moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Misyjna opowieść wigilijna

Mundury, zapachy domu, stół zastawiony niczym w Polsce – jak świąteczna bajka. Jedna komenda zmienia wszystko: „Naruszenie systemu ochrony bazy!”. Rozpoczyna się piekło, baza staje się twierdzą… Wszędzie groźna cisza. Naprawdę cicha noc. Święta noc. Ta Wigilia na misji w wysuniętej bazie operacyjnej Ghazni do niedawna była objęta tajemnicą.




Jesienny poranek nigdy nie zapowiada świąt w armii na drugim końcu świata i nawet nikt nie myśli tymi kategoriami. Ładujesz się do samolotu i siadasz, dzieląc pokład z walecznymi marines, którzy prą „na teatr działań” z siłą wodospadu, dzierżąc swój święty proporzec zwycięstwa.

Jedynie zapobiegliwy logistyk w niepozornej skrzyneczce ma zapas nietłukących się bombek lub baniek, a na dokładkę wiecznie zieloną choinkę z gałązkami dającymi się dowolnie konfigurować. To już niedługo.

Ale teraz: pasy, start, odlot. Łzy w gardle... Jakie łzy??? Naprzód, ku przygodzie!

Łzy jednak są. Największe w terminalu odlotów lub w zaciszu domowym. Szczególnie u tych kobiet, które mają ten dar, że wiedzą, jak ta gra się skończy, a nie umieją ochronić albo zatrzymać wojownika przy sobie.

Zresztą, co ma być, to będzie. Każdy wierzy w żołnierskie szczęście i siłę argumentów swojej najlepszej przyjaciółki, osobistej, bezwzględnej, posiadanej na wyłączność – broni.

Góry, góry, góry po horyzont. Piękne. Ale często bez śniegu. Ciepły wiatr zmiecie wszystko, a resztę rozjedzie wiecznie głodny Rosomak do spółki z MRAP-em. Pan i władca Highway One i okolic. Ziejący cukierkami dla dzieci i ogniem „Bushmastera” dla wszelkiego zła, które ośmieli się pokazać w zasięgu wzroku, o każdej porze dnia i nocy.

Wigilia. Dla kontyngentu to prawie zwyczajny dzień. Stołówka, służby, może rutynowy wyjazd. Gdzieś w oddali przemknie śmigłowiec. Zaburczy bezpilotowiec.

Misja już powoli wygasa, to już się czuje. I w kościach, i w oparach decyzji spływających na zawsze niecierpliwe, waleczne wojsko.

A na stołówce okazjonalny wystrój. Specjalne jedzenie na specjalny dzień, choć dziwnym trafem zawsze smakuje tak samo. Ale białe obrusy mylą zmysły i patrząc w okienko telewizora z krajowym, popularnym kanałem informacyjnym, jesteś – cytując Lema – tak na okamgnienie w domu. Nawet gdy nie chcesz.

Paczki rozdane. Oficjalne i nieoficjalne. Logistyk za pokwitowaniem wyda każdemu to, co mu się należy. A portal aukcyjny przyśle posiadaczowi karty kredytowej to, co sobie wymarzy. Oczywiście, o ile nie przekroczy zdroworozsądkowych wymiarów i nikt zza barykady nie wpadnie na pomysł strzelania do kontenera pocztowego lub wysadzenia go w powietrze. Najszczęśliwsi są tacy, którzy dostaną drobiazgi z domu.

Tak w skrócie wyglądało życie w wysuniętej bazie operacyjnej Ghazni (FOB GHAZNI). Wszędzie podobnie, każdego dnia tak samo. Można rzec: Dzień Świstaka. Od wydarzenia do wydarzenia. Dni i tygodnie płynące leniwe.

Podobnie, a jednak jakże inaczej, biegło życie w zgrupowaniu TF49. Po prostu czterdziestka dziewiątka. Nikt nie rozwijał magicznej nazwy GROM. Wiadomo pod skórą, że jak padnie nazwa GROM, to tak jakbyś wezwał predatora, a raczej cały ich oddział.

Do legendy FOB przeszła jedna z relacji żołnierza, który zobaczył na wyświetlaczu noktowizora operatorów uzbrojonych po zęby. Tuż przed wylotem na operację bojową, podchodząc do niego, prosili go o jakiś drobiazg. Porównał ich widok właśnie do filmowej postaci predatora. I tak już zostało.

Kiedy jednostka wyrusza do akcji, nie będzie taryfy ulgowej. Nie będzie rozmów i kompromisów. Zadanie, wykonanie, meldunek o wykonaniu zadania. To prawie jak puszka Pandory, z tym że pod kontrolą i na wyraźny rozkaz. Bez cienia samowoli.

Dzień jak co dzień. Ale od tygodnia każdy już wie, kto będzie na służbie w czasie Wigilii. Taki los. „Każdy wiedział, na co się pisze”, cytując jednego z naszych żołnierzy, którego wzrok nigdy nie pozostawia wątpliwości. Jedni spędzają więc Wigilię z opłatkiem, a drudzy z termowizorem na oczach. Jedno jest pewne – ktoś ich zmieni. Oporządzenie na wieszaku, broń w zasięgu ręki. Ciepłe środki transportu. To codzienność obecna nawet w tym szczególnym dniu.

Pomimo różnicy czasu komputery i komunikatory rozgrzane do czerwoności. A kolejka do telefonu służbowego wydaje się nie mieć końca.

Rytm dnia podporządkowany jest jednemu: zmrokowi. Wszyscy nieomal rytualnie czekają na jego nadejście. I każdy ukradkiem spogląda na pierwszą gwiazdkę.

Stół zastawiony jak w Polsce. Wszyscy na to pracowali. Jak? W jaki sposób, jakim cudem? Rzeczy niemożliwe robimy od ręki, a cuda umiemy sobie zorganizować.

Mundury, zapachy domu, wszystko jak w bajce. Już czas rozpocząć. Tradycja ponad wszystko. To nasza siła. Siła w tradycji. Atmosfera robi się niesamowita.

Jedna komenda zmienia wszystko: „Naruszenie systemu ochrony bazy!!!”. Kolejne słowa – klucze słyszane z megafonów i doskonale rozumiane przez wyszkolony zespół rozpoczynają piekło.

– Wiedziałem... – mówi w tym momencie Medyk. Nieomalże smerf Maruda. Zbyt dobrze się zapowiadał wieczór.

Procedura rzecz święta. Do boju. Wróg, przeciwnik, rebeliant. ONI SĄ W BAZIE!!!

Meldunki spływają błyskawicznie.

Od czasu reakcji zależy życie innych.

Sytuacja jest niejasna. Afgański wartownik widział kogoś przemykającego przez umocniony wał zwany potocznie hesco. Wysoki. Niósł coś z sobą. Czy miał broń? Dokąd zmierza?

Pierwsza myśl – zamachowiec samobójca. Samotny wilk, który idzie w jedną stronę.

Rozpoczyna się wyścig z czasem. Tu nie będzie negocjacji. Zawahasz się i odlecisz razem z nim. Grupa pościgowa wdraża procedury.

Cała baza to już twierdza. Wszędzie cisza. Naprawdę cicha noc. Święta noc.

Gdzieniegdzie burczy Rosomak. Wystaje lufa karabinu maszynowego. Ciekawie spoglądają czyjeś oczy zza rogu, one także ubezpieczają nasze działanie. Wszyscy gramy do jednej bramki.

Pierwsze meldunki mówią o jednym agresorze. Duże i głębokie ślady. Może więc mieć spore obciążenie ładunkami wybuchowymi.

Zatrwożony wartownik. Rodowity i dzielny miejscowy młody człowiek gubi się w zeznaniach. Boi się. To, co zobaczył na własne oczy, wykracza poza granice jego wyobraźni.

Do akcji weszła żandarmeria. Specjalista stwierdza ślady na wale. Dodatkowym elementem, który niepokoi, jest jasny kręcony włos na metalu „koncertiny”. Tak. Na pewno radykał. Brodaty straceniec. Nie będzie litości. On przyszedł tu wysadzić w powietrze połowę bazy.

Psy nie podjęły tropu. Kulą się, skowyczą, zachowują się jak szczeniaki. Co się dzieje?

Pot na karku. Medyk już tylko w myślach liczy hipotetyczne opatrunki. Przez radio powiadamia szpital o swoich działaniach, by tamci byli przygotowani na słowo, którym przeklina każdy związany ze służbą zdrowia: MASCAL. Zdarzenie masowe.

W radiu słychać tylko, jak pierścień okrążenia zaciska się wokół serca bazy. A więc TOC. Centrum dowodzenia. Mózg i serce w jednym. Wyścig trwa. To, co się dzieje, jest niesamowite. A każdy czuje że finał jest tuż, tuż.

EOD do kaplicy, EOD do kaplicy!!!

Jasne. Chciał uderzyć przed pasterką. Drań.

Szczelny kordon już opasał okolice stołówki, TOC-u i kaplicy.

Wozy bojowe, strzelcy wyborowi. To, co się dzieje, to istny Grunwald. Zepsuć Polakom Wigilię. Toż to gorsze niż najazd bolszewików.

W naszej grupie jest specjalista od materiałów wybuchowych, potocznie zwany EOD-em. Zajmuje się też ich neutralizacją i rozważa już każdą możliwość. Jest poważny i skupiony. Już wie, że dziś zsiwieje mu kolejny włos do kolekcji.

Nikt nie ma prawa wejść do kaplicy. Wyjść o własnych siłach również nie zdoła. Obserwacja okolicy przez środki rozpoznania wskazała jednoznacznie: bardzo szybko poruszająca się osoba wbiegła do środka.

W tym samym momencie obraz przestał być czytelny. Wstępnie stwierdza się awarię kamery lub celowe działanie. Coś ją zasłoniło. Analityk zarzeka się, że widział jakby... oko.

Tak, to mógł być jakiś ptak nocny. – Takie rzeczy się zdarzają – twierdzi technik. Zadeklarowany ateista i przeciwnik wszelkich wigilii, pasterek i świąt pod każdą postacią, z naciskiem na każde najbliższe.

Ubezpieczenia gotowe. Broń w pogotowiu. Skrzypienie podłogi. EOD wkracza do akcji. Reszta grupy jest jego cieniem.

Nagle jest coś nie tak. Ołtarz. Choinka. I cała góra prezentów. Hmmm, skąd tu tego tyle? I każdy inny. Są ich setki.

Komenda przez radio: dawajcie tu księdza kapelana. Szybko. To bardzo ważne. Nie wiemy jak wyglądało pomieszczenie przed incydentem.

Powoli w grupie czuć rozluźnienie. I lekki niepokój. Wielu było tu dziś w dzień. Wszyscy już wiedzą, o co chodzi, ale nikt nie daje wiary. To niemożliwe.

Medyk zdjął hełm. Ale numer.

Tędy księże kapelanie. Proszę zobaczyć zarejestrowany obraz kaplicy. Czy tak tu wszystko wyglądało godzinę temu? Szklisty wzrok i uśmiech księdza rozwiewa wszelkie wątpliwości. „Panowie, kończmy to. Idę porozmawiać z generałem”. I znika. Jak cień.

Nie mija kwadrans,  a wszystko zostaje odwołane. Odbój. Koniec. Zagrożenie minęło.

Połowa grupy jest blada. Przecież takie rzeczy się nie zdarzają! Każdy boi się nazwać sprawę po imieniu.

Patrzcie w górę --- tam!!!

W kierunku Kabulu z olbrzymią prędkością oddalał się ni to samolot, ni śmigłowiec, w ogromnej ciszy. I tylko poprzez wycie agregatów dało się słyszeć jakby dzwoneczki od sań. Wszyscy zdjęli hełmy. Ktoś na wieżyczce Rośka zaczął bić brawo.

Cała operacja trwała bodajże 30 minut, może i krócej. Wszyscy wracali do siebie pełni śmiechu.

W wartowni TF49, która bardziej przypominała fortecę, ktoś właśnie zbierał burę.

Przysięgam, nikogo tu nie było. Nikt nawet nie wchodził... nieee, to niemożliwe.

W sali, gdzie zastawiony stół wigilijny czekał wciąż na żołnierzy, wszystko stało nienaruszone, a część potraw wciąż była gorąca.

Nie wiadomo skąd pojawiło się pachnące ojczyzną drzewko i prezenty świąteczne wysypujące się z worka. Połowa żołnierzy miała szkliste spojrzenia. Na pasterkę postanowili iść wszyscy. Nagle zaczął prószyć śnieg. Czemu zegarki wciąż wskazywały godzinę alarmu, a komputery w bazie dziwnie się zrestartowały?

Podczas nocnego nabożeństwa zabrakło miejsc w kaplicy. Każdy chciał w nim uczestniczyć. Poszedł, kto mógł.

W pierwszym rzędzie zajętych pośpiesznie miejsc całą pasterkę siedział zapłakany technik. Do dziś, wydawałoby się, zadeklarowany ateista.

To był wieczór cudów.

Wszystkie te wydarzenia miały miejsce 24 grudnia 2013 roku w FOB Ghazni i jeszcze do niedawna były objęte tajemnicą śledztwa ŻW, SWW, SKW.

Ordynariat Polowy Wojska Polskiego odmawia komentarzy.

Praca nadesłana na konkurs „Święta Bożego Narodzenia na służbie”.

Michał Walczak

autor zdjęć: Jarosław Wiśniewski

dodaj komentarz

komentarze

~Marcin
1451552580
Pełna profesura
5F-51-5A-48
~Żołmierz
1450992000
Skąd pewnośc ze Ci "PREDATORZY" byli z 49 " GROM" a nie z 50 " LUBLINIEC" ?? Bylem tam i różnicy miedzy tymi dwoma jednostkami nie widziałem poza jedna ......AKTYWNOŚCIĄ...... 50 zrobiło masę więcej operacji w tym czasie!!
F3-79-D9-DF

Klasy wojskowe po nowemu
 
Fort zagłady
Szykują się zmiany w wojskowych emeryturach
Rescue Like You Would in a War
„Operacja Wuhan”: Boks, judo kobiet i zapasy
Bożeny do modyfikacji
Amerykański żołnierz z … pilotem w ręku
Zmarł trzeci z rannych saperów
Wabik z WAT-u
Niechciany traktat
Wsparcie dla saperów
„Sophia” – certyfikacja zaliczona!
Maraton po bieszczadzkich szlakach
W drodze po zwycięstwo
Jakie podwyżki dla żołnierzy?
Piotr Naimski: w 2022 roku Polska uniezależni się od rosyjskiego gazu
Jani, cudem ocalony
Ponad 520 miliardów zł na uzbrojenie Wojska Polskiego
Nowa misja i nowy sprzęt
Nowelizacja ustawy o weteranach w Sejmie
Trening medyczny przed misją
Rapują zapraszając do WOT
W Wuhan zapłonął olimpijski znicz
Niezwyciężeni znowu trenują
Wyjątkowa operacja minerów
Iranian Chess Game
Materiały wybuchowe trzeba „czuć”
„Albatros” już na wodzie
Rozmowy z diabłem
Zapomniany żołnierz Niepodległej
Nowy wiceminister w MON
Pomyślna certyfikacja PKW w Libanie
Raki strzelały na Bałkanach
Na strzelnicy w szczytnym celu
68W znaczy ratownik
Rusza budowa szpitala w Legionowie
Gavia na Atlantyku
„Operacja Wuhan”: Lekka atletyka
Wojskowe szkolenie dla studentów
Wiceprezydent USA o Polsce: jesteśmy rodziną
Życie po zdjęciu munduru
Nowe odrzutowce dla pogotowia lotniczego
Stan poszkodowanych saperów jest poważny
Włochy też chcą Tempesta
68W Means Lifesaver
Kolejne Raki dla wojska
Zmiany emerytalne dla żołnierzy
Rozpoczynamy nową erę
Cienka niebieska linia
Osa na patrole
Spotkanie szefa MON z doradcą prezydenta USA
Lotem przeciw bolszewikom
Sosnkowski przywrócony
„Operacja Wuhan”: Pięciobój nowoczesny i szermierka
Nowe spojrzenie na 1939 rok – debata historyków
Aviation Detachment, czyli F-16 w akcji
„Operacja Wuhan”: Pływanie
Snajper walczy także z wiatrem
Thin Blue Line

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO