymś w rodzaju konfederacji organizacyjnej dipsów.

Po kilku latach działalności okazało się, że polska kłótliwość wzięła górę nad działalnością. Rozbicie polityczne w łonie Zjednoczenia Polskiego w Niemczech przyczyniło się do upadku tej organizacji. Z gruzów związku wyłoniła się inna struktura, której powstaniu był przychylny rząd w Londynie oraz przedstawiciele stronnictw politycznych i kombatanci. Czas chaotycznego trwania dobiegał końca.

28 lipca 1951 roku powołano do życia Zjednoczenie Polskich Uchodźców (ZPU) z siedzibą w Höxter nad Wezerą. Jej pierwszym prezesem został Bolesław Zawalicz-Mowiński, który był gwarantem jedności i spójności pomiędzy różnymi frakcjami politycznymi i społecznymi. Organizacja uznawała tylko Rząd Polski w Londynie, a według różnych szacunków zrzeszała w szczytowym momencie do 7 tys. członków. Przez samą organizację przeszło w pierwszych latach ponad 20 tys. członków. Struktura ZPU została podzielona na cztery okręgi, które dzieliły się na ogniska i obejmowały cały teren RFN. Statut Stowarzyszenia ZPU przewidywał członkostwo, które dzieliło się na rzeczywiste, wspierające, honorowe. Przyjrzyjmy się więc losom człowieka, dzięki któremu udało się zaszczepić nową działalności, który przez pierwsze lata był gwarantem jej istnienia i zbudował organizację, która na wiele lat zagospodarowała życie tysiącom polskich uchodźców w RFN.

Przedwojenne losy

Bolesław Janusz Mowiński urodził się 5.06.1903 roku w miejscowości Skrzeszewo w powiecie kartuskim w województwie pomorskim. Rodzice prawdopodobnie byli posiadaczami majątku ziemskiego na Pomorzu. Uczęszczał do szkoły powszechnej w Rheinfeld, następnie do gimnazjum o profilu rolniczym w Marienburgu, które zakończył egzaminem maturalnym. Prawdopodobnie obrany profil nauki nie był przypadkowy, lecz pod wpływem rodziców, którzy widzieli Bolesława jako zarządcę ojcowizny. Decyzją komisji maturalnej został zakwalifikowany na dalsze studia. Uczęszczał na fakultet z leśnictwa w Uniwersytecie Poznańskim. Wówczas nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że jego zainteresowanie wojskiem w przyszłości będzie dla niego wiele znaczyło i pozwoli mu przetrwać wojnę. Studia zakończył we wrześniu 1924 roku z tytułem magistra inżyniera leśnictwa. Gdy skończył naukę, zgłosił się do jednostki uzupełnień, w której otrzymał przydział do służby w 56 Pułku Piechoty. Od tej pory na blisko 30 lat związał się z Wojskiem Polskim. Po odbyciu kursów i szkoleń podstawowych został awansowany na pierwszy stopień wojskowy szeregowego i przeniesiony do 9 Pułku Strzelców Konnych. Od tego momentu jego kariera wojskowa była związana z tą jednostką. Cechowała go wielka pasja zdobywania wiedzy, dlatego prawdopodobnie w trakcie trwania szkoleń lub w przerwach w ich odbywaniu poświęcał się pisaniu pracy doktorskiej. W następnych latach był wielokrotnie wzywany przez dowództwo wojskowe na kolejne przeszkolenia, m.in. do Szkoły Podchorążych Rezerwy 1 Dywizji Kawalerii w Suwałkach. Dalej jego awanse wojskowe przebiegały dość szybko. W 1928 roku otrzymał awans na pierwszy stopień oficerski podporucznika rezerwy ze starszeństwem, a w 1935 roku kolejny awans na stopień porucznika rezerwy. Prawdopodobnie nie pełnił później czynnej służby wojskowej w żadnej jednostce. Wiadomo, że przed wybuchem II wojny światowej został mianowany rotmistrzem kawalerii i mieszkał w Warszawie.

 Wojenne i powojenne ścieżki życia

Nie wiemy, jaki był jego los podczas kampanii wrześniowej. Wiemy, że z końcem 1939 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, w którym został wyznaczony do służby w obwodzie Sannik, następnie Węgrów koło Sokołowa Podlaskiego i Sokołów koło Pruszkowa. Podczas konspiracyjnej działaności posługiwał się pseudonimem „Zawalicz”. W lipcu 1944 roku został przeniesiony do stolicy, gdzie przygotowywał się do udziału w powstaniu warszawskim. Został wyznaczony na stanowisko szefa sztabu zgrupowania pod dowództwem mjr. Stanisława Błaszczaka ps. „Róg”. W czasie powstania Bolesław posługiwał się pseudonimem „Gończ”. Walczył przede wszystkim na Starym Mieście, Powiślu i Muranowie. W 1944 roku został odznaczony Krzyżem Walecznych przez generała brygady Antoniego Chruściela ps. „Monter”.

W październiku 1944 roku został aresztowany przez Niemców i wywieziony do Stalagu XI B Fallingbostel. Koniec wojny zastał go w obozie, z którego uwolniły go wojska brytyjskie. Po wyzwoleniu został umieszczony w obozie dla DP/PWX w Hamburgu-Wentorf. Z chwilą zakończenia wojny przyjął dwuczłonowe nazwisko Zawalicz-Mowiński, by podkreślić konspiracyjną działalność podczas okupacji. Po wojnie zaczął również się posługiwać swoim drugim imieniem jako głównym. Od tamtej pory występuje najczęściej jako Janusz Zawalicz-Mowiński.

Pod koniec 1945 roku zainteresował się działalnością społeczną w środowisku polskich żołnierzy pozostających w obozach dla dipisów i byłych jeńców wojennych na terenie Rheda, Wentorf i Fallingbostel. Z końcem 1945 roku współtworzył wraz płk. Karolem Ziemskim oraz mjr. Antonim Opel-Nowakiem Samopomoc Wojska na terenie brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec. Na początku 1946 roku po ukonstytuowaniu się tych struktur Zawalicz-Mowiński rozpoczął działalność społeczną. W samym roku został awansowany na stopień majora rezerwy kawalerii. Po otrzymaniu awansu został zatrudniony w Polskim Sztabie Okręgu przy 8 Korpusie. Kontynuował więc równoległą działalność w Samopomocy, koordynując powstawanie nowych struktur. Bolesław nieustannie podróżował po ośrodkach wojskowych z odczytami oraz poradami dla byłych żołnierzy. Jego zajęciem było również prowadzenie i zbieranie ankiet w tym środowisku i rozmowy na temat ewentualnych planów oraz dalszej emigracji. Dzięki tej działalności został przez płk. Ziemskiego wyznaczony do Komisji Rekrutacyjnej przy Civil Mixed Labour Oragnization (CMLO), a jego działalność skoncentrowała się przede wszystkim na werbunku byłych polskich żołnierzy do oddziałów wartowniczych (MSO) przy armii brytyjskiej na terenie strefy m.in. z obozów w Rhedzie, Fallingbostel i Wentorf.

W archiwum IPN zachował się w materiałach Urzędu Bezpieczeństwa ciekawy fragment charakterystyki Zawalicz-Mowińskiego pochodzący właśnie z tego okresu: „Szef Sztabu płk. Ziemskiego. Oficer AK. W czasie konspiracji i powstania jeden z bliskich współpracowników Ziemskiego. Był z nim razem w niewoli. Przed wojną zamożny ziemianin. Niezbyt bystry, umysłowość b. przeciętna. Uczciwy, gładki w obejściu. Wysokiego mniemania o sobie. Uważa siebie za zręcznego dyplomatę, polityka. B. lubi mówić o sobie. Typ uczuciowca, fanatyka. Pała nienawiścią do ZSRR i Rządu Rzeczpospolitej Polskiej. O rządzie wyraża się jako o agentach obcego mocarstwa. Wróg repatriacji. Wywiera duży wpływ na Ziemskiego, z którego stara się robić bożka, przyjmuje na siebie rolę kapłana”.

W 1947 roku został szefem Sztabu Starszego Polskiego Oficera, gdzie nadal zajmował się sprawami byłych jeńców wojennych. Kiedy władze brytyjskie wyraziły zgodę na powstanie SPK w brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec, Zawalicz-Mowiński zaangażował się w nową organizację, w której przyjął rolę propagatora życia kulturalno-politycznego. Niewątpliwie swoją aktywnością się wyróżniał. Następnie w tym samym roku rozpoczął działalność w Polskim Centralnym Komitecie Doradczym (PCKD) na terenie okupacji brytyjskiej. Była to organizacja, której zadaniem było reprezentowanie polskich środowisk przed administracją okupacyjną, jak również doradztwo w kwestiach narodowych, rozmieszczenia i sytuacji aprowizacyjnej. Z chwilą likwidacji stref okupacyjnych, likwidacji oddziałów brytyjskich i powstania RFN podjął pracę w MSO na terenie dawnej strefy brytyjskiej. Mieszkał wówczas w miejscowości Höxter w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Niestety nie są znane kulisy wyznaczenia go przez Komitet Wykonawczy ZPUW w 1949 roku na członka Komisji Organizacyjnej ZPU w Niemczech. Być może korzystając z poparcia środowisk kombatanckich został wyznaczony do tego ciała jako ich przedstawiciel.

Niedługo po rozpoczęciu działalności Komisji z jej składu ubyło dwóch członków, ponieważ wyemigrowali do innych krajów. Było to dla niego zrządzenie losu, ponieważ spowodowało, iż został jej przewodniczącym. Trzeba wspomnieć, iż w tym czasie pełnił funkcję przewodniczącego Okręgu SPK. Aktywnie uczestniczył w pracach wszystkich organizacji, które reprezentował. Z czasem nadarzył mu się kolejny awans. Podczas III zjazdu SPK w Londynie został wybrany na wiceprzewodniczącego Rady Głównej.

Ostatni list

Do tej pory dał nam się poznać jako pracowity oficer, cieszący się uznaniem oraz szacunkiem towarzyszy. Niestrudzenie pełnił funkcję i obowiązki przewodniczącego Komisji Organizacyjnej ZPU. Widział w tej działalności pewną misję, bez której nie byłoby możliwe zjednoczenie środowiska polskiego w RFN. Przede wszystkim zajmował się koordynowaniem pracy w terenie, nadzorował powstawanie najniższych struktur przyszłej organizacji – ognisk. Tam gdzie nie było takiej możliwości, wybierał mężów zaufania. Trzeba zaznaczyć, iż wszelkie prace, które wykonywał, czynił ponad podziałami politycznymi, co zdaje się potwierdzać jego niezwykłe zdolności dyplomatyczne. Umiał pogodzić ze sobą przedstawicieli SN-u i kombatantów. Mimo iż wywodził się z tego drugiego środowiska, potrafił rozmawiać z przedstawicielami wszystkich stronnictw politycznych na terenie RFN, co wielokrotnie podkreślał Tadeusz Kobylański, delegat Rządu Polskiego na terenie Niemiec. W chwili kiedy powstały ogniska oraz okręgi ZPU, które mogły oddelegować wybranych członków na pierwsze konstytucyjne zebranie Rady ZPU, jego funkcja przewodniczącego Komisji wygasła. W dniach 28–30 lipca 1951 roku w sali Oddziału SPK w Höxter odbyło się pierwsze konstytucyjne zebranie delegatów okręgów na I Radę ZPU. Podczas obrad Zawalicz-Mowiński przedstawił sprawozdanie ze swojej działalności i ustąpił z funkcji. Decyzją delegatów został jednogłośnie wybrany pierwszym prezesem Zarządu Głównego nowej organizacji na pierwsze dwa lata. Był bardzo oddany legalnym strukturom Państwa Polskiego, dlatego po wyborze na prezesa skierował list, w którym oddał hołd Prezydentowi RP na Uchodźstwie w Londynie. Korespondował z wieloma znanymi przedstawicielami polskiej emigracji m.in.: z bp. Józefem Gawliną, premierem rządu polskiego na uchodźstwie w Londynie, płk. Franciszkiem Soboltą, przedstawicielami wielu organizacji i stronnictw politycznych w RFN, Kongresem Polonii Amerykańskiej i Światpolem. Nic nie zapowiadało nadchodzącego końca wydarzeń. Doskonałe łączył funkcje w SPK i ZPU, a przede wszystkim umiał to wykorzystać do budowania jedności. W ciągu dwuletniej kadencji dużo pracował i kontrolował pracę struktur terenowych. Był w pewnym sensie „wyrocznią”, do której z pominięciem drogi służbowej zgłaszali się członkowie ognisk w celu rozwiązania wielu sporów, także tych personalnych.

W 1953 roku podczas obrad II Rady został ponownie jednogłośnie wybrany prezesem zarządu. Jego druga kadencja miała potrwać do 1954 roku. Nie doczekał jej końca, bowiem w trakcie jej trwania, dręczony problemami zdrowotnymi, postanowił wyjechać do Kanady. Z Kanady wysłał jeszcze w 1954 roku ostatni list do Zarządu Głównego ZPU, informując, że rezygnuje ze wszystkich zajmowanych funkcji oraz nie przyjmuje kolejnych nominacji na prezesa. Wspomniał w nim również, że do rezygnacji zmusiła go choroba. W liście wytłumaczył, dlaczego podjął się pracy na rzecz powstania ZPU i jak trudne środowisko utworzyło tę organizację. Od tamtej pory nie ma o nim jakichkolwiek informacji oraz śladów jego działalności i życia. Jedyną poszlaką, która pojawiła się ostatnio, była informacja na jednym z portali genealogicznych, że zmarł w 1993 roku w Toronto i został pochowany w tym mieście na cmentarzu Mount Pleasant Cemetery.

Bolesław Zawalicz-Mowiński był wielokrotnie odznaczany. Otrzymał m.in.: Order Wojenny Virtuti Militari V Klasy, Order Polonia Restituta IV Klasy, Krzyż Walecznych, Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami, Złoty Krzyż Zasługi, Medal Niepodległości, Medal Wojska – trzykrotnie, Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918–1921 i Krzyż Armii Krajowej.

*****
Jeśli informacja o jego śmierci jest prawdziwa, to oznaczałaby, że ppłk Bolesław Zawalicz-Mowiński blisko 40 lat spędził w Kanadzie. Jednocześnie w jednym z archiwów przypadkiem odkryłem, że w latach 60. otrzymał awans do stopnia podpułkownika. Tyle tylko, że nie wiadomo czy go przyjął. Zastanawiające jest również to, że człowiek tak wielkiego formatu, jakim niewątpliwie był, zrezygnował z działalności społeczno-kombatanckiej, która była jego pasją. Dlaczego? Czy rzeczywiście pogarszające się zdrowie miało wpływ na tę decyzję? Być może istniały inne powody, dla których zerwał ze swoją działalnością. Tylko jakie? Mógł to uczynić wskutek intratnej propozycji, którą zaoferował mu kanadyjski wywiad, co może wydawać się wielce prawdopodobne, ale nie jest jedyną możliwością. Zatem wychodzi na koniec tej opowieści, że pytań jest więcej, niż na jej początku. Może czytający ten tekst natrafią na informacje o nim, może zgłosi się rodzina, która rozpozna w tym tekście swojego bliskiego, a może zwykły zbieg okoliczności sprawi, że dowiemy się więcej.

dr Łukasz Wolak , historyk, współpracownik Pracowni Badań nad Polską Emigracją w Niemczech po 1945 roku
absolwent historii Uniwersytetu Wrocławskiego, uczestnik Centralnego Projektu Badawczego Instytutu Pamięci Narodowej pt. „Polska emigracja polityczna w latach 1939–1990”

dodaj komentarz

komentarze


Multilifty dla armii
Służba z widokiem
Europejska Harpia?
Drugi dzień obrad NATO w Brukseli
Pedro ze Stalowej Woli
Ustawa degradacyjna przyjęta przez rząd
16-31 maja 1918 – Amerykanie przystępują do walki
Minister obrony na spotkaniu w Rumunii
Na jakich zasadach powrót do armii?
Francja inwestuje w obronność
Sąd zdecyduje o losach pomnika katyńskiego w Jersey City
Pod Monte Cassino walczyli o Polskę
Polska – przegrani zwycięzcy
„Ślązak” do końca roku
Co z kierowcami pojazdów uprzywilejowanych?
Argentyńska zagadka
Tygrysy nad Poznaniem
Pierwszy maraton biegłam z Polą
Myśliwce F-16 dla Chorwacji
Huta celuje w miliard
Umowa na Air Show 2018 podpisana
Trzy medale żołnierzy w mistrzostwach zapaśników
Misja z komplikacjami
Bryza już lata nad Morzem Śródziemnym
Centralne obchody Dnia Weterana
Jak kupować skutecznie i szybko
Atak terrorystyczny w Radomiu
Dziewczyny na medal
Terror na Majorce
Bojowa operacja u brzegów Estonii
40 lat misji UNIFIL
Nowy polski samolot
Wojska specjalne świętują
Bliski Wschód – definicja chaosu
Powstańcza Noc Muzeów
Cadet Camp w wojskowej uczelni
Większa flota Szkoły Orląt
Afgańska misja z nowymi siłami
Warmaty na bojowo
108 twardzieli na mecie Ultramaratonu Kaszubskiego
Siedmiotonowy polski w boju
Specjalsi świętują!
Zlot ku czci zdobywców Monte Cassino
Prezydent podpisał ustawę budżetową na 2018 rok
Kolejna zmiana żołnierzy leci do Afganistanu
Antoni Macierewicz w Kanadzie o rosyjskiej agresji
Lotnicze tradycje
Będzie więcej dróg o znaczeniu obronnym
„Zoom na proobronność” rozstrzygnięty
Pomnik katyński w Jersey City. Prawda historyczna kontra polityczna poprawność
Amerykańskie inwestycje w obronność krajów bałtyckich
NATO Tiger Meet z niemieckimi pilotami
„Kabul VIII” – gotowi do misji
Polacy na straży pokoju na Półwyspie Koreańskim
Kpr. Marcin Lewandowski trzeci w Szanghaju

Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO