Łączenie ognia z wodą

Odbywające się od 2003 roku ćwiczenia „Bold Quest” to jedne z najważniejszych manewrów organizowanych przez armię amerykańską.

Pustynia Chihuahua, na pograniczu Stanów Zjednoczonych i Meksyku, zajmuje obszar ponad 350 tys. km2 i jest drugą co do wielkości pustynią w Ameryce Północnej oraz trzecią na półkuli zachodniej. Choć armia amerykańska już w połowie XIX wieku usadowiła na obrzeżach tego pustkowia, a dokładniej na rogatkach El Paso, jedną ze swoich strategicznych baz – Fort Bliss, to dopiero po I wojnie światowej uczyniła z niej swój najważniejszy ośrodek szkoleniowy dla sił lądowych.

Mieszczący się tutaj poligon, w amerykańskiej nomenklaturze nazywany manewrowym, jest największym tego typu obiektem w USA – ma powierzchnię 4 tys. km2, czyli ponad 400 tys. ha! Gdy dodamy, że prawie cała jego powierzchnia to „ograniczona przestrzeń powietrzna”, można go uznać również za idealne miejsce do ćwiczeń dla sił powietrznych.

Mimo że głównymi użytkownikami pustynnego poligonu są stacjonująca w pobliskim Forcie Bliss 1 Dywizja Pancerna i podporządkowane jej jednostki bojowe oraz logistyczne, w październiku tego roku kto inny miał pierwszeństwo na tutejszych pasach taktycznych. Dowództwo armii amerykańskiej, a konkretniej Sztabu Połączonego J-6 (Joint Staff J-6), zdecydowało bowiem, że właśnie na Chihuahua odbędzie się jesienna transza jednego z najważniejszych ćwiczeń tamtejszej armii, czyli manewrów „Bold Quest”.

Po pierwsze, komunikacja

Kiedy w 2001 roku powstawała koncepcja „Bold Quest”, miały to być tylko jedne z wielu ćwiczeń mających pomóc armii amerykańskiej w opracowaniu rozwiązań umożliwiających współpracę z sojusznikami z NATO. Problem uwidocznił się w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy okazało się, że największa i najsilniejsza armia sojuszu, choć w dużym stopniu zintegrowała systemy dowodzenia swoich sił zbrojnych, to nie radzi sobie w komunikacji z wojskami innych państw.

Chociaż Amerykanie włożyli naprawdę sporo wysiłku w poprawę sytuacji, organizując m.in. od 1995 roku w Niemczech warsztaty interoperacyjności wojsk łączności i informatyki o kryptonimie „Combined Endeavor”, to efektów było niewiele. Sytuację zmieniło dopiero utworzenie na początku ubiegłej dekady Agencji NATO ds. Konsultacji, Dowodzenia i Kierowania (NATO Consultation, Command and Control Agency – NC3A), której powierzono opracowanie sojuszniczych standardów w dziedzinie interoperacyjności. Na ćwiczenia, na których NATO miało testować owe standardy, wybrano
Coalition Warrior Interoperability (CWI), które z czasem wzbogaciły się o „X” – od eXploration, eXperimentation, eXamination i eXercise – i dziś są znane w sojuszu jako CWIX (od kilku lat odbywają się w Polsce).

„Bold Quest” w dużym uproszczeniu miały stanowić uzupełnienie CWI i dlatego przez dwa lata, w 2001 i 2002 roku, nie wykroczyły poza plany. Dopiero po dwóch edycjach CWI Amerykanie ocenili, jakiego szkolenia potrzebują. Do pierwszej edycji, w 2003 roku w Forcie Benning, zaprosili tylko dwa inne państwa natowskie – Wielką Brytanię i Norwegię.

Tym, co przede wszystkim chcieli zmienić w stosunku do innych ćwiczeń, był wymiar praktyczny. Zarówno bowiem „Combined Endeavor”, jak i CWI (CWIX) to szkolenie dowódczo-sztabowe. Nasi sojusznicy chcieli zaś, żeby systemy dowodzenia byłby sprawdzane w trakcie realnych manewrów, przemieszczania i zadań ogniowych wykonywanych przez pododdziały z różnych rodzajów sił zbrojnych. I przez 13 edycji konsekwentnie trzymali się tych założeń, z roku na rok zwiększając rozmach i znaczenie „Bold Quest”, które z ćwiczeń trzech państw rozrosły się do manewrów odbywających się dwa razy w roku, z udziałem, oprócz Stanów Zjednoczonych, aż trzynastu innych państw: Australii, Belgii, Kanady, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Norwegii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Polski.

Bez strat własnych

O ile przez pierwszych kilka edycji w „Bold Quest” koncentrowano się na rozwijaniu interoperacyjności lądowych systemów dowodzenia i w dużej mierze pokrywało się to z celami ćwiczeń CWIX, o tyle od 2012 roku, gdy nadzór nad nimi od Połączonego Dowództwa – US Joint Forces Command (JFCOM) przejął Sztab Połączony J-6, nacisk położono na opracowanie rozwiązań, które zapobiegną atakowaniu wojsk własnych przez lotnictwo, czyli sytuacjom „friendly fire”.

Przez wiele lat siły powietrzne państw NATO rozwijały systemy dowodzenia, opierając się na standardach komunikacji Link-16. Dorobiły się całkiem pokaźnej rodziny rozwiązań, które trafiły do wszystkich myśliwców i bombowców sojuszu. W tym samym czasie wojska lądowe, z amerykańskimi na czele, rozwijały systemy dowodzenia na bazie trzech zupełnie innych protokołów
komunikacj: Friendly Force Information (FFI), Variable Message Format (VMF) oraz sojuszniczego – NATO Friendly Force Information (NFFI).

Testowanie CID z całego świata w przeróżnych konfiguracjach i zadaniach, tak aby w efekcie powstał jeden natowski standard dla tego typu urządzeń, jest – zgodnie z koncepcją Sztabu Połączonego armii amerykańskiej – od trzech lat najważniejszym celem „Bold Quest”.

Krzysztof Wilewski

autor zdjęć: USMC





Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO