Górale na bewupach

1 Batalion Strzelców Podhalańskich specjalizuje się w prowadzeniu operacji w górach. Jest jednak przygotowany do działań obronnych na terenie całego kraju, a także do służby w misjach poza jego granicami.

 

Ubiegły rok 1 Batalion Strzelców Podhalańskich zakończył ćwiczeniami sprawdzającymi zgranie i skuteczność bojową jednostki. Egzaminujący, płk Zenon Brzuszko, dowódca 21 Brygady Strzelców Podhalańskich, nieustannie coś zmieniał, wprowadzał nowe zagrożenia, zastawiał zasadzki. Wszystko się odbywało na 100%. Żołnierze działali całym batalionem. Dowódcy plutonów zmechanizowanych kierowali ogniem artylerii samobieżnej. Kompania wsparcia strzelała z moździerzy. Używano broni przeciwpancernej. Po egzaminie, nie czekając nawet na ocenę przełożonych, w batalionie przeanalizowano niedociągnięcia. Już 4 stycznia, wprost z balu sylwestrowego, jak żartowali podhalańczycy, wyjechali na poligon w Nowej Dębie, by na gorąco skorygować popełniane wcześniej błędy.

W trakcie planowania zajęć poligonowych, jeszcze przed wyjazdem, zadania były tak układane, żeby na miejscu wszystko tworzyło jedną całość. Dowódca, wykorzystując zgranie pododdziałów, urozmaicał zadania, tak żeby nakładały się na siebie szkolenia kompanii zmechanizowanych dowodzonych przez kpt. kpt. Marcina Sudka, Grzegorza Rudnickiego, Marka Włodarczyka oraz por. Mariusza Majkę. Żeby w pełni wykorzystać rozległe przestrzenie poligonu, żołnierze działali na bojowych wozach piechoty lub pieszo. Skrycie wykonywał tam też swą robotę pluton rozpoznawczy. Zwiadowcy por. Przemysława Zaprzelskiego rozpoznawali ruchy wojsk, występując w kilku rolach jednocześnie – prowadzili rozpoznanie na rzecz dowódcy batalionu, dla jednej z ćwiczących kompanii działali jako patrol rozpoznawczy, dla drugiej jako zwiadowcy przeciwnika. Wynik rozgrywanych epizodów od początku do końca nie był znany. Żołnierze wiedzieli tylko to, że będą musieli odpowiedzieć na realne siły przeciwnika, który stara się ich wykryć. Toczyła się zatem gra, kto kogo przechytrzy, kto kogo pierwszy wykryje i zaatakuje.

Robota wrzała również w sztabie batalionu. Ćwiczący tam oficerowie, słysząc rozmowy i meldunki w sieci łączności oraz otrzymując bieżące informacje od zwiadowców, śledzili i oceniali przebieg zdarzeń. Ppłk Rafał Iwanek, dowódca 1 Batalionu Strzelców Podhalańskich, uważa intensywne treningi zimowe za wyjątkowo pożyteczne: „Trudny teren, krótki dzień, niskie temperatury, do tego śnieg – wszystko to wpływa na psychikę żołnierzy. Jeśli damy sobie radę w takich warunkach, to w każdych innych będzie nam tylko łatwiej”.

 

W zasadzce

Majstersztykiem było zorganizowanie zasadzki i przeprowadzenie ataku na kolumnę bojowych wozów piechoty przez plutony 2 Kompanii Zmechanizowanej dowodzonej przez kpt. Marcina Sudka. Cztery pojazdy przeciwnika pokonywały trudny odcinek drogi czołgowej, gdy nagle nastąpiło uderzenie ogniowe. Zasadzka polegała na tym, że nie było widać prowadzących z ukrycia nawałę ogniową bewupów i przeciwpancernych spike’ów grupy wsparcia. Kpt. Sudek w swoim pododdziale ma żołnierzy służących w armii od pięciu do jedenastu lat, z doświadczeniem misyjnym zdobytym w Iraku, Kosowie i Afganistanie. Na zimowym poligonie prowadził zajęcia taktyczne i ogniowe plutonami, przerabiając kolejno działania w obronie, w natarciu, a na zakończenie w zasadzce. Nie było to, jak zapewnia, nieustanne powtarzanie tych samych manewrów: „Prowadzimy szkolenie nieszablonowe. Cały czas trzeba intensywnie myśleć – szukać rozwiązań, przewidywać ruchy przeciwnika. Dowódcy plutonów mają jedynie określone rejon operacji, tło taktyczne i zadania. Wszystko pozostałe, łącznie z działaniami przeciwnika, jest niespodzianką”.

Ppor. Mirosław Smoleń, dowódca trzeciego plutonu, odgrywającego w tym epizodzie główną rolę, tłumaczy, na czym polegała trudność: „Ogromnie ważna była precyzja w przygotowaniu zasadzki, pełne unieruchomienie przeciwnika, uniemożliwienie mu otwarcia ognia. Chwilę bowiem po niszczącym ataku wchodziła do działania grupa szturmowa dowodzona przez kpr. Krzysztofa Bednarczyka, której zadaniem było przechwycenie radiostacji znajdującej się w jednym z zaatakowanych pojazdów”.

Mirosław Smoleń, przed sześcioma laty awansowany z chorążego na podporucznika, ma prawie dwudziestoletni staż służby i spory dorobek, jeśli chodzi o misje. Brał udział w operacjach bojowych, w tym w odpieraniu ataku na bazę w Ghazni w czasie afgańskiej XII zmiany. „Doświadczenia misyjne procentują”, opowiada. „Łatwiej teraz pracuje mi się z ludźmi. Tym bardziej że na XIII zmianę do Afganistanu pojechaliśmy składem sformowanym w kompanii, a większość żołnierzy była wcześniej na VI zmianie. Wspaniały zespół, wysokie morale i odporność psychiczna. Chcą coś robić. Szkoda by było, gdyby ci szeregowi mieli odejść do cywila”. Podporucznik zwraca także uwagę na różnice między służbą misyjną a szkoleniem w kraju: „Są istotne, bo w Afganistanie działaliśmy plutonem, a tu jesteśmy częścią batalionu. Na misji prowadziliśmy głównie działania patrolowe, a tu walkę bezpośrednią”.

Ppor. Smoleń, chociaż dowodzi pododdziałem zmechanizowanym, wprowadza w działania, ze względu na tradycje i specyficzność jednostki, akcenty górskie. W 2011 roku startował z sukcesem w alpejskich zawodach Edelweiss Raid: „Udało się nam wówczas po raz pierwszy ukończyć tę trudną konkurencję, w której trzeba było m.in. pokonywać górski teren na nartach tourowych czy wspinać się w warunkach alpejskich. Była to dla mnie przygoda życia! Dzięki szkoleniu górskiemu możemy dziś w kompanii skompletować zespół, który poprowadzi trudną, »piątkową« drogę, zaporęczuje ją i przeprawi nią całą kompanię”.

 

Precyzyjne rażenie

W czasie gdy pododdziały bojowe batalionu prowadziły działania, strzelcy wyborowi, dowodzeni przez kpr. Grzegorza Derenia, ćwiczyli dwie najważniejsze, oprócz celnego strzelania na dużych odległościach, dziedziny swej służby – taktykę i obserwację.

Taktyka strzelców, podzielonych na sekcje dowodzone przez kpr. kpr. Piotra Stręka, Łukasza Augustyna, Miłosza Koszelę i Łukasza Babora, polegała m.in. na skrytym, mimo sporego ruchu na poligonie, przedostaniu się w rejon, w którym mieli przygotować stanowiska do prowadzenia obserwacji i ewentualnego oddania strzału. Wydawać by się mogło, że działają w oderwaniu od pozostałych żołnierzy. W rzeczywistości byli kolejnym elementem w skomplikowanej układance, gdyż w swych dziennikach obserwacji zapisywali realne wydarzenia, a ćwiczący koledzy z pododdziałów zmechanizowanych stanowili dla nich tło taktyczne. Zadaniem strzelców wyborowych w batalionie jest precyzyjne rażenie.

Bardzo często, nie tylko w górach, jeden z nich, a częściej cała sekcja, w której skład wchodzą dwie pary, może zatrzymać na długo kolumnę wojska. Przeciwnik, gdy giną niespodziewanie jego ludzie, traci pewność siebie. A to, przykładowo, stwarza batalionowi warunki do wykonania obejścia. Strzelcy stanowią również bardzo wydajny element w całej strukturze rozpoznania, bo mogą działać na wysuniętych stanowiskach, niemalże w ugrupowaniu przeciwnika, zbierając informacje niedostępne dla innych. Ponadto potrafią naprowadzać i wykorzystywać wsparcie ogniowe artylerii, także lotnictwa, na wezwanie.

 

Nieustanne przeprowadzki

Gdy pododdziały bojowe rozgrywały epizody taktyczne, plutony dowodzenia ppor. Mateusza Rogosza oraz ochrony i regulacji ruchu ppor. Macieja Siudy poza linią walki rozwijały batalionowe stanowisko dowodzenia. Po zajęciu rejonu żołnierze urządzali namioty sztabowe, rozwijali łączność, przygotowywali system obrony. Wydawać by się mogło, że trudno o bardziej nudną robotę. Monotonia szybko jednak się kończyła, gdy ćwiczący w polu zwiadowcy lub jeden z plutonów zmechanizowanych dostawali zadanie przeprowadzenia na nich napadu. A jak już stanowisko dowodzenia zostawało wykryte, jego obsługa, nie czekając na atak, rozpoczynała pakowanie całego dobytku na pojazdy, po czym kolumna ruszała, by skryć się na kolejnej pozycji.

Czuwający nad tym dowódca kompanii dowodzenia kpt. Michał Kędra, który na czas działań bojowych oddaje swoje plutony do dyspozycji dowódcy batalionu, wspomina ubiegłoroczne ćwiczenia batalionowe: „W listopadzie i grudniu, na dwa tygodnie przed rozpoczęciem prowadzonego przez dowódcę brygady sprawdzianu, ćwiczyliśmy na okrągło, żeby się dograć. Dążenie do perfekcji się opłaciło, gdy już doszło do działania na bojowo, bo w ciągu kilku dni sześciokrotnie musieliśmy zmieniać rejon, przenosić stanowisko. A to już nie było takie proste jak teraz, bo wszystko mieliśmy rozwinięte, a realnie pracującym w namiotach sztabowcom musieliśmy zapewnić ciągłość dowodzenia. Nasza kolumna, transportująca ludzi i sprzęt, liczyła około 20 pojazdów”.

St. chor. Wojciech Sowa, uczestnicząc w strzelaniu z umieszczonego na wozie pomocy technicznej (WZT-2) wkm-u kalibru 12,7 mm, co rusz odbierał meldunki z konwoju transportującego bojowe wozy piechoty z poligonu Nowa Dęba do garnizonu. Przy okazji pokazał nagrany telefonem przed paroma dniami filmik oraz zdjęcia obrazujące holowanie drogą czołgową jednej WZT-ki przez drugą. Żołnierze z jego kompanii zmechanizowanej, którzy tej akcji nie widzieli, mogą ją później obejrzeć na filmie. „Jako kompanijny patrol pomocy technicznej, jedziemy za naszym pododdziałem. W razie gdyby się przydarzyła drobna usterka, naprawiamy ją na miejscu i pojazd rusza za innymi. Jeśli nie dajemy rady, holujemy sprzęt do najbliższej drogi ewakuacji i podajemy gridy [namiary] do batalionowego patrolu rozpoznania i pomocy technicznej”, wyjaśnia.

W nagranym epizodzie WZT-ka rzeczywiście miała awarię, więc holowały jedna drugą, spięte na sztywno i na krótko. Na kilkudziesięciosekundowym filmie można zobaczyć niezwykłe widowisko. Zryty gąsienicami trakt wznosił się stromo, chwilę potem równie gwałtownie opadał, więc wydawało się, że dwa kolosy zbudowane na podwoziach zabytkowych już dziś czołgów T-55, rocznik 1992, albo urwą łączące ich drągi, albo rozbiją się o siebie.

Chor. Sowa zapewnia, że nic takiego się nie zdarza. Chociaż sprzęt jest rzeczywiście bardzo stary, jeszcze daje radę. Przy okazji technik opowiada ciekawostki na jego temat: „Umocowany na pojeździe dźwig może podnieść do 10 t ciężaru, a jak holowany pojazd się mocno zakopie, to WZT-2 wbija lemiesz w grunt i cofa, wbija i cofa”. Pokonywanie „czołgówki” zawsze stanowi porządną szkołę jazdy dla kierowcy i dla dowódcy wozu.

 

Kamera na poligonie

W myśl zasady „jeśli się czegoś nie utrwali, to to coś ucieknie” st. sierż. Ryszard Rzeszutek, główny operator combat camery, dokumentuje przede wszystkim negatywne wydarzenia albo filmuje panoramicznie cały pododdział w działaniu: „Następnie mój dorobek omawiają uczestnicy akcji i ich przełożeni, po czym wyciągają wnioski. Po takiej ocenie sytuacji te same błędy raczej nie są popełniane”. Podobny zwyczaj, jak zapewnia sierżant, przyjął się także na niższych szczeblach.

Z tej metody korzystają w górach strzelcy wyborowi. Zgodnie z zadaniem muszą przejść skrycie kilometrowy odcinek doliną wzdłuż drogi lub strumienia. W dzień i nocą. A na wzgórzach są rozmieszczeni obserwatorzy, którzy oglądają akcję z użyciem sprzętu optycznego lub termowizyjnego. Zadanie strzelców jest bardzo trudne, ale, jak się okazuje, możliwe do wykonania. Po analizie zapisu obserwatorów wiedzą, jak unikać zagrożenia wykrycia.

Dla dowodzącego dojrzałym wojskiem, wyzwaniem jest takie urozmaicanie zajęć, by nawet ci najstarsi nie popadali w rutynę. Dlatego każde szkolenie wplata się tutaj w działania taktyczne. W batalionie, jak zapewnia ppłk Iwanek, wiele rozmawiają o taktyce, sięgają do historii: „Analizujemy warianty taktyczne ćwiczonych zadań, uwzględniając możliwości batalionu. A to jest szczególnie cenne dla najmłodszej kadry, głównie dla oficerów myślących jeszcze jedynie z perspektywy swojego plutonu. Od początku muszą uchwycić sens działania w szerszym aspekcie, ze świadomością, że nie są na polu walki sami!”.

Dowódca batalionu dodaje, że w tych rozważaniach taktycznych ważny jest realizm, odniesienie do współczesnych konfliktów: „Widać w nich, jak często decydujący wpływ na przebieg zdarzeń mają małe ugrupowania. Nasycone środkami bojowymi, szczególnie przeciwpancernymi, przy odpowiedniej taktyce i determinacji, osiągają w walce znakomite efekty”. Ogromnie istotna jest też, zdaniem ppłk. Iwanka, troska o szczegóły, tworzenie wzorców i wykorzenianie złych nawyków. Przytacza przykład wzięty z konfliktu ukraińskiego: „Młody, niedoświadczony żołnierz telefonował z pierwszej linii walki do mamy, radośnie komunikując, że jeszcze żyje. A w chwilę potem był już martwy, bo na sygnał jego telefonu przeciwnik naprowadził rakiety”. 

Świadomość żołnierzy, doświadczenie, zaangażowanie są w batalionie na każdym kroku odczuwalne. Widać, jak starsi służbą żołnierze reagują na błędy młodszych. Ci tę wiedzę chłoną. Przede wszystkim mają się od kogo uczyć, a na dodatek już na starcie przechodzą kurs adaptacyjny, cykl krótkich szkoleń zapoznających z batalionową rzeczywistością.

W wypadku tych starszych następuje zaś powrót do podstaw, norm szkoleniowych, zachowań na polu walki. Nazywa się to w batalionie deafganizacją, bo niektórzy żołnierze tak przesiąknęli funkcjonowaniem w strukturach poza granicami kraju, że powrót do abc żołnierskiego rzemiosła wydaje się im uwstecznieniem. A to podstawa dyscypliny i sprawnego funkcjonowania w wojsku.

 

Trzy pytania do Rafała Iwanka

Jakich żołnierzy, o jakich predyspozycjach i przygotowaniu poszukuje 1 Batalion Strzelców Podhalańskich?

Przede wszystkim zmotywowanych, ukierunkowanych na służbę w wojsku, która niejednokrotnie wymaga więcej zaangażowania niż inne zawody. Kandydat powinien wyróżniać się sprawnością psychofizyczną, umieć podejmować szybko decyzje oraz przyjmować i egzekwować rozkazy. Ponadto duży nacisk kładzie się na umiejętność pracy w grupie i poczucie odpowiedzialności.

 Jak się dostać do służby w jednostce?

Kandydaci zainteresowani służbą w 1 Batalionie Strzelców Podhalańskich muszą przejść pozytywnie postępowanie kwalifikacyjne, które obejmuje: egzamin z wychowania fizycznego (obowiązkowo zdany na ocenę bardzo dobrą) oraz rozmowę kwalifikacyjną przed komisją, w której skład wchodzą dowódcy pododdziałów. W ten sposób to dowódca kompanii sam dobiera sobie ludzi, z którymi później pracuje.

 Na czym polega atrakcyjność służby w 1bsp?

Wpływa na to wiele czynników, m.in. urozmaicone szkolenie. W każdym roku staramy się, by w kompaniach zostały przeprowadzone kursy narciarskie, które najczęściej odbywają się w Bieszczadach lub w Zieleńcu, oraz wspinaczkowe w Kobylanach i Kotlinie Kłodzkiej. Żołnierze batalionu wielokrotnie wyjeżdżali już na misje poza granicami kraju, jak również na kursy i szkolenia zagraniczne. No i oczywiście jest jeszcze coś, co wyróżnia podhalańczyków spośród wszystkich żołnierzy – najpiękniejsze w Wojsku Polskim mundury galowe.

Ppłk Rafał Iwanek jest dowódcą 1 Batalionu Strzelców Podhalańskich.

 

1 Batalion Strzelców Podhalańskich im. gen. bryg. Józefa Kustronia

Jednostka dziedziczy tradycje 1 Pułku Strzelców Podhalańskich.

26 maja 1993 roku zarządzeniem szefa Sztabu Generalnego WP został sformowany 1 Batalion Strzelców Podhalańskich, wchodzący w strukturę 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. Jednostkę rozlokowano na terenie kompleksu koszarowego przy ulicy Lwowskiej w Rzeszowie. Rok później minister obrony narodowej polecił, aby 1bsp przyjął imię gen. bryg. Józefa Kustronia.

Batalion dziedziczy tradycje 1 Pułku Strzelców Podhalańskich, który powstał 31 października 1918 roku z zapasowego batalionu galicyjskiego 20 Pułku Piechoty armii austro-węgierskiej – w Tarnowie. Pułk ten następnie przeniesiono do Nowego Sącza, który stał się jego miastem garnizonowym. 1 grudnia 1918 roku otrzymał nazwę 1 Pułk Strzelców Podhalańskich. Dla uczczenia tego wydarzenia 1 bsp co roku obchodzi w tym czasie swoje batalionowe święto.

8 grudnia 1996 roku na rynku Nowego Sącza dowódca 1 Batalionu Strzelców Podhalańskich otrzymał z rąk przedstawiciela prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej sztandar, ufundowany przez społeczeństwo ziemi sądeckiej i kombatantów 1 Pułku Strzelców Podhalańskich.

Batalion szkoli się przede wszystkim do działań w górach oraz rozjemczych. Jego żołnierze, przygotowując się m.in. do wykonywania zadań w rejonach misji pokojowych, brali udział w ćwiczeniach z żołnierzami jednostek górskich we Francji. Podhalańczycy szkolili się również Wielkiej Brytanii, Norwegii, na Litwie i Ukrainie. Żołnierze 1 Batalionu dwukrotnie, w latach 2003 i 2004 (podczas IX i X zmiany), pełnili służbę w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Kosowie. Następnie uczestniczyli w V i IX zmianie PKW w Iraku, jak również w VI i XIII zmianie PKW w Afganistanie.

Piotr Bernabiuk

autor zdjęć: Patryk Cieliński/DGRSZ





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO