Szeregowy bez limitu

Zniesienie 12-letniego limitu służby kontraktowej było jednym z priorytetów obecnego kierownictwa MON-u. Na likwidacji ograniczenia służby kontraktowej zyska ponad 30 tys. żołnierzy.

 

Korpus szeregowych zawodowych istnieje od 12 lat, ale przepisy regulujące zasady służby szeregowych wprowadzono dopiero w 2009 roku. Ówczesna ustawa pragmatyczna zakładała, że żołnierz tego korpusu może służyć maksymalnie 12 lat. Do „mundurowego” stażu wliczała się także służba zasadnicza i nadterminowa oraz praca w Policji, Straży Granicznej, Biurze Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej, Służbie Więziennej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Wywiadu Wojskowego, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego lub Urzędzie Ochrony Państwa. Żołnierz, który chciał się związać z armią na dłużej, musiał awansować do korpusu podoficerskiego, a ostatnio – także oficerskiego.

O modyfikacji ustawy pragmatycznej mówiło się już od dawna. Zmian domagali się przede wszystkim szeregowi. O konieczności utrzymania w służbie żołnierzy najniższych stopniem głośno mówili także politycy. Zniesienie 12-letniego okresu służby kontraktowej stało się priorytetem obecnego kierownictwa resortu obrony, a zapowiedzi MON-u ostatecznie stały się faktem. 8 marca 2016 roku prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. W myśl noweli żołnierze najliczniejszego i najmłodszego w wojsku korpusu nie będą obligatoryjnie zwalniani z armii po 12 latach służby.

 

Szansa dla nielicznych

„Armia nas wykorzystała. Zabrała nam najlepsze lata życia, nie dając nic w zamian. Z góry założono, że jesteśmy potencjalnymi młodymi emerytami i że trzeba nas wyrzucić, zanim wyciągniemy rękę po pieniądze”, „Wojsko potraktowało nas jak śmieci, a przecież szkoliłem się i byłem bardzo dobry. Jeździłem na misje do Kosowa i Iraku. Teraz chcą mnie zwolnić w obawie, że ucieknę ze świadczeniami po 15 latach służby. Przecież nigdy nie deklarowałem, że interesuje mnie tylko 15 lat pracy” – w taki sposób szeregowi wypowiadali się o 12-letniej służbie kontraktowej kilka lat temu. Rozgoryczenie żołnierzy było ogromne, zwłaszcza że ograniczenia w służbie kontraktowej dotknęły także tych, którzy z wojskiem byli związani od kilku lat. Tematyką 12-letniej służby były przepełnione media, fora internetowe i portale społecznościowe. Szeregowi tłumaczyli, że warto inwestować w doświadczonych, wyszkolonych i sprawdzonych w boju żołnierzy. Wielu z nich zdobyte umiejętności potwierdziło, walcząc na kilku misjach zagranicznych na Bałkanach, w Iraku i Afganistanie. Niektórzy podczas służby zdobyli specjalistyczne kwalifikacje; dotyczy to m.in. łącznościowców, operatorów różnego rodzaju sprzętu i systemów informatycznych, meteorologów, strzelców wyborowych, doskonale wyszkolonych zwiadowców, saperów i nurków.

Tak jest także w wypadku st. szer. Witolda Wytrwała z 6 Batalionu Logistycznego 6 Brygady Powietrznodesantowej w Krakowie. „Mundur noszę od ośmiu lat. Służbę zasadniczą, a później nadterminową przeszedłem w 1 Brygadzie Pancernej, a dopiero potem przeniosłem się do spadochroniarzy”, opowiada. Dziś jest instruktorem zrzutów towarowych w plutonie konserwacyjnym zajmującym się obsługą tary desantowej. By dobrze wykonywać swoje zadania, najpierw uczył się fachu w jednostce, a po dwóch latach praktyki wyjechał na kurs do Kanady. Tam podczas trzytygodniowego szkolenia uczył się, jak przygotowywać zrzuty towarowe. „Dziś mam uprawnienia jako kierownik załadunku i bardzo lubię swoją pracę. Mam świadomość, że to jedyny taki pluton w Polsce, a ja jestem jedną z kilkunastu osób, które mają właśnie takie uprawnienia. Gdyby nie zmiana ustawy, to swoją pracę jako szeregowy mógłbym wykonywać jeszcze tylko przez cztery lata”, mówi st. szer. Wytrwał.

Przez długi czas argumenty wypowiadane przez szeregowych nie były wystarczająco mocne. Mówiono np., że na zmiany w kwestii wydłużenia służby kontraktowców nie pozwalają finanse. Przedłużony o trzy lata (z 12 do 15) kontrakt szeregowych, oznaczałby bowiem nabycie przez żołnierzy uprawnień emerytalnych i wypłatę 40% uposażenia. Ministerstwo zachęcało natomiast szeregowych do podnoszenia swoich kwalifikacji, w tym przejścia – po ukończonym półrocznym szkoleniu – do korpusu podoficerskiego. Kłopot w tym, że w praktyce szanse na awans miało niewielkie grono. Kursy podoficerskie w trzech szkołach w ciągu roku może ukończyć około 1000 żołnierzy. To, zdaniem szeregowych, kropla w morzu potrzeb. Problemu nie rozwiązało także pilotażowe uruchomienie kursu oficerskiego dla wyróżniających się szeregowych. 12-miesięczne szkolenie w Wyższej Szkole Oficerskiej rozpoczęło jesienią jedynie 15 żołnierzy. Podobny limit będzie obowiązywał także w tym roku.

 

Krok do przodu

Argumentem za ograniczeniem służby szeregowych była także obawa o ich kondycję fizyczną. Mówiono, że stanowiska strzelców różnych rodzajów broni, operatorów maszyn inżynieryjnych, mechaników, kierowców czołgów i wozów bojowych powinni zajmować żołnierze młodzi, bo wymagają one dobrej kondycji i doskonałego stanu zdrowia. I, jak wówczas podkreślano, nie było to przejawem dyskryminacji, lecz próbą zaktywizowania żołnierzy kontraktowych do świadomego podejmowania decyzji o własnym rozwoju zawodowym. Obecnie MON na tę kwestię patrzy nieco inaczej.

Wiceminister Bartosz Kownacki przyznał, że nie widzi problemu w tym, by w wojsku służyli też starsi szeregowi. „Technika bardzo się rozwija, więc służba to nie tylko kwestia sprawności fizycznej, lecz także doświadczenia. Jeżeli ktoś ma się nie sprawdzić w wojsku, to się to okaże w pierwszych dwóch, trzech latach. A jeżeli dotrwał do 12. roku służby, to znaczy, że był rzeczywiście przydatny w polskiej armii i szkoda z takich osób po tylu latach rezygnować, szczególnie w obecnej sytuacji międzynarodowej”, podkreślał minister Kownacki.

„Mam 28 lat, a sprawdziany z wychowania fizycznego zaliczam na piątki. A brzuchy nie rosną same po czterdziestce. To kwestia dbania o siebie i świadomości, że dobra kondycja fizyczna jest potrzebna każdemu żołnierzowi, niezależnie od stopnia i wysługi lat. Podczas służby współpracowałem z żołnierzami dużo starszymi od siebie, którzy imponowali sprawnością”, mówi strzelec, st. szer. Tomasz Skrzydło z 6 Brygady Powietrznodesantowej. Żołnierz służy już osiem lat, kończy także studia wyższe.

Podobnego zdania jest pomocnik dowódcy ds. podoficerów w 6 Batalionie Dowodzenia 6 BPD st. chor. Andrzej Lis. „Moim zdaniem nie ma logicznej granicy wieku, po której przekroczeniu człowiek staje się mniej sprawny. W wojskach powietrznodesantowych mamy podwyższone normy sprawnościowe dla żołnierzy, a wszyscy radzą sobie znakomicie. Nie widziałem u nas w jednostce ludzi z nadwagą. W ubiegłym roku średnia ocena z WF-u dla całego batalionu wyniosła 4,7”, wyjaśnia podoficer. Chor. Lis dodaje także, że wraz z profesjonalizacją armii zmieniły się także wymagania względem żołnierzy. „Kiedyś od szeregowych wymagało się jedynie prostych umiejętności, a obsługi specjalistycznego sprzętu, np. różnego typu pojazdów, urządzeń łączności, uczono naprawdę nielicznych. Wyszkolenie takich żołnierzy zajmuje kilka lat. Przyzwolenie na to, by doświadczeni żołnierze, z ogromnymi umiejętnościami, odchodzili z armii, to strata czasu i pieniędzy”, podkreśla podoficer.

Szeregowi na nowe propozycje resortu zareagowali z entuzjazmem. „Możliwość służby, która nie będzie ograniczona latami, na pewno wpłynie na poczucie stabilizacji. Inaczej wykonuje się obowiązki ze świadomością stałego zatrudnienia, wiedząc, że są możliwości rozwoju, bez oglądania się na koniec kontraktu. Sadzę, że to dobre rozwiązanie, ponieważ pozwoli najlepszym zostać w wojsku dłużej. Słabsi i tak byli eliminowani podczas opiniowania służbowego”, mówi szer. Wojciech Kwiatkowski z 2 Batalionu Saperów w Stargardzie.

Pomysł chwalą też dowódcy. „Jesteśmy jednostką specjalistyczną i większość naszych żołnierzy ma ukończone kosztowne szkolenia. W najlepszych inwestowaliśmy, wysyłając na kursy podoficerskie, ale limity sprawiły, że z częścią naszych specjalistów musieliśmy się niestety pożegnać. To duża strata dla jednostki i całego wojska. Nowe rozwiązania sprawią, że zatrzymamy, po pierwsze, doświadczonych żołnierzy, a po drugie – specjalistów w swojej profesji. A żołnierze, nie myśląc już o rychłym końcu służby, będą mogli spokojnie i poważnie rozważyć swoją zawodową przyszłość”, podkreśla ppłk Sławomir Szwemin, dowódca 2 Batalionu Saperów.

 

Młody emeryt? Niekoniecznie

Zniesienie ograniczenia 12-letniej służby wojskowej umożliwi żołnierzom szeregowym uzyskanie prawa do emerytury, które przysługuje po 15 latach służby. Dotyczy to jednak tylko wojskowych powołanych do armii przed 1 stycznia 2013 roku. Ustawa zakłada bowiem, że tym, którzy rozpoczęli służbę po tej dacie, uprawnienia emerytalne będą przysługiwać dopiero po 25 latach służby i ukończeniu 55 lat. Szeregowi otrzymają także prawo do odprawy mieszkaniowej, którą dostają wojskowi po uzyskaniu praw emerytalnych.

Żołnierze przyznają, że wcześniejsze prawa emerytalne mogły być dla niektórych dodatkową zachętą do służby. Zdarzało się bowiem, że żołnierz tuż po uzyskaniu praw do służby stałej „rzucał kwitami” i odchodził z armii. Takie podejście nie jest jednak regułą. Minister Antoni Macierewicz podczas jednego z posiedzeń sejmowej Komisji Obrony Narodowej powołał się na przeprowadzone wśród żołnierzy badania, z których wynikało, że zaledwie 3% deklaruje chęć skorzystania z tego przywileju. „Pamiętajmy też, że jeśli się na to zdecydują, otrzymają 1520 zł brutto emerytury, jeżeli zostaną w wojsku, ich uposażenie wyniesie 3500 zł”, mówił szef MON-u.

Według żołnierzy, obawy że uciekną z armii po uzyskaniu finansowych świadczeń, są zupełnie nieuzasadnione. „Nie chodzi wyłącznie o przywileje emerytalne. W ankiecie przeprowadzonej wśród szeregowych naszej jednostki 99% żołnierzy wskazało, że chce służyć jak najdłużej. Myślę więc, że dla zdecydowanej większości liczy się przede wszystkim stała praca i możliwość wykonywania zawodu żołnierza przez kolejne lata”, przyznaje szer. Kwiatkowski.

„To, że tak się zdarzało, nie oznacza, że jest to regułą. Mam wrażenie, że większość z nas w wojsku służy, a nie pracuje. A to jest fundamentalna różnica”, mówi jeden z żołnierzy z 10 Brygady Kawalerii Pancernej. „Emerytura po 15 latach służby nie wystarczy na godziwe życie. Myślę, że szeregowi mają większe ambicje”, dodaje szer. Skrzydło.

Podobnego zdania jest st. chor. sztab. Jarosław Majka, pomocnik dowódcy ds. podoficerów w 2 Batalionie Saperów. Uważa on, że dla wielu zawód żołnierza to wybór drogi życiowej – nawet gdy nie ma perspektyw na awans do korpusu podoficerskiego. „Nie wszyscy mają predyspozycje do bycia dowódcami i nie wszyscy też przejawiają ambicje, by zostać kapralami. Wielu żołnierzy spełnia się na stanowiskach szeregowych. Dla nas najważniejszy jest odpowiedni standard, czyli jeżeli żołnierz jest sprawny, wyszkolony i zdrowy, a przy tym jest specjalistą, to czemu ma nie służyć np. 25 lat?”, zauważa chor. Majka.

 

Większa motywacja

St. szer. Rafał Lekan, z dziewięcioletnim stażem służby i doświadczeniem z misji w Afganistanie, podkreśla, że wprowadzone rozwiązania na pewno będą korzystne dla całych sił zbrojnych. „Ostatnio mieliśmy w jednostce eksperyment szkoleniowy, podczas którego wybrani szeregowi na okres całego szkolenia w ramach ćwiczeń rotacyjnych dla Narodowych Sił Rezerwowych, w tym ja, wcielali się w role dublerów dowódców drużyn. Utwierdziłem się w przekonaniu, że w przyszłości, po ukończeniu kursu podoficerskiego, mogę zostać dobrym dowódcą. Zamierzam ubiegać się o miejsce na kursie, bo mam ambicje być podoficerem. Doświadczeni żołnierze w roli dowódców drużyn na pewno sprawdzą się lepiej niż nowicjusze”, mówi st. szer. Lekan. Na zmianę przepisów wyczekiwał także spadochroniarz st. szer. Mateusz Jachymczak, który służy już ponad dziesięć lat. „Miałem już nóż na gardle. Teraz mam więcej czasu, by się starać o szkołę podoficerską i etat. Odzyskałem nadzieję, że jeszcze warto to robić”, zapewnia.

To dowód na to, że zmiana przepisów przekłada się na motywacje żołnierzy – twierdzi kadra w jednostkach wojskowych. „Żołnierze, rozpoczynając służbę, nie zastanawiają się, co będzie za dziesięć czy 12 lat. Ale kiedy widzą horyzont czasowy, to pojawia się zwątpienie”, mówią podoficerowie. „Weźmy za przykład szeregowego z rozpoznania. Po 12 latach służby osiąga on najlepsze efekty szkoleniowe. A my dotąd pozbywaliśmy się go w najlepszym momencie. Traciliśmy szturmana i wojownika. Perspektywa dłuższej służby będzie dla nich motywująca. Nie zgnuśnieją, nie staną się malkontentami, tylko będą się starać i udowadniać, że są zdolni do służby jak najdłużej”, mówi chor. Marcin Bielecki, dowódca plutonu konserwacyjnego.

A co z żołnierzami, których nowe przepisy rozleniwią? Nie będą się musieli starać, angażować, bo w służbie i tak zostaną. „Nie brak takich, którzy ślizgają się od opiniowania do opiniowania. Teraz, pozbawieni strachu przed koniecznością odejścia z wojska, mogą jeszcze bardziej ograniczyć swoją pracę do niezbędnego minimum. Bez presji zdjęcia munduru nie będą się ubiegać o awans – zbyt mało opłacalny finansowo, a wiążący się ze zbyt dużą odpowiedzialnością”, przyznaje podoficer z Warszawy.

Resort uspokaja, że dla takich żołnierzy w wojsku nie będzie miejsca. Kontrakt – mogący trwać od dwóch do sześciu lat – będą podpisywać tylko najlepsi, spełniający surowe kryteria zdrowotne, fizyczne i merytoryczne. Co kryje się pod tymi pojęciami? Z pewnością umiejętności żołnierza, jego aspiracje, wykształcenie i sprawność fizyczna. Ustawa pragmatyczna otwiera nowe szanse także dla rezerwistów. Umożliwi ona żołnierzom, którzy zostali zwolnieni przed upływem 12 lat służby, ponowne ubieganie się o powołanie do armii. Ci, wobec których już wszczęto procedurę zwolnienia ze służby w związku z wygasającym kontraktem, będą mogli wystąpić z wnioskiem o zawarcie kolejnej umowy. „Z punktu widzenia pomocnika uważam to za bardzo korzystne rozwiązanie. Na pewno będę chciał nawiązać kontakt z żołnierzami, którzy z powodu zakończenia kontraktu odeszli od nas w ciągu ostatnich dwóch lat. Wśród nich mieliśmy np. operatora sprzętu specjalistycznego i doświadczonego sapera, który służył w patrolu rozminowania. Obaj byli wartościowymi żołnierzami i dobrze by się stało, gdyby znów wstąpili w nasze szeregi”, przyznaje st. chor. sztab. Majka.

Kosztowny remanent

W listopadzie, na posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej minister Antoni Macierewicz poinformował, że eksperci ministerstwa przygotowali wstępną analizę wydatków związanych z wprowadzeniem nowej ustawy pragmatycznej. Wynika z nich, że koszty pojawią się w czwartym roku po wprowadzeniu noweli i wyniosą 73 mln zł. W kolejnych latach będzie to 111 mln zł, potem 153 mln zł oraz 213 mln zł w siódmym roku. W perspektywie dziesięciu lat koszty przekroczą ponad 1,5 mld złotych.

MON informuje także, że zniesienie ograniczenia 12 lat służby nie wpłynie na zwiększenie kosztów osobowych i rzeczowych utrzymania żołnierzy (np. kosztów uposażeń, szkoleń żołnierzy itp.), gdyż zmiana ta nie spowoduje wzrostu liczby żołnierzy zawodowych.

Paulina Glińska, Magdalena Kowalska-Sendek

autor zdjęć: Rafał Mniedło / 11 LDKPanc





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO