Ludzie z cienia

Geografów nie ma w armii zbyt wielu, a bez nich nie mogłyby funkcjonować wojska lądowe, specjalne, lotnictwo. Przydają się nawet marynarce wojennej.

Wyobraźmy sobie poligon. Za chwilę wjadą na niego czołgi, transportery opancerzone, powietrze przeszyje huk silników samolotowych i terkot śmigłowców. Piechota stanie oko w oko z nieprzyjacielem, a wojska specjalne rozpoczną ściśle tajne operacje na jego tyłach. Na razie jednak na bezkresnych terenach panuje cisza. Dla wojskowych geografów właśnie wtedy zaczyna się najgorętszy czas. Pracują wtedy dzień i noc. I nie chodzi nawet o to, że każdego z żołnierzy – od szeregowego piechoty, przez operatora sił specjalnych, po pilota śmigłowca czy samolotu – trzeba wyposażyć w aktualną mapę, a zestaw dla jednego tylko batalionu waży nawet kilka ton. Takie mapy zwykle są gotowe już wcześniej. Kilka dni przed rozpoczęciem ćwiczeń pojawiają się zamówienia specjalne. Geografowie mogą wtedy usłyszeć np.: „Okej, potrzebuję mapy z analizą przejezdności terenu, miejsc dogodnych do lądowania śmigłowców i takich, które nadadzą się do zorganizowania przeprawy”, albo „Muszę wiedzieć, gdzie w okolicy są szpitale, ile mają łóżek, ilu lekarzy, no i jak do nich dojechać. Taka mapa byłaby idealna”.

Kiedy żołnierze zaczynają zjeżdżać na poligon, geografów można odnaleźć w pierwszym rzucie. Dwa kontenery na ciężarówkach, a w nich specjalistyczny sprzęt i komputery. Do tego sejf na niejawne dane, agregat prądotwórczy, zapasy żywności oraz samochód terenowy. I przede wszystkim dziewięciu specjalistów od systemów informacji o terenie, topografii, kartografii, geodezji. Nawet kierowcy zostali wyszkoleni, by wykonać proste pomiary.

Oto MZZG, czyli mobilny zespół zabezpieczenia geograficznego. Polska armia ma takie dwa: na co dzień stacjonują w Lesznie i Toruniu. „Ich zadanie polega na zbieraniu i analizie danych o miejscach, gdzie odbywają się ćwiczenia”, wyjaśnia płk Zbigniew Nowak, dowódca 19 Samodzielnego Oddziału Geograficznego w Lesznie. „Sama mapa nie wystarczy?”, dopytuję. Jak się okazuje – nie. Podczas manewrów sytuacja jest dynamiczna. A dowódcy muszą mieć np. pewność, że zdołają przeprowadzić transportery przez podmokły teren, że kolumna czołgów nie utonie im w bagnie, że zarośla są dostatecznie gęste, by schować w nich batalion piechoty. W tym wypadku geografowie działają trochę, jak zwiad. Tyle że zamiast śledzić pozycje wroga, sprawdzają pagórki, mokradła, lasy i bezdroża. A potem tworzą i drukują kolejne mapy. Na miejscu. Choć w niskich nakładach, to w tempie ekspresowym. „Na co dzień pozostajemy w cieniu. Tak naprawdę widać nas dopiero, gdy zabraknie mapy. Ale nasza w tym głowa, by nie zabrakło”, dodaje płk Nowak.

Świat z piasku i szyszek

Przykład na pozostawanie w cieniu najłatwiej znaleźć właśnie w Lesznie. Choć 19 Samodzielny Oddział Geograficzny funkcjonuje w mieście od 1970 roku, większość mieszkańców nie do końca chyba zdaje sobie sprawę z jego istnienia. Wojsko? Jak najbardziej! Są u nas przeciwlotnicy. Druga jednostka? Hm… Sprawę na pewno komplikuje fakt, że leszczyńscy geografowie stacjonują dokładnie w tym samym miejscu, co ich koledzy strzegący nieba. Zajmują jeden z budynków koszar, które pamiętają jeszcze początek ubiegłego stulecia. Do tego przeciwlotników jest więcej – do niedawna stanowili samodzielny pułk, teraz wchodzą w skład pułku z Zielonej Góry. Korzystają z zestawów przeciwlotniczych Kub i Osa, zautomatyzowanych wozów dowodzenia, stacji namierzania z radarami pokaźnych rozmiarów, podczas gdy u geografów można obejrzeć elektroniczne urządzenia pomiarowe, rzędy komputerów, posłuchać szumu serwerów...

Ale geografia wojskowa w ogóle jest niewielką strukturą. Szefostwo zostało ulokowane w Warszawie i podlega bezpośrednio Dowództwu Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych. W stolicy działa również Wojskowe Centrum Geograficzne (WCG). Obie instytucje zajmują budynek w Alejach Jerozolimskich. Został on wzniesiony w 1935 roku, specjalnie z myślą o geografach. Poza Warszawą funkcjonują trzy kolejne jednostki, równorzędne wobec WCG: 22 Wojskowy Ośrodek Kartograficzny w Komorowie oraz dwa samodzielne oddziały geograficzne w Toruniu i Lesznie. Do siedziby drugiego z nich przychodzę, żeby podejrzeć, w jaki sposób powstają wojskowe mapy.

„A wie pan, że technikę 3D stosowaliśmy, zanim tak naprawdę stała się popularna?”, pyta ppłk Krzysztof Ślusarz, główny inżynier leszczyńskiej jednostki. Po tych słowach na chwilę wychodzi z sali, w której oglądamy poświęconą oddziałowi prezentację. Wraca w towarzystwie trzech żołnierzy, dźwigających prostokątny blok. Na jego powierzchni widać pomalowane zieloną farbą wzgórza, ułożone z szyszek lasy, błękitna wstążka rzeki przeplata się z czarną linią trasy kolejowej i szarymi szosami. A pośród tego wszystkiego stoją kościół i budynki kilku obejść. Oto zminiaturyzowany fragment autentycznego krajobrazu, a zarazem kawałek fascynującej historii. „Takie makiety powstawały we wszystkich jednostkach geograficznych. Żołnierze z Leszna zrobili ich kilka”, tłumaczy
płk Nowak. „Ciekawie wyglądało zwłaszcza tworzenie tych, które obrazowały tereny za naszą zachodnią granicą. Zdarzało się, że informacje na temat stojących tam budynków czy układu ulic geografowie czerpali z folderów lub pocztówek. Innych źródeł czasem po prostu nie było”.

Podczas ćwiczeń nad makietą nadbudowywano stelaż, po którym poruszał się specjalny wózek. Żołnierz kładł się na nim i jechał w odpowiednie miejsce, by postawić figurki czołgów i żołnierzy. Nie zawsze jednak ćwiczący mieli do dyspozycji tak idealną makietę. Tymczasem dowódcy upierali się, by nie korzystać tylko z map. Co wtedy? „Kilka dni przed manewrami geografowie tworzyli makietę wprost na ziemi: z piasku i szyszek”, wspomina płk Nowak i zaraz dodaje: „Ale to już odległa historia i tylko najstarsi podoficerowie pamiętają czasy ich opracowania. Obecnie teren w 3D można wizualizować na ekranach komputerów lub patrzeć na tzw. mapy anaglifowe przez specjalne dwukolorowe okulary. Tak jak w kinie… Ale do współczesności jeszcze wrócimy.

Skok w góry, krok po ziemi

W dziejach wojskowej geografii karkołomnych wyzwań było całe mnóstwo. Wystarczy spojrzeć na stare zdjęcia. Obładowani sprzętem żołnierze wciągają się wzajemnie na górski szczyt, inni wśród kosodrzewiny i połonin dźwigają potężny betonowy słup. Kolejna fotografia: upał, środek lata, na nadmorskiej plaży grupki ludzi i dwaj geografowie przy urządzeniach pomiarowych. „Pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku jednostki geograficzne otrzymały rozkaz sporządzenia map w skali 1:10 000, które pokrywałyby powierzchnię całego kraju”, tłumaczy ppłk Ślusarz. „Aby temu sprostać, żołnierze przechodzili m.in. kursy wspinaczki wysokogórskiej. W całym kraju powstawały drewniane wieże, wysokie na kilkadziesiąt metrów. Czasem specjaliści wdrapywali się na nie dzień w dzień przez kilka miesięcy. A wszystko po to, by trafić na idealnie bezwietrzny i słoneczny dzień, który pozwoliłby z precyzją uchwycić w terenie punkty odniesienia. W przedsięwzięcie oprócz wojska były zaangażowane instytucje cywilne. W sumie realizowane było przez 16 lat”.

A i potem pracy nie brakowało. „Po rozpadzie Czechosłowacji nasz oddział przez sześć lat prowadził pomiary granicy Polski z dwoma nowo powstałymi państwami. Zadanie obejmowało odcinek 220 km”, wspomina płk Nowak. „Żołnierze nierzadko musieli sobie torować drogę za pomocą maczet. Wyciągali też z ziemi ciężkie słupy graniczne. Każdy z nich jest tylko tzw. świadkiem, właściwy zaś punkt pomiarowy znajduje się dokładnie pod nim”. W wyniku tych prac przebieg granicy został wznowiony. Prostszym językiem można powiedzieć tak: geografowie raz jeszcze pomierzyli współrzędne, odnowili kamienie graniczne i posadowili je na nowo.

Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku geografowie z Leszna jako pierwsi w Polsce weszli na teren bazy i poligonu opuszczonego przez wojska sowieckie, żeby dokonać pomiarów. W Świętoszowie została wykonana ponownie mapa zasadnicza, czyli podstawowa, wraz z całą infrastrukturą naziemną i podziemną. „Co ciekawe, po raz pierwszy zastosowano w pełni najnowsze osiągnięcia geodezji. Wszystkie obiekty terenowe pomierzono nowoczesnymi tachimetrami, ich wyniki przesłano do komputerów, a po obróbce – na plotery”, tłumaczy dowódca leszczyńskiej jednostki.

W 1994 roku ruszyła realizacja najważniejszego zadania ostatnich dekad. „Polscy geografowie, we współpracy z agencją kartograficzną USA, przeprowadzili kampanię pomiarową związaną z zakładaniem wojskowej podstawowej sieci geodezyjnej w układzie WGS-84 oraz rozpoczęli opracowywanie pierwszych cyfrowych map dostosowanych do standardów NATO”, informuje płk Nowak. Mapy sojuszu północnoatlantyckiego zawsze w istotny sposób różniły się od tych używanych w Układzie Warszawskim. „Inny był ich format, inne systemy współrzędnych. Chodziło o to, by jedna strona po ewentualnym przejęciu map przeciwnika nie mogła ich bezpośrednio wykorzystać, np. do wyznaczania celów ostrzału artyleryjskiego czy rakietowego”, wyjaśnia ppłk Ślusarz. Miesiąc po miesiącu, rok po roku powstawały mapy w nowym standardzie z opisami po polsku i angielsku (na terenach przygranicznych dochodzi jeszcze trzeci język) i legendą taką, jak w innych państwach sojuszu. Tak, by w razie potrzeby mogli z nich korzystać operujący w Polsce żołnierze NATO.

W tym czasie wieże obserwacyjne, potężne makiety, przyrządy optyczne i ręcznie wykreślane mapy definitywnie odchodziły już do lamusa. Nastał czas komputerów.

Papier zniesie wszystko

W przestronnej sali połyskują rzędy komputerowych monitorów – przy każdym stanowisku trzy. Przy monitorach pochyleni żołnierze grupy opracowań geograficznych (GOG), najczęściej chorążowie z dwudziestokilkuletnim stażem. Oto serce leszczyńskiej jednostki. „Tu właśnie powstają mapy w wersji cyfrowej”, tłumaczy mjr Maciej Ludwicki, pełniący obowiązki dowódcy GOG. „W tej chwili opracowujemy nowe mapy polskich poligonów”. Podchodzę do jednego ze stanowisk. Na pierwszym z monitorów szarozielone zdjęcie lotnicze. „To poligon w Biedrusku”, opowiada major. „Zdjęcia lotnicze czy zobrazowania satelitarne zawsze stanowią jeden z filarów nowego wydania mapy. Pobieramy je z serwera informacji i usług geograficznych, czyli tzw. geoserwera.

Stanowi on ciągle uzupełnianą bazę danych, które dla wojska są kluczowe na każdym etapie planowania działań, zarówno na poziomie taktycznym, jak i operacyjnym. Ze zgromadzonego tam zasobu możemy się dowiedzieć
m.in., jaka jest szerokość danej drogi wraz z poboczem, czy biegnie ona po nasypie, czy w obniżeniu terenu, z jakiego materiału została zbudowana, jak bardzo jest wytrzymała. W sumie kilkanaście różnych parametrów. Rzecz w tym, by dowódcy poszczególnych wojsk wiedzieli, czy może tamtędy przejechać kolumna ciężarówek, jak szybko pomkną transportery opancerzone, czy szosa nie zacznie pękać pod gąsienicami czołgów. Kolumny danych wyświetlają się na środkowym monitorze. Na ostatnim informacje z bazy są nanoszone na zdjęcia lotnicze. Zielonoszara powierzchnia pokrywa się różnokolorowymi nitkami dróg, plamami lasów i bagien.

„Dane dotyczące poszczególnych części kraju muszą być nieustannie weryfikowane”, podkreśla płk Nowak. „Krajobraz zmienia się bardzo dynamicznie. Od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej powstaje u nas dużo nowych dróg, stare są remontowane, miasta się rozrastają. Różnego rodzaju inwestycje są przeprowadzane również w infrastrukturze wojskowej, zwłaszcza na poligonach”, wylicza. Geografowie zbierają dane z różnych źródeł, często nawet proszą o pomoc samorządy, które są zarządcami danej nieruchomości czy drogi, lub śledzą Google Earth. To jednak nie wystarczy. Zwykle trzeba samemu ruszyć w teren, aby zweryfikować wiele informacji. „Na szczęście tutaj również sprzęt znacząco się zmienił”, dodaje płk Nowak.

O tym z kolei mam okazję się przekonać w sąsiedniej sali, gdzie w równym rzędzie stoi kilka urządzeń wspartych na trójnożnych stojakach. „To tachimetry elektroniczne”, wyjaśnia ppłk Sebastian Wojtkowiak, dowódca grupy zabezpieczenia geograficznego. Kiedyś, dokonując pomiaru, geografowie byli zdani na przyrządy optyczne i swoje oczy. Dziś są wspomagani przez skomputeryzowane systemy. „Nowoczesny tachimetr może bardzo precyzyjnie określić współrzędne z odległości kilkuset metrów”, tłumaczy podpułkownik. Kilka dekad temu dokonujący pomiaru żołnierz kreślił zręby mapy ręcznie, korzystając ze specjalnego rozłożonego na miejscu stolika. Dziś wyniki zapisuje się w komputerowych plikach, po czym trafiają one do bazy i są analizowane w zaciszu pracowni.

W leszczyńskich koszarach można też znaleźć pomieszczenie wyposażone w skaner i plotery. „Tutaj drukujemy próbne egzemplarze map”, zaznacza płk Nowak. Ostateczny druk, po odpowiedniej weryfikacji, odbywa się w nowoczesnej drukarni 22 Wojskowego Ośrodka Kartograficznego w Komorowie. „Mapy, które ją opuszczają, są wykonane zgodnie z najwyższymi reżimami technologicznymi i jakościowymi. Potem, za pośrednictwem wojskowych oddziałów gospodarczych, trafiają do poszczególnych jednostek”, tłumaczy płk Nowak. Mimo że technika poszła bardzo do przodu, żołnierze ciągle korzystają i będą korzystać przede wszystkim z map papierowych. „Odbiorniki GPS nieprzyjaciel może zakłócić, a współczesne urządzenia elektroniczne uzależnione od źródeł zasilania wymagają ładowania w najmniej oczekiwanym momencie. Papierowa mapa jest na te czynniki odporna i wyjątkowo trwała w każdych warunkach atmosferycznych”, podkreśla ppłk Ślusarz. „Bez względu na to, czy mamy do czynienia z mapą elektroniczną, czy papierową kluczowa pozostaje jedna rzecz: mapa musi być aktualna”.

Mapa według marszałka

Podstawowa skala dla wojskowych geografów to 1:50 000. „Opracowujemy również mapy w skali 1:100 000 i 1:250 000”, wyjaśnia płk Andrzej Merski, szef geografii wojskowej. Drugi z tych produktów służy przede wszystkim sztabowcom do planowania różnych operacji połączonych z udziałem wojsk lądowych i sił powietrznych. Z pracy geografów korzystają także wojska specjalne, a nawet, w ograniczonym stopniu, marynarka wojenna. Choć siły morskie na co dzień używają map Bałtyku opracowanych przez Biuro Hydrograficzne MW, muszą mieć informacje na temat terenu do kilku kilometrów w głąb Wybrzeża. Taka wiedza jest pomocna przy planowaniu operacji desantowych. Poza tym marynarka ma również swoich przeciwlotników czy saperów. Odrębne zadania geografowie wykonują na rzecz lotników. Na mapach cyfrowych i papierowych określają np. wysokość przeszkód, na które muszą uważać nisko przelatujące samoloty i śmigłowce, czy punkty orientacyjne wokół lotnisk.

Ale fachowców od tworzenia map interesuje nie tylko Polska. „NATO podzieliło świat na obszary i przyporządkowało je specjalistom z różnych państw. Nasi przygotowywali też mapy obejmujące część Ameryki Południowej. Nie musieli jednak jechać na miejsce. Aby tworzyć produkt w skali 1:250 000, wystarczy analiza zdjęć lotniczych i satelitarnych”, podkreśla płk Merski. Międzynarodowa współpraca obejmuje też inne sfery działalności. „Tak było chociażby podczas tworzenia map afgańskiej prowincji Ghazni, w której służyli żołnierze Polskiego Kontyngentu Wojskowego”, wspomina płk Merski. Wojskowi kartografowie przygotowali 29 arkuszy w skali 1:50 000, opierając się na opracowaniach cyfrowych specjalistów z Czech. Społeczność międzynarodowa korzysta również ze wspomnianych już mobilnych zespołów zabezpieczenia geograficznego. Pomysł ich utworzenia narodził się na początku wieku, tuż przed szczytem
NATO w Pradze. Państwa członkowskie przyjęły na nim deklarację, która wyznaczyła Polsce wiodącą rolę w dziedzinie gromadzenia i analizy informacji geograficznej, doradztwa kartograficznego oraz mobilnych zdolności zabezpieczenia geograficznego. Od tego czasu m.in. MZZG z Leszna pełnił dyżur w ramach grupy bojowej Unii Europejskiej.

Kiedy powstawała geografia wojskowa, marszałek Józef Piłsudski mówił: „Mapa jest daleko skuteczniejszą bronią w rękach oficera niż jego pałasz, i nawet jego rewolwer”. Jak przekonują geografowie, zdanie to pozostaje aktualne, mimo upływu lat i wielokrotnych zmian sytuacji geopolitycznej.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Artur Walento/12 SDZ





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO