EGZAMIN DLA SOJUSZU

Z Marcinem Zaborowskim o powrocie NATO do tradycji, dwóch kategoriach członków sojuszu i oczekiwaniach na przełom rozmawia Małgorzata Schwarzgruber.

Jest Pan członkiem dziesięcioosobowej międzynarodowej grupy ekspertów powołanej przez sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena, która na wrześniowy szczyt sojuszu opracowała raport dotyczący nowej strategii NATO i określenia jego roli w XXI wieku w obliczu nowych wyzwań. Co zawiera ten dokument?

Nasze opracowanie jest raczej deklaracją dotyczącą stosunków transatlantyckich, która będzie podstawą do dyskusji i ustaleń na szczycie. Przypomnę, że profesor Adam Rotfeld uczestniczył w pracach Warszawskiej Grupy Refleksyjnej, która przygotowała dokument dający podwaliny przyjęcia nowej koncepcji strategicznej NATO. Najważniejsze jest podkreślenie dwóch aspektów misji sojuszu. Pierwszym jest wspólna obrona. Wziąwszy pod uwagę wydarzenia na Ukrainie i ekspansję terytorialną Rosji, priorytetem sojuszu znów powinno się stać jego tradycyjne zadanie, czyli obrona swoich członków. Jednocześnie NATO musi powiększać możliwości działania, aby być organizacją globalną. Ma to duże znaczenie dla USA i Kanady. Sojusz musi uwzględniać także interesy tych państw, które nie są terytorialnie zagrożone.

Polska jedzie na szczyt NATO z konkretnymi postulatami, o których mówił prezydent Bronisław Komorowski w orędziu przed Zgromadzeniem Narodowym. Będziemy zabiegać o strategiczne wzmocnienie wschodniej flanki sojuszu, głównie poprzez system aktualizacji planów ewenetualnościowych, o regularne ćwiczenia weryfikujące te plany, a także o rozbudowę infrastruktury obronnej oraz ciągłe stacjonowanie wojsk NATO w Europie Środkowej, w tym w Polsce. Jak Pan ocenia te postulaty?

Myślę, że mają one szansę się przebić. Jeszcze zanim wybuchł kryzys na Ukrainie, obiecano nam urealnienie i aktualizację planów ewentualnościowych. Prezydent Barack Obama podczas wizyty w Warszawie wyraźnie mówił o zwiększeniu obecności militarnej USA, ale nie sprecyzował, czy chodzi o obecność amerykańską czy natowską. Nam bardziej zależałoby na tej pierwszej opcji, choć jedna nie wyklucza drugiej.

Czy wizyta Obamy pokazała, że Stany Zjednoczone czują się odpowiedzialne za bezpieczeństwo w naszym regionie?

Myślę, że zarówno wizyta, jak i wcześniejsze ćwiczenia z udziałem kanadyjskich i amerykańskich żołnierzy, wysłanie samolotów zwiadowczych czy wzmocnienie kontyngentu w Łasku, wskazują na to, że USA chcą nadać sygnał, że bezpieczeństwo terytorialne państw sojuszu jest świętością. Zamach na nią nie pozostanie bez amerykańskiej odpowiedzi.

Podczas wizyty w Polsce prezydent Obama potwierdził wiarygodność artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego. Ale jak go interpretować w nowej rzeczywistości, gdy zagrożeniem stały się terroryzm i cyberprzestępczość?

W naszej deklaracji piszemy, że obecne zagrożenie ze strony Rosji nie ma charakteru terytorialnego. Nie obawiamy się pojawienia w naszych granicach obcych dywizji, lecz powtórki scenariusza ukraińskiego, czyli sabotażu, presji ekonomicznej, wojny informacyjnej. Sojusz musi określić, jak będzie reagował na takie zagrożenia. Przed takim scenariuszem nie zabezpieczą nas plany ewentualnościowe czy wzmocnienie w Polsce obecności Stanów Zjednoczonych. Potrzebna jest większa elastyczność intelektualna ze strony przywódców NATO, aby rozszerzać interpretację artykułu 5, żeby przeciwdziałać takim zagrożeniom i tak modernizować NATO, by stawiło czoła wyzwaniom niekonwencjonalnym.

Czy wśród przywódców państw członkowskich NATO widzi Pan chęć do takiego elastycznego działania?

Myślę, że jej nie ma, choć niektórzy dostrzegają zagrożenia i stawiają na rozwiązania konwencjonalne – uważają, że należy wzmocnić obecność wojskową. To nie jest odpowiedź na wojnę propagandową, jaką toczy Rosja. NATO nie ma instrumentów do obrony przeciw tym zagrożeniom. Dlatego ważna jest współpraca z Unią Europejską. W kwestii na przykład bezpieczeństwa energetycznego instrumenty unijne są o wiele bardziej skuteczne.

Od dawna mówi się, że jest potrzebna nowa strategia bezpieczeństwa europejskiego, która stworzy systemowe mechanizmy współdziałania NATO–Unia Europejska. Widzi Pan na to szanse?

Mówi się o podpisaniu nowego porozumienia między Unią a NATO. Obecne „Berlin Plus” pochodzi z lat dziewięćdziesiątych i działało przed wstąpieniem Cypru do Unii Europejskiej. Akcesja tego państwa doprowadziła do kuriozalnej sytuacji: członkiem Unii zostało państwo, którego nie uznaje jeden z członków NATO, czyli Turcja. Cypr z kolei nie akceptuje Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Staliśmy się więc zakładnikiem cypryjsko-tureckiego konfliktu, który źle wpływa na współpracę NATO i Unii Europejskiej.

Myśli Pan, że uda się porozumieć w tej sprawie?

Niestety, nie. Konflikt cypryjsko-turecki przypomina ten na Bliskim Wschodzie. Choć grecka część Cypru jest obecnie bardziej skłonna do kompromisu, bo uderzył w nią mocno kryzys ekonomiczny.

Czy NATO zrobiło dostatczenie dużo, aby pomóc Ukrainie i powstrzymać rozlanie się działań Rosji na inne kraje? Przypomnę, że sojusz wysłał samoloty wczesnego ostrzegania i rozpoznania AWACS nad Polskę i Rumunię, a USA wzmocniły swój kontyngent patrolujący rotacyjnie w ramach sojuszniczej misji przestrzeń powietrzną nad krajami bałtyckimi.

Ukraina nie jest członkiem NATO, więc nie obejmuje jej wspólna obrona. Dzięki Polsce został uruchomiony artykuł 4 traktatu waszyngtońskiego, dotyczący konsultacji. Nastąpiło zatem wzmocnienie zasobów NATO w państwach sąsiednich.

Czy zatem NATO może zrobić coś więcej?

Może szkolić żołnierzy ukraińskich lub na przykład dostarczać im kamizelki kuloodporne. Ważna jest inwestycja w ludzi. Armia ukraińska nie jest dobrze wyszkolona i nie ma wysokiego morale. Było to widać na Krymie, gdy żołnierze porzucili broń i przeszli na stronę Rosji. Zachód może zrobić więcej, ale to się wiąże z sankcjami. Francja na przykład może wycofać się z projektu dostarczenia Rosji okrętów Mistral. Niemcy natomiast do niedawna inwestowali w budowę centrum szkoleniowego dla rosyjskich jednostek specjalnych, które zostały użyte na Ukrainie. Możliwe są sankcje finansowo-bankowe. Amerykanie są w stanie doprowadzić do paraliżu bankowego w każdym państwie na świecie, co dobrze widać na przykładzie Iranu. Nie wykonano jednak takiego kroku wobec Rosji. Moskwa obawia się sankcji, które uderzyłyby w dobrobyt jej obywateli, szczególnie klasy średniej, znajdującej się blisko władzy.

Czy wzmocnienie wschodniej flanki sojuszu będzie wyzwaniem dla całego NATO?

Obecnie flanka wschodnia nie jest wzmocniona ani szczególnie broniona. Nie mówiliśmy nigdy tego wprost, ale w NATO są dwie kategorie państw: w jednych znajdują się bazy, w drugich ich nie ma. Do niedawna nie było nawet planów ewentualnościowych.

Gdy Polska wstępowała do sojuszu, Rosja dostała obietnicę, że nie będzie baz na terytorium nowych członków.

Po pierwsze, w politycznej deklaracji sygnowanej przez NATO i Rosję zapisano wówczas, że sojusz nie będzie umieszczał poważnych sił ofensywnych na terytorium nowych państw członkowskich, jeżeli nie dojdzie do radykalnej zmiany sytuacji w sferze bezpieczeństwa. Moim zdaniem, do takiej zmiany doszło, bo Rosja zajęła część terytorium innego państwa. Po drugie, według analityków, także rosyjskich, jedna brygada – kilka tysięcy żołnierzy – to nie są poważne siły ofensywne. Trzymając się tej deklaracji, NATO na terytorium nowych państw członkowskich może zrobić więcej niż dotychczas.

Czy taka baza wojskowa może powstać w Polsce?

Myślę, że w Polsce będzie wprowadzony system rotacyjnej obecności sił szybkiego reagowania NATO. Wzmocniona mogłaby zostać także baza w Łasku.

Czy wydarzenia na Ukrainie skłonią Europę do zwiększenia nakładów na obronność?

Polska i państwa bałtyckie zapowiedziały zwiększenie funduszy na obronność. We Francji i Wielkiej Brytanii zahamowano spadek wydatków na ten cel. Pojawiły się pierwsze symptomy świadczące o tym, że państwa europejskie będą poważniej podchodzić do swoich zobowiązań obronnych. Nie liczyłbym na to, że dojdzie do masowego przebudzenia i powszechnego zwiększenia w Europie funduszy na bezpieczeństwo. Nie wyobrażam sobie, aby doszło do tego w Niemczech, gdzie dominuje skrajny pacyfizm. Mnie szokuje bardzo pasywna postawa państw Grupy Wyszehradzkiej, które leżą w bezpośrednim sąsiedztwie Rosji. Na Słowacji wydatki obronne wynoszą około 1% PKB, a premier mówi, że niemoralne byłoby ich zwiększenie.

Jeszcze niedawno za punkt odniesienia w ocenie dorobku NATO uważano Afganistan, ale wtedy nikt się nie spodziewał, że Rosja dokona aneksji Krymu. Co bardziej zmieni sojusz: misja afgańska czy wydarzenia na Ukrainie?

Wydarzenia na Ukrainie nie zmieniły jeszcze NATO, na razie wymusiły reakcję polityczną oraz niewielką militarną – w Polsce, państwach bałtyckich i w Rumunii. Zwróciły jednak uwagę na nowy typ zagrożenia. NATO nie musi już odpowiadać na pytanie: po co istnieje? Ukraina przypomniała członkom sojuszu, że powód istnienia NATO jest oczywisty, wystarczy tylko spojrzeć na jego wschodnią granicę. Dla nas w Polsce zawsze było to oczywiste, ale dla Hiszpana czy Francuza już nie.

A Afganistan? NATO zdało tam egzamin?

Większość państw europejskich wzięła udział w operacji afgańskiej w akcie solidarności ze Stanami Zjednoczonymi. Może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, która z niepokojem patrzyła na wzrost islamskiego terroryzmu, mającego korzenie w Pakistanie. W Afganistanie udało się wyeliminować bezpośrednie źródło zagrożenia: zlikwidowano Al-Kaidę, Osama bin Laden został zabity, amerykańskie drony zniszczyły wiele obozów terrorystów. Nie można natomiast powiedzieć, że dzięki natowskiej operacji udała się stabilizacja Afganistanu. Moim zdaniem, takie założenie było nierealistyczne i nie do wykonania. Nie wycofujemy się z Afganistanu na tarczy i nie jesteśmy zadowoleni z osiągnięć. Zobaczymy, co się stanie później. Nie jestem jednak optymistą.

Czy wrześniowy szczyt NATO będzie przełomowy?

Uważam, że NATO potrzebuje przełomu i widzę, że jest ku temu sprzyjająca atmosfera. Myślę, że będzie to szczyt konsolidujący NATO. Przełomowości nie mierzyłbym decyzjami dotyczącymi rozszerzenia sojuszu, ale strategiczną refleksją na temat przekierowania zasobów sojuszu w te regiony, gdzie istnieje zagrożenie. Potrzebujemy wiarygodnie zadbać o bezpieczeństwo państw członkowskich i uznać to za główne zadanie NATO. To jednak nie wystarczy. Musimy w Europie dostrzec, że także naszą sprawą jest zagrożenie na Pacyfiku, a nie tylko mówić „nasza chata z kraja” i że niewiele nas obchodzi poza Ukrainą. Takie podejście może się nam odbić czkawką.

Małgorzata Schwarzgruber

autor zdjęć: Krzysztof Wojciewski





Ministerstwo Obrony Narodowej Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Żandarmeria Wojskowa Inspektorat Uzbrojenia Inspektorat Implementacji
Innowacyjnych Technologii Obronnych
Dowództwo Garnizonu Warszawa

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO